Ważne spotkanie chińsko-chińskie

W polskich (czy raczej działających w Polsce) mediach niezbyt wiele się o tym mówiło, a tymczasem wieść to bardzo ważna i dobra. Oto Cheng Li-wun, przewodnicząca Kuomintangu z Tajwanu, czyli Republiki Chińskiej, (obecnie jest to tam partia opozycyjna, ale jedna z najważniejszych na scenie politycznej) odwiedziła Chińską Republikę Ludową.

Na początek małe wyjaśnienie. Kuomintang to Narodowa Partia Chin. Powstała w 1912 roku, założył ją wybitny polityk i bojownik o wolność, Sun Jat-sen. To właśnie ona walnie przyczyniła się do obalenia cesarstwa i ustanowienia Republiki. Początkowo była socjalistyczna, z czasem przesuwała się coraz bardziej na prawo, w miarę, jak na popularności zyskiwali komuniści pod wodzą Mao Tse-tunga, wobec których Narodowa Partia Chin była opozycyjna. Niestety, podczas okupacji japońskiej (1937-45), która odznaczała się ludobójstwami i niesamowitymi okrucieństwami, ówczesny lider Kuomintangu, Czang Kaj-szek, olał walę z okupantem, skupiając się na zwalczaniu komunistów, przez co Kuomintang znacząco stracił na popularności. Nic więc dziwnego, że w 1949 roku ostatecznie przegrał wojnę domową z maoistami; Czang Kaj-szek zwiał na Tajwan, gdzie utworzył Republikę Chińską – a raczej przedłużył istnienie tej z kontynentu – podczas gdy Chiny kontynentalne stały się Chińską Republiką Ludową. Stosunki pomiędzy oboma państwami były różne, raz wrogie, kiedy indziej chłodne, czasami dochodziło do ocieplenia. Kuomintang rządził Tajwanem w latach 1928 (kiedy to zdobył władzę w całych Chinach)-2000 i 2008-16; obecnie, jako się rzekło, jest w opozycji, ale pozostaje jedną z najważniejszych partii na tamtejszej scenie politycznej, toteż wizyta jego przewodniczącej miała ogromne znacznie i dla Republiki Chińskiej, i dla Chińskiej Republiki Ludowej.

Pani Cheng Li-wun udała się najpierw do Nankinu, gdzie oddała ceremonialny pokłon w Mauzoleum Sun Jat-sena, następnie do Szanghaju, gdzie jej wizyta poświęcona była kwestiom gospodarczym, na koniec zaś do Pekinu, gdzie z Xi Jinpingiem, liderem Komunistycznej Partii Chin i przewodniczącym (prezydentem) Chińskiej Republiki Ludowej, rozmawiała o wzajemnych stosunkach między oboma państwami. Przywódcy podkreślili rolę pokoju, zwłaszcza w obecnych chaotycznych czasach, a także to, że sprawy między Tajwanem i Chinami powinny być regulowane przez samych Chińczyków z obu krajów, nie zaś przez czynniki zewnętrzne typu USA.

Sygnał dla świata wysłano czytelny: zarówno Chiny, jak też Tajwan chcą pokoju i do niego właśnie dążą. To nader istotne, ponieważ w ostatnich talach w tamtym rejonie narastało napięcie polityczno-militarne. Stany Zjednoczone wysłały w okolice Tajwanu liczne okręty, na co Pekin odpowiedział wzmożoną obecnością własnej floty wojennej. Zrodziło to – stymulowane zapewne przez Waszyngton – plotki, jakoby Chiny szykowały się do aneksji Tajwanu, co było oczywiście nieprawdą. Jasne, dobrze by było, gdyby wyspa ta pod względem państwowym wróciła do macierzy, ale nie oszukujmy się – droga do tego daleka. Polityka akcentowania pokojowych dążeń jest też nader istotna w sytuacji, kiedy na świecie panuje coraz większy chaos, wybuchają liczne wojny, a USA (o Izraelu czy Rosji nie wspominając) podejmują dosłownie szaleńcze kroki.

Na wizycie liderki Kuomintangu w Chinach skorzystały obie strony, ale politycznie świetnie wypadła właśnie ChRL. Zaprezentowała się bowiem krańcowo odmiennie niż USA, jako nadzieja na pokój globalny, a nie zagrożenie dla niego. Z kolei Cheng Li-wun zapewne podbije sobie poparcie w Tajwanie, zarazem jej wizyta daje nadzieję na dalsze ocieplanie stosunków między oboma państwami, czyli na zmniejszenie wspomnianego napięcia w regionie. I bardzo dobrze.

I jeszcze ta kultura polityczna… Pod tym względem zarówno Chiny, jak też Tajwan – oraz, ma się rozumieć, ich prominentni politycy – biją na głowę barbarzyńców z USA, Rosję (coraz bardziej degenerującą się w tym zakresie i dziś mizerną wobec dyplomacji ZSRR) czy większość państw europejskich, z Polską włącznie. No, ale mamy tu do czynienia z najdłużej istniejącą cywilizacją świata.

Do której i Xi Jinping, i Cheng Li-wun przynależą.

PS. Jutrzejszej notki najprawdopodobniej nie będzie, z powodu wizyty u lekarza, za co bardzo serdecznie z góry przepraszam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Usiłują mnie zabić