Faszyzm antyimigrancki
Pewien ukraiński influencer – z informacji, jakie znalazłem, wynika, że Ukraińcy, delikatnie rzecz ujmując, nie mają zbyt pochlebnej opinii o jego inteligencji tudzież rozumie – wjechał autem pod Morskie Oko, gdzie robił sobie zdjęcia. Czyn oczywiście niezgodny z prawem i naganny – acz, podkreślić trzeba, naganny w stopniu dalece mniejszym niż męczenie koni na trasie w tamto miejsce. Na influencera czekała policja i wręczyła mu mandat; poszło gładko, chłopak karę przyjął. Na tym sprawa pewnie by się skończyła (nie licząc, oczywiście, komentarzy w internecie i innych mediach), gdyby nie to, że wmieszał się w nią nie kto inny, a pan premier Donald Tusk. Potępił on czyn tego influencera, w czym nie byłoby nic niewłaściwego, gdy nie fakt, że szef rządu podkreślił jego narodowość; domniemywać należy, iż gdyby sprawcą był rodowity Polak, pan Tusk słowem by się nie odezwał. Teraz chłopakowi z Ukrainy grozi… pięć lat zakazu wjazdu do Polski i ogólnie Strefy Schengen. Zupełnie, jak gdyby był jakimś zbrodniarzem wojennym, torturował zakładników czy inne w ten dekiel.
Różne organizacje społeczne grzmią na alarm. Bo owszem, wjazd samochodem na Morskie Oko zasługuje na karę, ta wszelako została już przez winnego otrzymana i przyjęta. Zakaz wjazdu do Polski, i to pięcioletni, jest jak strzelanie z wyrzutni rakiet do komara. Niestety, to dopiero wierzch mrocznej strony całej sprawy, będącej częścią większej, nader ponurej całości, czyli wyjątkowo wstrętnej polityki obecnego rządu (stanowiącej kontynuacją działań PiS-owskich poprzedników, dodajmy) w kwestii migracji; z uchodźcami jest jeszcze gorzej.
To bowiem niepierwszy podobny przypadek. Jakiś czas temu deportowano grupkę młodzieży z Ukrainy za… przeskoczenie przez barierki podczas koncertu. Wkrótce potem jedna z deportowanych dziewcząt zginęła wskutek rosyjskiego nalotu, trzeba zatem stwierdzić, że polskie władze winne są jej śmierci w równym stopniu, co Putin i jego wojsko.
W mediach niewiele się o tym mówi, ale w Polsce pracują liczni Kolumbijczycy. Z reguły traktowani są oni jako wyjątkowo tania, półniewolnicza siła robocza, harująca na polskich kapitalistów tudzież innych Januszów biznesu. Odbierane są im dokumenty, mieszkają w marnych warunkach, a otrzymanie wypłaty normą bynajmniej nie jest. Kiedy szukają pomocy w instytucjach publicznych, nie tylko jej nie otrzymują, lecz jeszcze są karani, deportacją oczywiście.
Minister Kierwiński bardzo się niedawno cieszył deportacją grupy Afgańczyków do Kabulu; ludziom tym grożą w Afganistanie poważne represje, śmierć wliczając. W ogóle rząd szykuje prawo mające ułatwić deportowanie cudzoziemców, a zarazem praktycznie uniemożliwić organizacjom humanitarnym udzielenie osobom poddanym tejże procedurze pomocy prawnej, czy zapobieżenie całej ponurej akcji (pisałem o tym).
Rzecz jasna, na granicy polsko-białoruskiej nieustannie trwają push-backi uchodźców, pozbawionych prawa do składania wniosków o azyl w Polsce, co jest brutalnym złamaniem podstawowych praw człowieka. Szerszym echem odbiła się sprawa Somalijki, kilkakrotnie wyrzucanej do Białorusi, skąd grozi jej deportacja do kraju pochodzenia, a tam – tortury i śmierć. Push-backom poddawane są nieraz osoby w ciężkim stanie zdrowia i z niepełnosprawnościami.
Polityka polskiego rządu, zarówno obecnego, jak i wcześniejszego PiS-owskiego nie-rządu, wobec uchodźców jest ni mniej, ni więcej, a zbrodnicza. Inaczej się tego nie da określić. Pisałem zresztą na ten temat wielokrotnie. Z kolei polityka wobec migrantów, w tym zarobkowych, staje się może jeszcze nie zbrodnicza, ale coraz bardziej ksenofobiczna, podszyta rasizmem. Widać to znakomicie na przykładzie Ukraińców, którym odbiera się świadczenia i deportuje za byle co. Tymczasem badania wskazują, iż w Polsce prawie nie popełniają oni czynów zabronionych; wjazd autem na Morskie Oko to zdecydowanie jaskrawy wyjątek od reguły.
Pod rządami niby-demokratycznej prawicy postsolidarnościowej stajemy się państwem coraz bardziej zamkniętym, niechętnym przybyszom, wręcz ksenofobicznym i rasistowskim. KO oraz PSL ulegają w ten sposób elektoratowi skrajnej prawicy, chcąc go pozyskać; co się oczywiście nie udaje, jedynym skutkiem jest podbijanie nacjonalistycznych czy faszystowskich postaw. Ale prawda jest taka, że Donald Tusk, Marcin Kierwiński, Maciej Duszczyk (wiceminister spraw wewnętrznych; o, ten to paskudne ma poglądy!), Władysław Kosiniak-Kamysz i wielu ich kolegów sami są ksenofobami oraz rasistami. Dużo i ładnie mówią o demokracji i prawach człowieka, o otwartości i nowoczesności, kiedy jednak przyjdzie co do czego, okazują się równie hitlerowscy, co PiS czy konfiarstwo.
Bo trzeba powiedzieć sobie wprost: polityka antyimigracyjna polskiego rządu jest czysto faszystowska. Bazuje na nienawiści, strachu tudzież łamaniu praw człowieka. Na coś takiego nie powinno być miejsca w państwie cywilizowanym. Polska, niestety, najwyraźniej takowym nie jest, a w każdym razie po 1989 roku być przestała.
Komentarze
Prześlij komentarz