Pogłębianie dziury

Nie tak znowu dawno pisałem, że publiczna opieka zdrowotna pogrąża się (po raz nie wiadomo który) w kryzysie. Kolejne szpitale zawieszają przyjmowanie pacjentów, ewentualnie przekładają terminy terapii. Powodem jest to, że zwyczajnie nie dostają pieniędzy z Narodowego Funduszu Zdrowia. W budżecie owej instytucji zieje ogromna dziura.

Wygląda na to, że politycy zaczęli ów problem dostrzegać, znaczy, na poważnie, bo wcześniej padały głupie porady, aby pacjenci szukali wolnych miejsc w innych placówkach. Powoli zatem pochylają się nad zagadnieniem i proponują rozwiązania. Nie wiem jednak, czy śmiać się z tego powodu, czy płakać; najlepiej chyba złorzeczyć.

Otóż, pan premier Tusk wyjechał z pomysłem, aby wprowadzić ulgi składkowe dla przedsiębiorców (pod tym mianem rozumieć należy nie ciułaczy z jednoosobowych firm, lecz wielkich kapitalistów, bo takim właśnie prawicowe władze służą). Czyli, mówiąc prościej, zmniejszyć składkę zdrowotną. Ta w Polsce dla małych graczy biznesowych lub osób pracujących tylko na umowach o dzieło (umowy zlecenie na szczęście zostały oskładkowane, pod unijne dyktando, bo rząd był niechętny) faktycznie bywają nazbyt wysokie. Z drugiej wszelako strony, są zbyt niskie, aby publiczny system opieki zdrowotnej na odpowiednim poziomie utrzymać. Zwłaszcza, że…

Ano właśnie, kapitaliści na różne sposoby migają się od ich płacenia. Przeważnie zatrudniają swoich pracowników albo na nieoskładkowanych śmieciówkach, albo zmuszają ich do założenia jednoosobowej działalności gospodarczej i w ten sposób przerzucają na nich wszelkie koszta związane z ubezpieczeniami społecznymi. Ewentualnie stosują kreatywną księgowość, fałszując wysokość wynagrodzeń… Sposoby są różne. W każdym razie efektem jest to, że do systemu trafia mniej pieniędzy, niż powinno. Sam zaś składkowy model finansowania opieki zdrowotnej – o czym nieraz pisałem – pozostaje drogi oraz niewydolny. Drogi, bo do jego obsługi potrzebne są aż dwie instytucje: ZUS (pobiera składki) i NFZ (przeznacza środki na konkretne cele), co oczywiście zwiększa koszta. Niewydolny z tego właśnie powodu, jaki poruszyłem powyżej.

No i właśnie owa niewydolność daje o sobie znać. Dziury budżetowej w NFZ nie da się zignorować.

A premier Tusk dziurę ową chce pogłębić. Za jego pomysłem zmniejszenia składki zdrowotnej dla kapitalistów kryje się stare kapitalistyczne założenie, że redukcja podatków i innych danin publicznych sprzyja gospodarce tudzież ogólnie systemowi. Czyli, jeśli kapitaliści odprowadzać będą musieli niższe składki zdrowotne, robili to będą chętniej, skutkiem czego w NFZ-cie przybędzie pieniędzy. Rzecz jasna, jest to jedna wielka bzdura na resorach. Jeśli przedstawicielowi klasy pasożytniczo-wyzyskującej pozwolić płacić mniej, zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczy on na jakieś spekulacje finansowe lub po prostu umieści na koncie w raju podatkowym i do realnej gospodarki ani żadnej instytucji publicznej nie trafią. Poza tym, kapitaliści tak czy owak kombinują, aby składek zdrowotnych nie odprowadzać w ogóle, co im nader dobrze wychodzi. Ulgi zatem nie pomogą, ale wręcz zaszkodzą, powiększając dziurę budżetową.

Czyżby więc Donald Tusk był aż tak zaślepionym ideologicznie idiotą, że tego nie dostrzega? Szczerze wątpię. Sądzę, że doskonale wie, co robi, tyle, że jego celem wcale nie jest ratowanie systemu publicznej opieki zdrowotnej; gdyby tak było, przeprowadzałby reformę polegającą na odejściu od składkowego modelu jej finansowania na rzecz modelu podatkowego.

Jego celem jest rzecz jasna realizowanie interesów kapitalistów, czyli doprowadzenie do tego, by płacili oni jeszcze mniej. Poza tym, dąży do tego, aby system publicznej opieki zdrowotnej chwiał się coraz bardziej, aż w końcu runie, z braku środków oczywiście, niczym domek z kart. Wtedy zacznie się to, do czego prawica postsolidarnościowa, KO, ma się rozumieć, wliczając, od dawna dąży, i co już w pewnej mierze przeprowadziła. Czyli prywatyzacja placówek opieki zdrowotnej, szpitali i przychodni – tym razem na pełną skalę. Skorzystają na tym kapitaliści, którzy za grosze przejmą konkretne placówki i będą trzepali na nich kasiorę, podczas gdy pacjenci, wiadomo, stracą. Dostęp do leczenia jeszcze się pogorszy, większość społeczeństwa przestanie być stać na usługi medyczne.

Ale to już solidaruchom łbów nie zaprząta. Im chodzi tylko o to, aby zrobić dobrze klasie pasożytniczo-wyzyskującej. Nawet kosztem życia tysięcy, a może i milionów ludzi. Kapitalizm zresztą jest systemem, który zabija, między innymi w taki sposób, że przedstawiciele proletariatu nie mają się za co leczyć w prywatnych gabinetach lekarskich, toteż umierają na choroby, na które lekarstwa są od dawna znane.

I właśnie to kryje się za pomysłem pana Tuska, by wprowadzić ulgę dla kapitalistów w wysokości składki zdrowotnej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Usiłują mnie zabić

Klasowy rozjazd w rządzie