Posty

Książka dla dzieci

Oderwijmy się na chwilę od epidemii, dyktatorskich zapędów i łamania prawa przez Bezprawie i Niesprawiedliwość oraz innych nieszczęść. Dziś bowiem jest Międzynarodowy Dzień Książki Dla Dzieci, warto zatem poświęcić mu trochę uwagi. Doskonale wiemy, że im szybciej dziecko zacznie czytać, i co jeszcze ważniejsze, im szybciej zainteresuje się słowem pisanym, tym lepiej dla niego, a w skali masowej – dla społeczeństwa. Wiadomo wszak, że czytanie pomaga rozwijać wyobraźnię, umysł, zdolność kreatywnego, samodzielnego, krytycznego myślenia. Im ludzie bardziej oczytani, tym lepiej dla rozwoju społeczeństwa, gospodarki, państwa… Toteż po prostu trzeba dzieciaczki zainteresować książkami (komiksy też oczywiście wchodzą w grę), bez względu – papierowymi czy e-bookami, w możliwie najmłodszym wieku. Tu wielka jest rola rodziców; jeśli w domu nie będzie książek, a dziecko nie będzie widziało, że najbliższe mu osoby czytają, samo też kontaktu ze słowem pisanym mieć nie zechce. Na czym ucie...

Zamknięte dziecko

Jednym z nowych obostrzeń wprowadzonych przez rząd jest zakaz wychodzenia z domu dzieci i młodzieży, czyli osób w wieku poniżej lat osiemnastu. To znaczy, mogą one lokum swoje opuszczać, ale wraz z osobą towarzyszącą. Niezbyt się to koreluje z pozwoleniem na spacer tylko pojedynczo (tzn. maksymalnie jedna osoba plus pies), no, ale po działaniach PiS-owców logiki nie należy się spodziewać. Celem, przynajmniej oficjalnym, jest zminimalizowane ryzyka, że młode pokolenie przywlecze do domu koronawirusa i zarazi rodziców czy dziadków. Dokładnie z tego samego powodu zamknięto żłobki, przedszkola i szkoły, galerie handlowe oraz im podobne instytucje. Jako laik nie zamierzam oceniać, jak ten nowy pomysł PiS-u wpłynie na walkę z epidemią, niemniej jednak widzę tu kilka problemów. Przykładowo, weźmy dziewczynę w wieku piętnastu lat. Jej matką jest pielęgniarka, ojcem lekarz, oboje zasuwają w szpitalu, walcząc z koronawirusem, ona siedzi w domu, korzystając z e-learningu, ale nie k...

Wyjście z domu

Dożyliśmy ponurych czasów, kiedy samo wyjście z domu – poza celami zawodowymi czy leczniczymi oraz zaspokojeniem niezbędnych potrzeb typu zakupy lub wyprowadzenie psa – stało się ryzykowne. Bo nawet, jeśli nie zarazimy się koronawirusem (czego, rzecz jasna, nikomu nie życzę, jakkolwiek nie jest to takie proste jak zarażenie się odrą bądź grypą), to narażamy się na kary. Dziś rząd wprowadził kolejne ograniczenia, oficjalnie dla naszego dobra (nie chce mi się pisać, co sądzę o „szczerości” tegoż PiS-owskiego dbania o nasze dobro), więc będzie jeszcze bardziej uciążliwie. Czy te wszystkie obostrzenia, utrudniające nam życie, a wielu ludziom uniemożliwiające normalne funkcjonowanie, zastopują rozprzestrzenianie się koronawirusa, tego nie wiem. Nie jestem lekarzem, nie jestem epidemiologiem, nie znam się na wirusach, bakteriach i innych mikrobach. Ale coś mi się wydaje, że żadne, najostrzejsze choćby odgórne regulacje, ani też żadne kary, nie zastąpią NASZEGO zdrowego rozsądku, zwykł...

Krajobraz po pandemii

Wielu specjalistów – ekonomistów, socjologów, politologów i innych analityków – wieszczy, że najgorsze czasy dopiero przed nami. Ściślej rzecz ujmując, to, co nastąpi po zakończeniu pandemii koronawirusa (a prędzej czy później się ona skończy), będzie o wiele bardziej zabójcze niż ona sama. Mowa oczywiście o kryzysie ekonomicznym, który ma wielkie szanse dotknąć światową gospodarkę i trawić ją przez lata, generując gigantyczne bezrobocie, rozrost nędzy o skali o wiele większej niż dotąd, upadek całej masy branż, itd. Będzie to problem, jako się rzekło, światowy, nieobejmujący bynajmniej jednego tylko państwa czy nawet kilku. Cóż, sam też uważam, że tak właśnie będzie, i tegoż kryzysu obawiam się o wiele bardziej niż koronawirusa. Bo bezrobocie, bezdomność, nędza, w połączeniu z inflacją, która JUŻ szaleje ze względu chociażby na spekulacje cenowe, zabiją bez porównania więcej ludzi niż wiadomy mikrob. Ale są tacy, co na myśl o owym kryzysie już zacierają ręce. I nie chodzi t...

Znaczenie życia

Z początkiem epidemii, a raczej pandemii koronawirusa, stało się coś dziwnego. Mianowicie, moje życie oraz zdrowie nabrały ogromnego znaczenia dla polityków. Podobnie zresztą dzieje się z życiem i zdrowiem nas wszystkich. Oto w zasadzie codziennie premier Morawiecki, minister Szumowski i inni PiS-owcy wmawiają nam, ileż to robią, by nas chronić przed wiadomym mikrobem; temu właśnie mają służyć te wszystkie ograniczenia i zakazy. I ileż to dla zrobią, by obronić gospodarkę przed załamaniem (w istocie dopompują kasy wielkiemu kapitałowi, a małych i średnich przedsiębiorców, pracowników, emerytów i rencistów jeszcze bardziej niźli wprzódy złupią). Jak to walczą i działają DLA NAS. Na nasze zdrowie i życie, a raczej ich jakoby wielkie znaczenie, powołują się też politycy opozycji. No i Polska nie zalicza się pod tym względem do wyjątków; podejrzewam, iż klasa polityczna zachowuje się – przynajmniej, jeśli chodzi o propagandę – identycznie we wszystkich państwach, do jakich zawit...

Styl życia w kwarantannie

Jeśli o mnie chodzi, to ta kwarantanna wkurza mnie o tyle, że dopóki trwa, skutecznie uniemożliwia mi spotkanie z przyjaciółką (na szczęście, mam z nią kontakt przez internet). Generalnie jednak, na mój styl życia, schemat codziennej aktywności czy pracę nie wpłynęła jakoś znacząco. Mam typowo domowy zawód (pisarz i bloger), toteż – jak i wprzódy – wychodzę głównie po to, by wyprowadzić psa lub załatwić jakąś ważną sprawę. Podczas takich wyjść unikam bliskiego podchodzenia do innych osób, a spaceruję głównie po miejscach odludnych, czyli po prostu podejmuję środki ostrożności – i to jest główna zmiana stylu życia, jaką wymusiła na mnie cała ta dosłownie chora, czy raczej chorobowa, sytuacja. Ale rozumiem, iż są ludzie, którym jest bardzo trudno się dostosować. Nie wszyscy mogą pracować zdalnie, a ci, którzy muszą to robić, pewnie od kilku tygodni przekonują się, że taka praca też jest ciężka, a może i bywa trudniejsza niż wykonywanie obowiązków w miejscu zatrudnienia. Podobn...

Zabójcza inflacja

Epidemia trwa, a ceny szaleją. Jeszcze przed wykryciem koronawirusa w Polsce rosły bardzo szybko (ponury skutek nieudolnej imitacji polityki społecznej w wykonaniu PiS-u), teraz wszelako skaczą w górę straszliwie. Ogromnie drożeją podstawowe artykuły, z żywnością na czele, ale też, co w obecnej sytuacji jest jeszcze gorsze, leki oraz inne utensylia medyczne, np. maseczki. Przyczyną tego ponurego stanu rzeczy częściowo są prawidła tzw. „wolnego rynku” – kiedy zmniejsza się podaż danego towaru (a podaż wielu dóbr faktycznie spadła, z powodu wywołanego pandemią przestoju w produkcji), jego ceny automatycznie idą w górę; jeśli czegoś potrzebnego zaczyna brakować, ludzie gotowi są za to więcej zapłacić, bez względu na to, czy chodzi o chleb, kurczaka czy lekarstwo. Bardziej mroczna strona tego procesu wygląda tak, że w kapitalizmie WSZYSTKO jest towarem, ludzkie zdrowie i życie również, toteż w kryzysowych (czyli takich, kiedy podaż spada) czasach za wyleczenie z choroby musimy w...