Gnębienie biednych
Polska po 1989 roku – ta sama, co mieni się dwudziestą gospodarką świata (faktycznie sytuuje się na tym poziomie) oraz właśnie wkracza na ścieżkę ku budowie najpotężniejszej armii w Europie, przynajmniej na papierze – jest państwem wstrętnym. Zwłaszcza od strony polityki społecznej. Nie tylko bowiem nie pomaga osobom, które znalazły się w trudnej i tragicznej sytuacji bytowej – na przykład bezrobotnym, ludziom, jakim pracodawca obciął wynagrodzenia, zadłużonym, okradzionym przez administrację (np. mieszkaniową), uchodźcom, itd. – ale jeszcze je karze tudzież gnębi, za to właśnie, że popadły w biedę, nie ze swojej, rzecz jasna, winy, lecz z winy nieludzkiego systemu kapitalistycznego, nieuczciwości rządzących solidaruchów, różnego rodzaju oszustw czy innych patologicznych czynników.
Chyba najjaskrawszym – czyt.: najtragiczniejszym – przykładem jest polityka wobec osób uchodźczych. Ludzie, którzy usiłują przekroczyć granicę polsko-białoruską, poddawani są zbrodniczym push-backom (Sejm niedawno przedłużył zakaz składania wniosków o azyl), bici, torturowani, zamykani w obozach koncentracyjnych… Jak gdyby ich winą było to, że musieli uciekać przed wojnami, prześladowaniami czy głodem. Z kolei ukraińskich uchodźców wojennych dopiero co pozbawiono dostępu do bezpłatnej opieki medycznej. Rzekomo była ona zbyt kosztowna. No, na pewno, biorąc pod uwagę, że Ukraińcy (uchodźcy oraz migranci) wnoszą do budżetu Polski wielokrotnie wyższe kwoty, niż z niego pobierają. W każdym razie, ukarano ich za to, że chcieli ratować się przed agresję Putina.
Nie trzeba wszelako być osobą uchodźczą, bowiem Polacy w trudnej sytuacji bytowej też traktowani są przez własne (czyżby? Mam coraz większe wątpliwości w tym zakresie) państwo z buta.
Przykładowo, jeśli byt materialny ulegnie pogorszeniu, bo zarobki z pracy przestaną wystarczać na pokrycie rosnących kosztów utrzymania, bądź straci się zatrudnienie, uzyskać pomoc w postaci takiego na przykład zasiłku jest niebywale trudno, a sama procedura jest dość upokarzająca. Kiedy zaś świadczenie takie się otrzyma, najczęściej jest ono groszowe, przez co nie wystarcza na zaspokojenie elementarnych potrzeb. Co gorsza, nader łatwo je stracić; wystarczy lekko przekroczyć dochód, próg którego jest wyjątkowo oderwany od rzeczywistości.
Trochę bardziej rozbudowana jest pomoc dla osób z niepełnosprawnością, acz i ona pozostaje dalece niewystarczająca. Brakuje, co ważne, asystencji osobistej; kolejne rządy wiele robią, by jej nie wprowadzić, a pan Tusk bronił się, że musi (???) wydawać pieniądze na zbrojenia.
Osoba w trudnej sytuacji bytowej ma też przechlapane na polu prawnym czy administracyjnym. Jeżeli zostanie okradziona przez instytucję państwową lub samorządową, taką jak administracja mieszkaniowa, nie ma co liczyć na pomoc policji oraz prokuratury, o sądach nie wspominając. Przeciwnie, organa te taką osobę zaszczują i ukarzą, chociaż to ona jest ofiarą.
Warto tu dodać, iż sądy nader niechętnie wywiązują się ze swojego obowiązku przyznawania obrońcy z urzędu ludziom, których nie stać na adwokata. Dlatego człowiek z niewysokimi dochodami przed sądem z reguły stoi na z góry przegranej pozycji. Toteż ludzie w takiej sytuacji często padają różnego rodzaju oszustów, publicznych i prywatnych; po prostu nie mają jak się przed nimi bronić, a państwo jest przeciwko nim.
Kiedy osoba w trudnym, a zwłaszcza tragicznym położeniu bytowym prosi o pomoc w odpowiedniej instytucji publicznej, wszyscy patrzą na nią tak, jak gdyby chciała coś ukraść czy wyłudzić. Mało tego, łatwo napotkać niekompetencję i złą wolę (nic dziwnego, skoro w urzędach pracownicy zatrudniani są po znajomości).
Szukanie zatrudnienia z pomocą Urzędu Pracy? Zapomnijcie!
Innym elementem gnębienia takich ludzi jest wszechobecna kapitalistyczna propaganda, głosząca, jakoby byli oni „sami sobie winni” oraz „roszczeniowi”. Potem zaś dochodzi do karania ich za złą sytuację, w jaką wepchnął ich nieludzki system kapitalistyczny.
Krótko mówiąc, polskie państwo osoby w trudnej i tragicznej sytuacji bytowej gnębi, zaszczuwa, niszczy i miażdży. Jest to, rzecz jasna, wina klerykalnej prawicy postsolidarnościowej, jaka doszła do władzy w 1989 roku. To ona wprowadziła, łamiąc ustalenia zawarte przy Okrągłym Stole, nieludzki system kapitalistyczny w nader barbarzyńskim, neoliberalnym/neokonserwatywnym wydaniu. To ona stworzyła państwo dla przestępców i burżujów, całej zaś reszcie społeczeństwa miażdżące okutym butem twarz.
Komentarze
Prześlij komentarz