Czarnek i mieszkania
Hitlerowiec o nazwie Czarnek Przemysław, były minister ciemnoty w nie-rządzie Bezprawia i Niesprawiedliwości oraz kandydat na premiera tejże mafii/sekty, rozpoczął nieformalną kampanię wyborczą, jeździ bowiem po Polsce i opowiada bajki/brednie. Miał parę dni temu spotkanie z mieszkańcami jednego z polskich miast. Usłyszał pytanie młodego człowieka o politykę mieszkaniową. Słuszne, ponieważ właśnie młoda generacja ma największy problem z dachem nad głową. Jeśli nie dziedziczy domu czy lokalu po rodzicach, dziadkach lub teściach, najczęściej musi zaciągać gigantyczny kredyt hipoteczny na zakup swojego M. A nie jest to łatwe, banki bowiem wymagają nierealnego wkładu własnego, nadto trzeba mieć stabilną sytuację zawodową, co u młodego pokolenia normą nie jest, jako że jego osoby przedstawicielskie często-gęsto harują na śmieciówkach. Kiedy zaś taki kredyt po ciężkich bojach i trudach się otrzyma, spłacać go trzeba właściwie do końca życia, wraz z czynszem przeznaczając na to większość dochodów. Jasne, mieszkanie można wynajmować… ale to też nader drogie. Jest program budowy tanich lokali na wynajem – ten autorstwa Lewicy oczywiście – ale dopiero wystartował.
Wróćmy wszelako do Czarnka. Otóż nazista ten wytknął pytającemu, że nie widzi u niego… obrączki ślubnej na palcu (serio!), czym zasugerował, że młody ów człowiek kwestią mieszkaniową nie powinien się interesować, dopóki nie zawrze katolickiego związku małżeńskiego, solidnie nie posmarowawszy księdzu za sakrament. A potem pojechał jeszcze głupiej. Zaapelował mianowicie do młodych ludzi, żeby zakładali rodziny, niezależnie od tego, czy mają mieszkania, czy nie. I oczywiście niech się mnożą. Stwierdził, że jego zdaniem niska dzietność w (k)raju nad Wisłą nie jest kwestią bytową, lecz kulturową. Czyli powtórzył stary pseudo-argument skrajnej prawicy, że młoda generacja nie ma dzieci lub ma ich mało „z wygodnictwa”, a nie z powodu kosztów utrzymania czy właśnie niskiej dostępności mieszkań.
Innymi słowy, według hitlerowca Czarnka trzeba się chajtać i mieć gromadkę dzieciaków, choćby się żyło pod mostem oraz przymierał głodem.
Pomijając już idiotyczne lansowanie katolickiego (pobłogosławionego przez księdza) modelu rodziny jako jedynie słusznego, wypowiedzi Czarnka świadczą o jego, jakże typowym dla prawicy, oderwaniu od rzeczywistości społecznej.
Bo wieloletni, sięgający samych początków kapitalistycznej III RP brak państwowej polityki mieszkaniowej – za takową nie można wszak uznać ani scedowania mieszkaniówki na samorządy gminne i tak zwany „wolny rynek”, ani szczątkowych programów typu Rodzina Na Swoim, które polegały de facto na przelewaniu publicznych pieniędzy na konta banksterów tudzież deweloperów, czyli zasilaniu naszym groszem prywatnego kapitału – faktycznie poskutkował tym, że młode pokolenie ma nader mocno utrudniony dostęp do dachu nad głową. Deweloperzy budują lokale, na które mało kogo stać, ceny są w dodatku zawyżane przez spekulantów, jacy skupują ileś tam mieszkań, by nimi handlować (ma być niedługo od tego specjalny podatek, i dobrze), co prowadzi do tego, o czym pisałem wyżej. No i do tego, że lokale stoją puste, nikt bowiem nie tyle nie chce, ile nie jest finansowo w stanie ich kupić, ani wynająć. Lewicowy program budowy tanich mieszkań na wynajem może częściowo przynajmniej rozwiązać ów problem.
Czarnek oczywiście tego ne rozumie. Sam w końcu forsę ma, nie pracuje na śmieciówce, nie wie, jak to jest nie mieć pieniędzy na podstawowe wydatki ani szans na kredyt hipoteczny. Może więc sobie gadać o zakładania rodzin niezależnie od braku warunków materialnych po temu. Bo nie rozkminia, że kwestie kulturowe, owszem, jakoś tam na dzietność wpływają, ale i one przenikają się z ekonomicznymi i na ekonomicznych bazują. Para mieszkająca kątem u rodziców, dziadków czy teściów, bo innej możliwości nie ma i długo jeszcze miała nie będzie, nie dorobi się licznego potomstwa, choćby chciała. Wcale nie trzeba nadzwyczajnie wysilać mózgownicy, aby to pojąć. No, ale nawet proste myślenie zdaje się być poza zasięgiem hitlerowca, w dodatku katolickiego fanatyka religijnego.
Zarazem dał Czarnek czytelny sygnał, że jeśli – do czego nie dopuśćcie, słowiańscy bogowie i La Santa Muerte! – z woli Kaczyńskiego Jarosława stanie na czele rządu, to ŻADNEJ polityki mieszkaniowej prowadził nie będzie. Jak dotychczas po 1989 roku, zrzucona ona pozostanie na samorządy gminne i tak zwany „wolny rynek”, co rzecz jasna oznacza podporządkowanie interesom deweloperów i banksterów.
Albowiem Czarnek Przemysław – identycznie, jak jego przełożony, Kaczyński Jarosław – (skrajnym) prawicowcem będąc, działa wyłącznie na rzecz kapitalistów. A lud pracujący ma w głębokim poważaniu.
Tak oto mit „socjalnego, prospołecznego PiS-u” rozwiewa się niby sen jaki złoty…
Komentarze
Prześlij komentarz