Dla kogo jest Polska?
Politycy, zwłaszcza prawicowi, wiele mówią o narodzie, wspólnocie, Ojczyźnie i tym podobnych rzeczach. Ale warto sobie uzmysłowić, że kapitalistyczna Polska po 1989 roku stała się państwem dla naprawdę nielicznych. Dla kogo zatem ona jest?
Przede wszystkim, to kraj dla burżujów, ze szczególnym uwzględnieniem kapitalistów. Jeśli jesteś kapitalistą zagranicznym, nad Wisłą znajdziesz nie tylko tanią, wyzutą z większości praw siłę roboczą, ale też możliwość swobodnego dojenia budżetu państwa z podatków. To samo, jeżeli jesteś kapitalistą krajowym; w tym wypadku masz jeszcze profit w postaci możliwości czynnego uczestnictwa w życiu politycznym, zostania posłem, senatorem, ministrem… Gdy natomiast jesteś burżujem ze znajomościami, możesz dostać synekurę w administracji publicznej, na przykład takiej czy innej spółce państwowej bądź samorządowej – wówczas doisz, ile wlezie.
Dalej, jak ryby w wodzie czują się w kapitalistycznej Polsce przestępcy, ci zwłaszcza, co działają legalnie, w organach państwowych. Mowa tu o złodziejskich urzędnikach, np. prezesach administracji mieszkaniowych oszukujących na rachunkach za ogrzewanie czy czynszach, bandytach w mundurach (jedyną nieskompromitowaną służbą mundurową jest chyba tylko straż pożarna), prokuratorach/gestapowcach, sędziach (szczególnie PiS-owskich neo-sędziach), no i oczywiście nieuczciwych politykach. Do tego dochodzą komornicy i im podobne szumowiny. Świetnie ma się też finansjera, w tym banksterzy.
Oczywiście, kapitalistyczny (k)raj nad Wisłą po transformacji ustrojowej, wskutek zdobycia władzy przez solidaruchów, stał się rajem dla kleru katolickiego, od księży po hierarchów. Nie dość, że jako grupa zawodowa mają realny wpływ na prawo (ustawodawstwo antyaborcyjne to przecież ich wątpliwa „zasługa”), to jeszcze pozwalniani są z podatków, dostali za darmochę odebrane ludziom nieruchomości, mogą prowadzić liczne biznesy i ogólnie cieszą się wielkimi przywilejami.
Nie zapominajmy o mordercach zwierząt, czyli myśliwych. Trudno znaleźć bardziej uprzywilejowaną grupę w Polsce; nawet kler z nimi przegrywa. Mogą mordować wedle woli, w niewielkim jeno stopniu ograniczeni regułami sezonowości (tak w ogóle, to chory absurd, że jednego dnia nie można zamordować danego zwierzęcia, a następnego już tak), wywalać ludzi z ich własnej posesji, żeby nie przeszkadzali w mordowaniu, jeśli kogoś „przez przypadek” postrzelą lub zastrzelą, trudno wyciągnąć od nich konsekwencje. Mają też gigantyczną nadreprezentację w Sejmie i Senacie, toteż prawo łowieckie pisane jest pod nich, zwłaszcza, że są burżujami i stoją za nimi wielkie pieniądze.
Polska jest państwem dla nich wszystkich. Czyli dla nielicznych, bogatych i uprzywilejowanych grupek, często skrajnie nieuczciwych, zdegenerowanych moralnie tudzież etycznie.
A co z resztą społeczeństwa, czyli nami wszystkimi? Ano, państwo miażdży nasze twarze okutym butem. To oczywiście wina solidaruchów, jacy dorwali się do władzy w 1989 roku.
Komentarze
Prześlij komentarz