Dzień Górnika

Dziś Barbórka, czyli święto górników, gazowników, geologów i ogólnie pracowników sektora wydobywczego. Określenie tego dnia to zdrobnienie imienia (świętej w katolicyzmie) Barbary z Nikomedii, patronki ciężkiej pracy i dobrej śmierci.

Bo też wszelkie zawody związane z pracą pod ziemią są bardzo niebezpieczne dla zdrowia i życia. Znaczne jest ryzyko wypadku, są kopalnie, gdzie grożą eksplozje metanu czy tąpnięcia, no i nie oszukujmy się – szkodliwość zdrowotna też jest wysoka. Nie każdy górnik dożywa emerytury, a ci, co dożywają, niekoniecznie cieszą się nią długo. Pylica, urazy kości i mięśni to ponure konsekwencje wykonywania takich zawodów, które swoje żniwo zebrać muszą. Stąd zresztą wysokie (acz nie tak, jak głoszą legendy szerzone przez wrogów proletariatu) zarobki oraz świadczenia emerytalne.

Z okazji Barbórki odbywają się uroczystości religijne, akademie, pochody orkiestr górniczych, a także oczywiście spotkania towarzyskie i rodzinne. Dla osób pracujących w sektorze wydobywczym i ich rodzin jest to naprawdę ważne święto. Choć dziś może mniej huczne niż kiedyś.

Górnictwo bowiem, nie oszukujmy się, odgrywa w gospodarce polskiej malejącą rolę, mimo iż nadal pozostaje istotnym sektorem. Złoża węgla, kamiennego i brunatnego, powoli się wszak wyczerpują, wydobycie tego pierwszego staje się coraz droższe oraz bardziej niebezpieczne. Część kopalń już wygaszono. Niestety, polski węgiel często przegrywa – na rodzimym rynku! – konkurencję z tym sprowadzanym przez prywatne firmy ze Wschodu, który jest gorszej jakości (zasiarczony), przez co generuje więcej zanieczyszczeń. Gospodarka surowcowa (k)raju nad Wisłą w ogóle daleka jest od racjonalności, i to niezależnie od tego, która partia prawicowa akurat jest przy władzy. Przecież polski węgiel, ten wciąż wydobywany, trafia na hałdy. A potem w mediach mówią, jakie to górnictwo złe, bo do kopalń trzeba dopłacać, a górnicy roszczeniowi.

Mają zresztą pełne prawo takimi być. Kiedyś praca w tym sektorze dosłownie nobilitowała, obecnie coraz mniej osób zatrudnianych jest bezpośrednio przez kopalnie, lecz pracują dla firm podwykonawczych, które jednak płacą mniej. Jako że wydobycie spada, coraz trudniej zresztą znaleźć pracę w tym sektorze.

Tymczasem nasza energetyka nieodmiennie oparta pozostaje na węglu, czyli surowcu, który, jak wspomniałem, się kończy. Przez to jest coraz mniej wydajna i, nie oszukujmy się, droga. O generowaniu przez nią zanieczyszczeń już nie wspominam. Konieczna jest pilna transformacja energetyczna, czyli wdrażanie w coraz większej skali odnawialnych źródeł energii i ewentualnie atomu. Która, ma się rozumieć, musi być sprawiedliwa.

Nie może zatem polegać ot, po prostu na zamykaniu kopalń, jak to pierwsze rządy postsolidarnościowej prawicy uczyniły w latach 90., skutkiem czego region wałbrzyski mocno podupadł gospodarczo. Wbrew temu, co głosiła niejaka Suchocka Hanna, górnicy, kiedy przestaną pracować w swoim zawodzie, wcale nie pootwierają kwiaciarń. Trzeba im zaoferować możliwość przekwalifikowania się oraz nowe zatrudnienie na godnych warunkach. Mowa tu o stabilnej, dobrze płatnej pracy, chociażby przy wytwarzaniu OZE. Przykłady są, tak przecież zrobiono w Chinach, gdzie podczas transformacji energetycznej zyskali chociażby rolnicy, na polach których rozstawiano panele fotowoltaiczne.

A póki co, tyle wyjazdów, ile zjazdów, Drogie Górniczki i Drodzy Górnicy! Oraz godnych warunków pracy!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Usiłują mnie zabić