Obawy purpury
Po portalach społecznościowych krążą memy i posty informujące, jakoby polscy biskupi obawiali się, że kiedy państwo nasze przestanie finansować Kościół katolicki (czyli chociażby zlikwiduje Fundusz Kościelny, co, swoją drogą, już dawno powinno było nastąpić), wierni nie będą go utrzymywali.
Cóż, mają powody do obaw.
I nie chodzi o to, że polscy katolicy są zbyt mało zamożni, aby łożyć na (jakoby) swój związek wyznaniowy – przykład podłej działalności Rydzyka jasno wskazuje, że nawet z najuboższej osoby pazerny kler jest w stanie zedrzeć ostatni grosz, a co gorsza, osoba ta jeszcze sama go odda, i to z chęcią. Problem (z kościelnego oczywiście punktu widzenia) leży w tym, że wierni nie będą chcieli płacić.
To bardzo możliwe. Społeczeństwo polskie wszak się laicyzuje, zwłaszcza młode pokolenie. Ubywa osób uczniowskich na szkolnej katechezie – w niektórych szkołach całe klasy rezygnują z uczęszczania w tych zajęciach – mało tego, ogromnie spada liczba powołań, do seminariów zapisuje się raptem po kilku kandydatów na księży. Msze i inne nabożeństwa, zwłaszcza w okresach nieświątecznych, też nie przyciągają już tyle osób, co przed laty; w święta do kościoła ludzie jeszcze w miarę chodzą. A ci, co biorą w nich udział, coraz bardziej krzywo patrzą na takie na przykład „dobrowolne” ofiary za sakramenty tudzież inne usługi religijne; chociażby bulenie za pogrzeb budzi rosnący niesmak, w pełni zrozumiały, rzecz jasna.
Tak, pazerność kleru katolickiego – i jeszcze większa kościelnych hierarchów – jest jednym z czynników zniechęcających ludzi do Kościoła, a już na pewno do przekazywania mu swoich pieniędzy. Bogactwo co niektórych kapłanów i wszystkich biskupów oraz kardynałów za bardzo kłuje w oczy, szczególnie, że zbytnio się oni z nim obnoszą, podczas gdy czterdzieści procent społeczeństwa polskiego żyje poniżej progu minimum socjalnego. A ci księża, którzy akurat nie doją wiernych, lecz robią, bądź usiłują robić coś pożytecznego dla swoich parafii, są karani przez przełożonych.
Jednakże jeszcze większe obrzydzenie budzą, rzecz jasna, zbrodnie pedofilskie kleru i tuszowanie ich przez hierarchię kościelną. Czyny te odrażające skłaniają wiernych do apostazji lub przynajmniej do ograniczenia kontaktu z Kościołem. I do niełożenia na niego; po co finansować zboczeńców, przestępców seksualnych?
Podobnie rzecz się ma z nienawiścią lejącą się z ambon. Liczni księża i niejeden biskup szerzą treści rasistowskie, ksenofobiczne, antysemickie, islamofobiczne… Homofobia to już w ogóle jest powszechną normą w Kościele katolickim, mimo bardzo wysokiego odsetka gejów wśród kapłaństwa. To oczywiście zniechęca wiernych, zwłaszcza tych bardziej światłych, do owego związku wyznaniowego. A ludzie zniechęceni nie wrzucają pieniążków na tacę, ani nie bulą za sakramenty.
W parze z mową nienawiści idzie poparcie udzielane przez kler oraz hierarchię skrajnej prawicy, zwłaszcza PiS-owi, ale też innym hitlerowskim ugrupowaniom. Ich przedstawiciele często są błogosławieni przez księży i biskupów, a z ambon padają wskazówki, na kogo konkretnie wierny lud ma głosować. Na Jasnej Górze odbywają się nazistowskie spędy. To, ma się rozumieć, niedopuszczalne, no i prowadzi do oczywistego wniosku, że na tak upolityczniony związek wyznaniowy nie ma sensu wydawać ciężko zarobionych pieniędzy.
Znacznie lepiej jest je wydać na zaspokojenie potrzeb bytowych: żywność, leki, odzież i obuwie, rachunki transport, itd. A jeśli jakimś cudem mamy oszczędności, to dobrze jest zafundować sobie jakąś przyjemność. Kler naszych pieniędzy nie potrzebuje. Wręcz przeciwnie, mógłby nam swoje przekazać, zgodnie z nauczaniem pewnego galilejskiego Żyda z I wieku naszej ery…
PS. W poniedziałek notki najprawdopodobniej nie będzie, ze względu na ważną sprawę do załatwienia. Serdecznie z góry przepraszam.
Komentarze
Prześlij komentarz