Szacunek dla Javiera i Pedra
Javier Bardem to światowej sławy hiszpański aktor, który grywa również w filmach hollywoodzkich. Jedną z jego najlepszych ról jest Stilgar z Diuny (swoją drogą, aktor ten idealnie wręcz pasuje do owej postaci z dzieł Franka Herberta). Jego osiągnięć artystycznych nie będę tu jednak omawiał, na nich bowiem zasługi pana Bardema się nie kończą.
Otóż, często wypowiada się on na tematy ważne dla całego świata, dotyczące chociażby polityki czy praw człowieka. Jest przede wszystkim (podobnie jak Susan Sarandon czy Kate Beckinsale) ostrym krytykiem ludobójstwa w Strefie Gazy i okupacji Palestyny przez Izrael.
A ostatnio na festiwalu w Cannes Javier Bardem też ostro pojechał. Jego wypowiedź na konferencji prasowej dotycząca przemocy, polityki i toksycznej męskości ciągle wstrząsa internetem oraz pozostałymi mediami. Między innymi dlatego, że słynny aktor wymienił przykłady: Trumpa, Putina i Netanjahu. Powiedział mianowicie: „Ten problem dotyczy także pana Trumpa, pana Putina i pana Netanjahu. Tych samców alfa, którzy mówią: moja jest większa od twojej i zbombarduję cię tak, że cię zniszczę. To pieprzone toksyczne męskie zachowanie, które tworzy tysiące zabitych” – w odniesieniu do toksycznej męskości, która w polityce (co Bardem trafnie zauważył) przynosić może tragiczne skutki.
Nad swoim krajem, Hiszpanią, i tamtejszym kultem macho też się nie litował: „Pochodzę z bardzo maczystowskiego kraju, który nazywa się Hiszpania. Średnio dwie kobiety miesięcznie są tam zabijane przez swoich mężów albo byłych chłopaków. To jest przerażające (…). Nie możemy tego normalizować. Mówić: tak, to straszne. Czy my jesteśmy, kurwa, szaleni? Zabijamy kobiety, bo są mężczyźni, którzy uważają, że one są ich własnością, że je posiadają”.
Tego, co dzieje się w okupowanej przez faszystowski Izrael Palestynie, także nie pominął: „Ludobójstwo, które zostało popełnione i nadal jest popełniane w Gazie, jest faktem. Możesz z nim walczyć albo próbować je usprawiedliwiać. Jeśli usprawiedliwiasz je swoim milczeniem albo wsparciem, jesteś współwinny ludobójstwa”.
Oczywiście, każdą z tych wypowiedzi podsumować można w jeden tylko sposób: STO PROCENT RACJI! I jeszcze: Szacunek, panie Bardem!
Warto dodać, że Javier Bardem, głośno mówiąc o izraelskich zbrodniach popełnionych w Palestynie, liczy się z tym, że spotkają go za to zawodowe konsekwencje, to znaczy, nie będzie tak chętnie obsadzany w dochodowych rolach. Podobny los spotkał zresztą Susan Sarandon, a Kate Beckinsale za polubienie postu o Gazie wyleciała ze stowarzyszenia aktorskiego, z jakim od lat współpracowała (i to by było na tyle, gdyby ktoś chciał mówić o tym, że na Zachodzie jest demokracja, a nie ma cenzury ani innych represji). Tym większy szacunek należy się za odwagę.
Zauważyć trzeba, iż nie jest to jedyny tak mocny głos, płynący z Hiszpanii. Tamtejszy premier, Pedro Sanchez (socjalista), również ostro krytykuje izraelskie ludobójstwo w Strefie Gazy i na arenie międzynarodowej działa przeciwko zbrodniarzom. Wspiera Lamina Yamala, piłkarza FC Barcelony (jeśli coś pokiełbasiłem z nazwą klubu, przepraszam, nie znam się na piłce nożnej), który podczas mistrzowskiej parady tejże drużyny wywiesił, na znak solidarności, palestyńską flagę, za co spotkała go fala nienawiści i fałszywych zarzutów ze strony syjonistycznych faszystów. Oprócz tego Sanchez wraz ze swoim rządem blokował współpracę Hiszpanii z USA przy wojnie z Iranem; jest on jednym z tych europejskich polityków, który otwarcie przeciwstawiają się Trumpowi (za drugiego uznać trzeba chyba tylko Włodzimierza Czarzastego). Na plus zalicza się Pedrowi także zalegalizowanie pobytu w Hiszpanii pół miliona uchodźców i migrantów.
Tak czy owak, Javier Bardem i Pedro Sanchez są Hiszpanami, dla których żywię wielki szacunek.
Komentarze
Prześlij komentarz