Jak zagłodzić bezdomnego
Władze Katowic zamierzają skończyć z czymś, co określają jako „turystyka bezdomności”. Ich zdaniem, osoby w kryzysie bezdomności zjeżdżają się z całego regionu do górnośląskiej stolicy, gdzie jedzą darmowe ciepłe posiłki, po czym wracają do siebie. Absurd, ale tak głosi propaganda. Od nowego roku ma być z tym koniec. Oto, aby w Katowicach otrzymać posiłek, trzeba będzie udać się do MOPS-u po odpowiednią decyzję administracyjną, przejść wywiad środowiskowy i najlepiej przedstawić… meldunek. Czaicie? Osoba bez dachu nad głową, żeby nie umrzeć z głodu i nie zamarznąć zimą, ma udowadniać, że mieszka w danym mieście, a nie gdzie indziej! Oczywiście konieczna jest też trzeźwość, w kapitalistycznej bowiem Polsce od ludzi, którzy znaleźli się z winy systemu na życiowym dnie, wymaga się zachowania o wiele bardziej wzorowego niż w przypadku całej reszty społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem zamożnej jego części, ta wszak pozwolić sobie może na wszystko.
Pomysł władz Katowic jest chory i absurdalny, toteż wywołuje w pełni uzasadnioną krytykę lewicowych publicystów i działaczy społecznych.
Kryje się za nim oczywiście chęć wygenerowania oszczędności (szkoda, że samorządowcy oszczędzać zamierzają na ludziach potrzebujących pilnej pomocy). Wprowadzenie zarysowanego powyżej rozwiązania spowoduje, że po posiłek zgłosi się mniej osób w kryzysie bezdomności; podejrzewam, iż spora ich część, o ile nie większość, nie spełni kryteriów, i to wcale nie z powodu spożywania napojów alkoholowych. Zatem trzeba będzie gotować mniej posiłków, skutkiem czego więcej pieniędzy zostanie w miejskim budżecie.
Dalej, mamy tu do czynienia z, typowym dla polskiej prawicowej ideologii neoliberalnej/neokonserwatywnej, jaka zapanowała po 1989 roku z winy solidaruchów, traktowaniem osób w kryzysie bezdomności jako patologii. Że niby sami są sobie winni, bo chleją i dlatego stracili domy. Nie zasługują więc na fundowaną ze środków publicznych pomoc, najlepiej za to, aby wzięli i umarli (co często się dzieje, zwłaszcza zimą z wychłodzenia). Tymczasem bezdomność rzeczywiście jest patologią, ale systemową. Wynika z typowej dla kapitalizmu niestabilności bytowej – dziś człowiek ma pracę i dochody, jutro je traci. Wynika z oszukańczych kredytów bankowych, które mogą wykończyć każdego, nawet zamożnego człowieka. Wynika ze zbyt wysokich w stosunku do dochodów kosztów życia. Wynika z braku realnej polityki mieszkaniowej i łatwości eksmisji. I tak dalej. Nie jest, w dziewięćdziesięciu dziewięciu przynajmniej procentach przypadków, winą dotkniętych nią ludzi. Bardzo rzadko się zdarza, że człowiek traci dach nad głową z własnej winy. W Polsce bezdomność, wraz z bezrobociem i pauperyzacją, rozprzestrzeniła się po restauracji nieludzkiego systemu kapitalistycznego i nie poradzono sobie z nią do dziś. Bo i nie próbowano sobie poradzić; programy w tym zakresie, które jako tako działają, tworzone są przez Unię Europejską, samorządy zaś, które kwestią ową winny się zajmować, najczęściej zamiatają ją pod dywan. A czasami po prostu represjonują osoby w kryzysie bezdomności, jak to czynią władze Katowic.
Kolejnym elementem omawianego problemu jest typowo polski kult meldunku, uskuteczniany przez szeroko pojętą administrację publiczną. W cywilizowanym społeczeństwie każdy człowiek, bez względu na status majątkowy, z usług publicznych, w tym ewentualnej pomocy, korzystać powinien w miejscu, gdzie przez większość czasu mieszka lub przynajmniej przebywa. Innymi słowy, można być zameldowanym w Bieruniu, ale wracać tam tylko na święta czy urlopy, pracuje się bowiem i realnie mieszka w Warszawie. W takiej sytuacji naturalnym wydawałoby się, że wszelkie kwestie urzędowe oraz związane z usługami publicznymi załatwiać się powinno w stolicy właśnie. Ale nie. W Polsce nasz przykładowy obywatel musi wracać w tym celu do Bierunia i tam pobierać ewentualne świadczenia czy załatwiać sprawy. Ani to logiczne, ani wygodne. Ale na tę właśnie zasadę powołują się władze Katowic w swojej nowej deformie.
Tylko skąd, w imię słowiańskich bogów i bogiń, osoba w kryzysie bezdomności ma wziąć meldunek? Teoretycznie jest to możliwe, w praktyce wszelako placówki typu schroniska z reguły prawa do meldunku nie dają. Ludzie tacy najczęściej uprawnieni są do otrzymywania pomocy w gminach, gdzie byli zameldowani po raz ostatni, i zapewne o to właśnie chodzi w omawianej deformie. Jest to zatem kolejne utrudnienie, mające za zadanie zniechęcić do korzystania z miejskiej pomocy żywnościowej.
Nie mamy tu zatem do czynienia z żadnym rozwiązywaniem społecznego problemu, lecz z typowo faszystowskimi represjami wobec ludzi, jacy nie mieszczą się w ramach wytyczonych przez nieludzki system.
Problem bezdomności daje się rozwiązać. Zrobiono to w PRL-u. A także chociażby w Finlandii, gdzie mieszkanie traktowane jest jako pomoc w życiowym starcie. W Polsce, we współczesnym ustroju, przy władzy solidaruchów to jednak marzenie nie do spełnienia…
Komentarze
Prześlij komentarz