Cmentarny przesąd

Wprawdzie Dziady/Halloween dopiero pojutrze, Wszystkich Świętych w sobotę, natomiast Zaduszki w niedzielę, niemniej sezon odwiedzin grobów już trwa w najlepsze. Coraz więcej osób przybywa na cmentarze, czy to celem zrobienia porządków, czy to, aby zapalić znicze przed świątecznym weekendem i uniknąć w ten sposób korków. W każdym razie, warto zatrzymać się na chwilę przy cmentarnej tematyce.

Istnieje mianowicie przesąd, wedle którego nie należy niczego zabierać z cmentarza i wynosić poza jego bramę, a już na pewno nie wolno brać czegokolwiek do domu. Można bowiem w ten sposób rzekomo ściągnąć na siebie nieszczęście lub wręcz śmierć. Z tego samego powodu nie powinno się też robić zdjęć w miejscu pochówku.

Cóż, fotografie na cmentarzu robić mi się zdarzało – przedstawiały grób rodziców i robiłem je na potrzeby krewnych. A co do zabierania przedmiotów, postępuję tak co roku.

Konkretnie, zbieram znicze z nagrobka rodziców i biorę je do domu celem umycia. Podobnie czynię z tackami. Dzięki temu oszczędzam – nie muszę kupować nowych zniczy, gdyż korzystam z tych, co mam. Nowe nabywam, jeśli dotychczasowe są już zużyte; wówczas zostawiam je na przeznaczonych do tego półkach, skąd ktoś inny może je wziąć i postawić na grobie swoich bliskich. Taką zniczodzielnię uważam za bardzo dobry pomysł, z jednej bowiem strony pomaga ludziom oszczędzać pieniądze, z drugiej zaś ogranicza skalę marnotrawstwa. Zabieranie zniczy do domu i mycie ich także pomaga mi w redukowaniu zanieczyszczenia środowiska. Szklany pojemnik można wszak wykorzystywać wielokrotnie; do wyrzucenia kwalifikuje się dopiero, gdy pęknie. Dlatego zresztą jestem zwolennikiem zniczy z wymiennymi wkładami – nie trzeba ich usuwać po wypaleniu. Nasz świat jest i tak zbyt zanieczyszczony, co może wkrótce przynieść zagładę naszemu gatunkowi oraz, niestety, wielu innym.

Naturalnie, nic mi się przez to nie dzieje. Nie przywlokłem za sobą do domu żadnego ducha ani licha, żyję też nadal, a mój stan zdrowia jest, póki co, nie najgorszy. Przesąd traktuję zatem jako ciekawostkę.

Za to jak najbardziej realne jest marnotrawstwo na przełomie października i listopada, związane z odwiedzaniem grobów. Po kultywowaniu tego pięknego słowiańskiego zwyczaju każdego roku zostają tony śmieci: wkładów do zniczy, stroików czy w końcu samych zniczy, które ludzie wyrzucają, choć mogliby je nadal używać. Rzecz jasna, wątpię, by wynikało to ze wspomnianego wyżej przesądu. Przyczyną jest typowo kapitalistyczny konsumpcjonizm, a konkretnie jego ciemna strona, nakazująca kupować i wyrzucać, kupować i wyrzucać… Zniczy i innych cmentarnych utensyliów też to dotyczy. Choć, jak obserwuję, przybywa osób postępujących w podobny sposób, co ja. Czyli pozytywny trend najwyraźniej jest.

Albowiem naprawdę można i warto oddawać szacunek zmarłym, zachowując się w sposób oszczędny i ekologiczny. W tym wszystkich chodzi wszak o pamięć o przodkach czy ogólnie ludziach, którzy odeszli, nie o to, kto ładniej udekoruje dany nagrobek, czy postawi bardziej wypasionego znicza. Gest jego zapalenia jest o wiele ważniejszy.

Natomiast przesąd to tylko przesąd.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Usiłują mnie zabić

Klasowy rozjazd w rządzie