Uciekający gestapowiec Zero
Media skupiają się na ucieczce niejakiego Ziobry Zbigniewa, czyli gestapowskiego Zera, byłego PiS-owskiego ministra niesprawiedliwości, do USA. Nawiał tam z Węgier, gdzie szukał azylu, pragnąc uniknąć odpowiedzialności karnej w Polsce; no, ale Orban przegrał wybory, pojawiła się więc konieczność pozyskania pomocy u faszystów zza oceanu.
Jak z tym będzie, czas pokaże. Antyimigrancka polityka Trumpa i jego administracji sprawić może, że Zero zostanie z USA deportowany do Polski. Albo zastrzelą go bandyci z ICE. Równie jednak prawdopodobne wydaje się, że azyl dostanie, a wówczas procedura ekstradycji, o ile w ogóle dojdzie ona do skutku, będzie długa i skomplikowana. Wniosek zapowiada Lewica, ale co z tego wyjdzie, zobaczymy.
Kierunek ucieczki z Zerowego punktu widzenia wydaje się słuszny. Rosja czy Białoruś odpadały, tyleż ze względu na, charakterystyczną dla polskiej prawicy, fanatyczną rusofobię byłego ministra, ile dlatego, że po prostu nie zostałby tam przyjęty. Azylu nie udzieliłyby też Zerowi Chiny ani Korea Północna; te z kolei państwa mają ustroje ideologicznie biegunowo odległe od faszyzmu, wyznawców którego gestapowiec ów pozostaje. W Europie drugiego Orbana nie ma. No to pozostawały USA.
Trump jest natomiast światopoglądowo zbliżony do Zera: obaj są faszystowskimi wrogami demokracji i praw człowieka. Nadto Zero przynależy do klerykalnej prawicy postsolidarnościowej – wyrósł wszak u boku braci Kaczyńskich (zwłaszcza Jarosława), ci zaś wyrośli przy Lechu Wałęsie (z którym w pewnym momencie się pokłócili, ale to inna sprawa), liderze „Solidarności” z lat. 80 XX wieku, czyli amerykańskiej agentury; agenturą taką jest także dzisiejsza prawica postsolidarnościowa, ze szczególnym uwzględnieniem PiS-u i narośli (KO trochę skręca ku Europie). Zero chce więc schronić się w państwie, dla którego jego obóz polityczny pracował i pracuje, czego Bezprawie i Niesprawiedliwość bynajmniej nie ukrywa.
Co ciekawe, w ucieczce za ocean pomóc miała zerowemu faszyście TV Republika (pomimo problemów finansowych, które jakoby przeżywa). Zatrudniła go ona formalnie jako… swojego amerykańskiego korespondenta. Polityk został dziennikarzem, przynajmniej oficjalnie.
Co, jeżeli USA tego gestapowca przyjmą? Cóż, pamiętajmy, że ciążą na nim liczne zarzuty natury nie politycznej, lecz kryminalnej. Jest ścigany listem gończym. W razie udzielenia mu azylu, Stany Zjednoczone wystąpią jawnie przeciwko Polsce, będzie to droga do konfliktu natury prawnej, no i politycznej, rzecz jasna. Innymi słowy, relacje polsko-amerykańskie znów się pogorszą.
O ile ktoś po naszej stronie będzie o Zero kruszył kopie. Albowiem wcale to takie pewne nie jest.
Tak naprawdę, jedyną siłą na polskiej scenie politycznej, która chce Zero rozliczyć i postawić przed sądem, jest Lewica; no, może jeszcze Razem. Pozostałe albo są przeciwko (PiS, żeby daleko nie szukać), albo rzecz mają gdzieś, mimo iż przed kamerami twierdzą co innego. Przypomnijmy, że rząd, głównym składnikiem którego jest Koalicja Obywatelska, przy władzy pozostaje już od ładnych kilku lat. Przez pierwsze około dwa nie zrobił praktycznie nic, aby pociągnąć Zero do odpowiedzialności za jego czyny; trochę zmieniło się to dopiero wówczas, gdy ministrem sprawiedliwości został pan Waldemar Żurek. A kiedy gestapowiec zwiewał na Węgry, też nie usiłowano mu w tym przeszkodzić.
Wynika to oczywiście z faktu, iż KO jest, identycznie jak PiS, formacją postsolidarnościową, a przecież solidaruch solidaruchowi oka nie wykole. Co jeszcze ważniejsze, jeśli Zero zostanie sprowadzony do (k)raju nad Wisłą, osądzony i ukarany… to panu Tuskowi i jego ugrupowaniu ubędzie ważny wróg. Wcale nie byłoby to dla nich korzystne; wszak KO bazuje na (fikcyjnej) walce z konkurentem PiS-owskim, w tym na obietnicach jego rozliczenia. Gdyby PiS-owscy prominenci, z Zerem włącznie, faktycznie zaczęli być rozliczani, Koalicja Obywatelska nie miałaby czego obiecywać w kampanii wyborczej. W polityce nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, lecz, by go gonić.
Nie zdziwiłbym się więc, gdyby pozwolono Zerowi spokojnie siedzieć sobie w USA przynajmniej do wyborów parlamentarnych. Wtedy wszyscy, poza Lewicą, będą zadowoleni.
Komentarze
Prześlij komentarz