Odpłatna pomoc

Robiąc zakupy w dyskontach jednej z sieci handlowych, usłyszeć można reklamę wolontariatu w Szlachetnej Paczce. Przekaz sprowadza się do tego, jak dobrze jest pomagać ludziom za pośrednictwem tej konkretnej akcji i konkluduje, że to „dobra robota”.

I tak, pomaganie jest fajne, jest korzystne, daje satysfakcję. To wszystko prawda. Nie mam też absolutnie nic do organizacji pozarządowych czy akcji charytatywnych. Nie zamierzam również tutaj krytykować Szlachetnej Paczki. Problem wszelako w tym, że nie każdy, kto chce pomagać, może być wolontariuszem.

Mimo iż jesteśmy dwudziestą gospodarką świata, sytuacja na rynku pracy wcale łatwa nie jest. Wiele osób traci zatrudnienie przez AI, kryzys puka do bram i liczne firmy w coraz gorszej są kondycji, w niektórych miejscach (jest ich niemało), aby znaleźć robotę, trzeba mieć znajomości, duże pieniądze lub i jedno, i drugie. A koszta utrzymania rosną… Innymi słowy, żyje się trudno, sytuacja jest coraz gorsza. Nietrudno więc znaleźć osoby, które chętnie by sobie dorobiły, na przykład pomagając ludziom starszym bądź niepełnosprawnym, czy choćby zanosząc potrzebującym paczki z darami.

Możliwości takie są; działają fundacje pomocowe, które zatrudniają w oparciu o umowę zlecenie. Pieniądze z tego nie są duże… no, ale są, stanowią realne wsparcie finansowe dla osoby wykonującej taką pracę. Można też zatrudnić się jako profesjonalny asystent osoby z niepełnosprawnością (całkiem możliwe, że dzięki temu, iż w życie niedługo wejdzie ustawa o asystencji osobistej, będzie więcej takich ofert pracy). Pomoc zwierzętom? Wystarczy zarejestrować się na zweryfikowanej platformie petsittingowej (można zarobić do 2 tys. zł miesięcznie).

Innymi słowy, robi się dobre rzeczy i jest z tego jakoś grosz. Tylko, że nie wszędzie działają takie organizacje, nie wszyscy mogą więc taką pracę podjąć.

Owszem wolontariat też jest fajny. Nie przeczę. Ale to raczej opcja dla osób, które mają dwie rzeczy: pieniądze na utrzymanie i czas wolny. Jeśli muszą nieustannie zasuwać, żeby się utrzymać, nie mają najmniejszych szans, żeby zostać wolontariuszami.

Może więc nasze „kochane” państwo, zamiast ładować gigantyczne pieniądze już to w Kościół katolicki, już to w bogactwo kapitalistów, przeznaczyłoby środki na dofinansowanie niektórych przynajmniej organizacji pozarządowych, tak, aby mogły one wypłacać minimalne choćby stawki zatrudnionym osobom. Dzięki temu zmniejszyłoby się bezrobocie – więcej ludzi miałoby pracę – społeczeństwo by się wzbogaciło (nawet, jeśli minimalnie), osoby potrzebujące otrzymywałyby pomoc wyższej jakości, natomiast MOPS-y zostałyby częściowo odciążone. Innymi słowy, wszyscy by skorzystali, inwestycja zwróciłaby się.

Podobne rozwiązania działają chociażby w Skandynawii. Wystarczy brać przykład.

Przepraszam, że dzisiaj tak krótko, ale miałem obowiązki zawodowe, korespondujące zresztą z tematem niniejszej notki.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odbieranie dobrego

Kapitalistyczni esesmani

Przejęcie