Inwazja
Trwa pełnoskalowa inwazja na Polskę, a zwłaszcza na Warszawę. Inwazja dzików, całe armie których pojawiają się dosłownie wszędzie, aż strach z domu wychodzić, czy iść do sklepu, bo i do placówek handlowych przybysze z lasu się wdzierają. Cel jest jasno określony: zajęcie całego terytorium kraju, obalenie demokratycznie wybranej władzy, utworzenie dziczego rządu – oczywiście dyktatorskiego, a na koniec eksterminacja istot ludzkich. I tylko dzielni myśliwi stoją na straży naszego państwa i społeczeństwa, dzielnie broniąc przed dzikami polskich przyczółków wolności.
Takie przynajmniej wrażenie odnieść można, czytając posty, jakie pojawiają się w mediach społecznościowych czy wiadomości z tych tradycyjnych. Dzików ma być zatrzęsienie, natknąć się na nie jakoby można dosłownie wszędzie. Po internecie krążą „dokumentujące” to zdjęcia, w większości, jak przypuszczam, wygenerowano przez sztuczną pseudo-inteligencję. Oczywiście chodzi o wywołanie… no, może nie paniki, ale pewnego lęku owszem. Ale o tym nieco dalej będzie.
Dziki – i inne zwierzęta wolno żyjące – faktycznie wychodzą z lasów i pojawiają się w miastach czy na osiedlach, ale tak dzieje się od lat. I nie jest to wina tych istot, lecz człowieka. Przyczyną są oczywiście rabunkowe wyręby lasów, a także wkraczanie człowieka na tereny zamieszkane przez zwierzęta. Do tego dochodzi mordowanie zwierząt dla rozrywki (polowania), które oczywiście wypłaszają mieszkańców lasów, powodując migrację.
A na tym korzysta jedno z najpotężniejszych w Polsce lobby, czyli mordercy zwierząt. Burżuje, co uwielbiają walić ze sztucerów w istoty żywe dla rozrywki. I tworzący najbardziej bodaj (obok ewentualnie kleru katolickiego) uprzywilejowaną grupę w (k)raju nad Wisłą. Dla nich każda okazja, żeby przelewać krew, jest dobra; jest to tym łatwiejsze, że mają rozliczne powiązania z politykami na szczeblu i krajowym, i samorządowym, za samymi zaś aktami zbiorowych mordów stoją duże pieniądze.
No to trwają rzezie. Taka odbywa się w Warszawie chociażby, gdzie od pewnego już czasu dziki są masowo mordowane, bez oglądania się na płeć czy wiek tych zwierząt; pociski z broni myśliwskiej dosięgają nawet prosiąt (pasiaków). Przeciwko temu protestują – jak najbardziej, rzecz jasna, słusznie – obrońcy zwierząt i aktywiści ekologiczni. Jak łatwo się domyślić, władze miejskie (czyli „demokratyczna” Koalicja Obywatelska i prezydent Rafał Trzaskowski, jakoby tak postępowy i humanitarny), a tym bardziej sami mordercy protesty owe mają gdzieś.
Jednocześnie szerzona jest wspomniana na początku notki propaganda głosząca, jakie to dziki są niebezpieczne, i sugerująca, że faktycznie trwa ich inwazja na Polskę. Jak wspomniałem wyżej, chodzi o to, aby osoby obywatelskie bały się tych zwierząt i popierały ich uśmiercanie. Na którym ktoś zarabia.
I nie, nie chodzi o to, żeby pozwolić dzikom tudzież innym zwierzętom wolno żyjącym przemieszczać się swobodnie po terenach zamieszkanych przez ludzi; jest to dla przybyszów z lasu zbyt niebezpieczne. Z pewnością jednak istnieją znacznie bardziej humanitarne sposoby, by im to uniemożliwić, niż masowy rozlew krwi.
Ale władzom miejskim łatwiej jest puścić morderców na żywioł, niech sobie strzelają (że mogą przy okazji zginąć ludzie, co często zdarza się podczas polowań, to już nieważne) – bo to dla miasta tańsze i wygodniejsze, a przy okazji bardziej korzystne finansowo dla burżuazji, niż angażowanie specjalistów, którzy podejmą właściwe kroki dla zapewnienia bezpieczeństwa osobom ludzkim oraz zwierzętom.
Najlepszym wyjściem byłby całkowity zakaz polowań dla rozrywki, obwarowany surowymi karami. Ale na jego wprowadzenie w Polsce nie ma co liczyć…
A dziki i inne zwierzęta wolno żyjące najlepiej jest po prostu omijać, pamiętając, że boją się one ludzi i najczęściej same przed nimi uciekają.
Komentarze
Prześlij komentarz