Propaganda antyislamska

Studenci to w większości naprawdę mądrzy ludzie, ale trafiają się wyjątki od tejże reguły. Takie, jak ten, którego zatrzymała ostatnio Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dureń ów, studiujący na jednym z bardziej szacownych polskich uniwersytetów, szykował się do… przeprowadzenia zamachu bombowego i nie ukrywał czerpania inspiracji z Państwa Islamskiego, czyli organizacji terrorystycznej, stworzonej i dowodzonej albo przez fanatyków religijnych, albo zbrodniczych cyników, którzy w nijakiego Boga nie wierzą, za to faszerują fanatyzmem tudzież ekstremizmem innych i w ten sposób zdobywają władzę (która wersja jest bardziej prawdopodobna, oceńcie sami). W każdym razie, zdecydowana większość muzułmanów na świecie – a to parę miliardów ludzi przecież – od Państwa Islamskiego oraz innych organizacji terrorystycznych ostro się odcina, jak najbardziej słusznie.

Nie wiem, na ile REALNIE niebezpieczny był ten zidiociały student, niemniej to dobrze, że ABW nie zignorowała potencjalnego zagrożenia i kolesia zwinęła. Problem jest wszelako inny.

Otóż, w mediach od razu po tym wydarzeniu pojawiły się informacje oraz dywagacje na temat zagrożenia islamem. Nie fanatyzmem, jaki reprezentuje chociażby Państwo Islamskie czy wcześniej Al-Kaida, lecz religią jako taką. Jej wyznawcom przypisuje się (jak zwykle) umiłowanie terroru i chęć wysadzania siebie samych wraz ze wszystkimi wokół, pragnienie mordowania „niewiernych” na czele z chrześcijanami i Żydami, gwałcenie kobiet, lenistwo, fanatyzm oraz ogólnie wszystko, co najgorsze. Rzekomo, stanowią oni „dzicz”, która przybyła ze Wschodu (a chrześcijaństwo to niby skąd się wywodzi?) i chce „nas zniszczyć”.

To oczywiście kompletne brednie. Muzułmanie to w większości zupełnie normalni, pokojowo nastawieni ludzie, często gotowi nieść pomoc bliźnim, niezależnie od wyznania czy światopoglądu tychże (wiem coś o tym). Jasne, nie brakuje wśród nich radykałów, np. wahhabitów z Arabii Saudyjskiej… ale tacy są wśród wyznawców KAŻDEJ religii; radykał islamski zaiste niczym nie różni się od katolickiego, protestanckiego, prawosławnego, żydowskiego, buddyjskiego… Zwykle jednak muzułmanie żyją jak wszyscy inni, nierzadko świecąc na tle otoczenia dobrym przykładem (znam takich i serdecznie z tego miejsca pozdrawiam). Wyznawcy tej religii mieszkają na całym świecie – w Polsce również, od wielu wieków, i mają piękną kartę zapisaną w naszej historii – z reguły pokojowo koegzystując z poszczególnymi społeczeństwami. No, chyba, że umieszcza się ich w gettach czy slumsach i dyskryminuje, jak to ma miejsce w niektórych państwach Europy Zachodniej, co siłą rzeczy rodzi konflikty. Są kraje, gdzie muzułmanie są prześladowani; wymienić tu można okupowaną Palestynę (trwa tam, przypominam, ludobójstwo palestyńskich muzułmanów, chrześcijan oaz wyznawców judaizmu – tak!), Mjanmę (dawna Birma, gdzie mordowani byli i nadal są represjonowani Rohindżowie) czy Indie pod rządami faszysty Modiego (mieszka tam największa muzułmańska społeczność świata).

Jednakże kapitalistyczna propaganda właśnie muzułmanów wzięła na celownik. Dlaczego? Ano, z tej prostej przyczyny, że potrzebny jest wróg, przeciwko któremu poszczuć można pozostałą część społeczeństwa. To typowa zasada „dziel i rządź”. A wyznawcami islamu łatwo jest nastraszyć chrześcijan, ateistów, itd., z tego chociażby powodu, że ich kultura odróżnia się od chrześcijańskiej czy ogólnie zachodniej. Poza tym, nie czarujmy się, o islamie wiemy stosunkowo mało. Poza wyspecjalizowanymi studiami arabistycznymi, niwiele jest rzetelnych informacji na temat tej religii, toteż jeśli ktoś sam się nie zainteresuje i ich nie poszuka, liczyć musi albo na wiedzę szkolną (czyli lekcje historii o konfliktach polsko-tureckich), albo na prawicową propagandę, która jest anty-islamska.

Chodzi, rzecz jasna, o to, aby ludzie gryźli się między sobą, dzięki czemu kapitaliści mogą wyzyskiwać proletariuszy bez ograniczeń, a prawicowi politycy – rządzić, jak im się podoba, zniewalając kolejne jednostki i grupy.

Najważniejsze, to nie dać się zmanipulować. W tym celu najlepiej jest pozyskiwać wiedzę, rzetelną i sprawdzoną. W internecie, wbrew pozorom, można ją znaleźć. Warto też mieć muzułmanów wśród znajomych, na portalach społecznościowych i w realu; dzięki temu można się przekonać, jacy to fajni ludzie.

Co do mnie, nie wyznaję ani islamu, ani żadnej innej religii. Niemniej radykalnie sprzeciwiam się jakiejkolwiek nietolerancji religijnej, islamofobię wliczając. Zwłaszcza, jeśli ma ona służyć szczuciu ludzi na siebie celem zniewolenia oraz wyzyskania.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Usiłują mnie zabić

Klasowy rozjazd w rządzie