Donald i prawa człowieka

Prawicowi (skrajnie, dodajmy) politykierzy kradną, między innymi w Ikei. Ale wcale nie to jest najgorsze na prawej stronie sceny politycznej.

Otóż, ledwie Koalicja Obywatelska wchłonęła Nowoczesną i Inicjatywę Polską – o czym pisałem wczoraj – popisał się nie kto inny, a jej lider, przy okazji zaś premier, Donald Tusk. W wywiadzie dla konserwatywnego brytyjskiego pisma zastanawiał się nad wypowiedzeniem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Czyli aktu stanowiącego jedną z podstaw systemów prawnych poszczególnych państw na naszym kontynencie, Polskę wliczając. Przewiduje ona między innymi gwarancje wolności politycznej, zakaz kary śmierci, tortur i nieludzkiego, poniżającego traktowania. Innymi słowy, chroni nas przed samowolą polityków, spośród których w każdej chwili wyrosnąć może jakaś wariacja Hitlera, Mussoliniego czy Franco. Pan Tusk kwestionuje jej sensowność jakoby dlatego, że władze krajów-sygnatariuszy rzekomo nie mogą dogadać się co do jej przestrzegania (???). Co NAPRAWDĘ ma na myśli, piszę dalej.

Jego wypowiedź wzbudziła zrozumiałą krytykę ze strony już to świadomych osób obywatelskich, już to organizacji polityczno-społecznych, takich jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Oczywiście od razu zaczęły się też głupie pseudo-tłumaczenia; na przykład Adam Szłapka stwierdził, że Tuskowi nie o Polskę jako stronę EKPC chodziło, lecz o Wielką Brytanię. Aha, jasne. Generalnie jednak zwolennicy KO raczej zamilkli. Widocznie nie wiedzą, co z tym fantem zrobić, najwyraźniej zatem postanowili rzecz całą przeczekać. Rzecz jasna, gdyby podobne słowa wypowiedział Kaczyński Jarosław, grzmieliby (jak najbardziej słusznie) o zagrożeniu dla demokracji, jakie stwarza.

No właśnie, i tu dochodzimy do sedna sprawy. Koncepcja praw człowieka rozwijać się zaczęła na przełomie XVIII i XIX wieku, w epoce Oświecenia, głównie na skutek Rewolucji Francuskiej czy wojny o niepodległość USA. Początkowo były to prawa polityczne, dotyczące na przykład coraz szerszego udziału w wyborach, tworzenia partii czy wolności zgromadzeń. Z czasem, w miarę ewolucji kapitalizmu i jego patologii z wyzyskiem na czele, doszły prawa społeczno-ekonomiczne, związane z czasem pracy, urlopami, emeryturą, wypłatą, możliwością zakładania związków zawodowych, itd. Oczywiście w różnych państwach ewolucja praw człowieka wyglądała różnie; nawet, jeśli spisywano je na papierze, nie zawsze były przestrzegane, a w niektórych krajach, np. w carskiej Rosji, w ogóle ich nie uznawano. Jednakże demokratyzacja postępowała, a wraz z nią wdrażanie w życie praw człowieka. Doświadczenia obu wojen światowych i totalitaryzmów, zwłaszcza faszyzmu i nazizmu, ukazały też, że przed samowolą polityków chronić trzeba ludzkie życie, toteż katalog praw człowieka poszerzono o takie regulacje jak zakaz tortur, z czasem stopniowo znoszono karę śmierci. Obecnie coraz częściej mówi się o prawie do życia w czystym, wolnym od szkodliwych substancji środowisku (prawa ekologiczne).

Jak łatwo się domyślić, prawa człowieka – stanowiące, obok wyborów, fundament ustroju demokratycznego – dalece nie wszystkim odpowiadają. Przede wszystkim, są one wbrew interesom kapitalistów, właścicieli globalnych koncernów i korporacji. Utrudniają im bowiem wyzyskiwanie proletariatu. Toteż prawa społeczno-ekonomiczne w wielu, nawet formalnie demokratycznych państwach przestrzegane nie są, a jeśli nawet, to tylko w pewnym zakresie.

Skoro zaś kapitalistom prawa człowieka nie odpowiadają, to ich pachołkom, czyli prawicowym politykom, również. Dlatego właśnie prawica – ze szczególnym uwzględnieniem skrajnej – gardłuje za zniesieniem praw człowieka i wszelkich chroniących je przepisów, konwencje i umowy międzynarodowe wliczając. W Polsce dziś z całej prawicy chyba tylko Polska 2050 tego nie robi.

Co do Donalda Tuska i jego wypowiedzi, to żadnego zaskoczenia nie ma. Polityk ten nigdy nie był zwolennikiem praw człowieka, nawet w okresie, gdy jeszcze udawał demokratę. Zawsze przecież ignorował chociażby prawa kobiet czy osób LGBT+, a za jego wcześniejszych rządów prawa pracownicze były powszechnie łamane. Obecnie zaś kontynuuje popełnianie zbrodni na granicy polsko-białoruskiej, gdzie prawa uchodźców nie są przestrzegane w żadnym zakresie, mało tego, właśnie on wprowadził zawieszenie prawa do azylu, co stanowiło złamanie nie tylko Konstytucji RP, ale i umów międzynarodowych, stroną których jest Polska. A teraz mówi o wypowiedzeniu EKPC.

Naturalnie chodzi mu o to, aby mógł sprawować władzę dyktatorską (nie należy wierzyć, że Donald Tusk jest „obrońcą demokracji”; w istocie niczym nie różni się od Kaczyńskiego czy innych faszystów), która umożliwiłaby wielkiemu kapitałowi totalną eksploatację klas pracujących. Już pierwsza partia pana Tuska, Kongres Liberalno-Demokratyczny (liberały-aferały) domagała się czegoś takiego w latach 90. Serio! Jak widać, obecny premier z tych chorych marzeń nie wyrósł.

Jak wspomniałem wyżej, prawa człowieka istnieją po to, aby nas chronić, zapewnić nam bezpieczeństwo, w tym naszemu życiu. Dlatego każdy polityk, który je kwestionuje i chciałby wypowiadać stojące na ich straży konwencje, jest bardzo niebezpieczny. Absolutnie nie należy popierać kogoś takiego w żadnych wyborach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Usiłują mnie zabić

Klasowy rozjazd w rządzie