Klerykałowie na wstecznym

Jak wiemy, Naczelny Sąd Administracyjny wydał orzeczenie, wedle którego zawarte za granicą małżeństwa jednopłciowe muszą być respektowane przez Polskę. Innymi słowy, jeśli dwóch polskich gejów albo dwie polskie lesbijki zawarło małżeństwo w kraju unijnym, gdzie takie związki są legalne, to polskie prawo ma traktować ich właśnie jako małżonków czy małżonki. Ze wszystkimi tego konsekwencjami prawnymi. Orzeczenie to, dodajmy, jest niczym innym jak potwierdzeniem wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazującego państwom członkowskim UE uznawać takie małżeństwa. I tyle.

Sprawę załatwić można bardzo prosto – wystarczy rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych. Rozporządzenie, czyli akt prawny, którego prezydent zawetować nie może, nie ma się więc co obawiać takiego ruchu ze strony Alfonsa. Oczywiście wdrożenie orzeczenia NSA byłoby doskonałym przykładem przestrzegania praworządności, czyli tego, czego przywrócenia Koalicja Obywatelska obiecywała – jak najbardziej, rzecz jasna, słusznie – w kampanii wyborczej.

I co? Ano, dzieje się to, czego należało się spodziewać. Pan premier Tusk Donald do rzeczonego wyroku odniósł się… no, może nie z niechęcią, ale z dalece posuniętą rezerwą. A szef MSWiA, pan Kierwiński Marcin, robi wszystko, by rozporządzenia nie wydać, mimo iż naciska na niego Lewica. Ta zapowiedziała, że we wszystkich miastach, gdzie rządzą jej przedstawiciele, orzeczenie MSWiA będzie respektowane, czyli Urzędy Stanu Cywilnego uznawały będą małżeństwa jednopłciowe zawarte poza granicami Polski. Gdzieś widziałem informację, że zapowiedź ta wzbudzić miała wśród polityków KO popłoch; nie wiem, czy to prawda.

Powód owej niechęci jest prosty i sprowadza się do tego, o czym każdy w miarę uważny obserwator sceny politycznej wie dobrze, a zarazem co wyznawcy i wielu wyborców Platformy i Koalicji Obywatelskiej stara się wyprzeć. Mianowicie, jest to klerykalna prawica postsolidarnościowa, ugrupowanie wyrastające dokładnie z tego samego pnia, co PiS, czyli z opozycji anty-PRL-owskiej. A ta, jak wiemy, kontrolowana była nie tylko przez USA, lecz także przez Watykan i osobiście papieża Jana Pawła II. Był to ruch podporządkowany Kościołowi katolickiemu, a co za tym idzie, pod względem ideologicznym nader konserwatywny, mentalnie zaś mocno wsteczny. Co zostało udowodnione po 1989 roku, kiedy to „Solidarność” i wywodzące się z niej ugrupowania przejęły władzę, po czym pod kościelne dyktando zaczęły już to ograniczać prawa kobiet, już to robić wszystko, by nie respektować praw osób LGBT+, już to, by sklerykalizować, co się da, z systemem edukacji na czele. (K)raj nad Wisłą cofnął się o całe stulecia, pojechał na wstecznym.

Wszelako najpierw Platforma, a teraz Koalicja Obywatelska, przedstawia się jako formacja liberalna i demokratyczna, taka, której drogie są demokracja, prawa człowieka czy nowoczesność. Ilekroć jednak dochodzi do władzy, okazuje się, że nie robi nic, co mogłoby ją narazić na konflikt z czernią i purpurą. Zatem w każdej kampanii wyborczej jej politycy obiecują już to złagodzenie zalegalizowanego bezprawia antyaborcyjnego, już to wprowadzenie związków partnerskich (małżeństwa jednopłciowe są poza ich pojmowaniem, o czym więcej za chwilę). A kiedy już rządzą, mówią, że „się nie da”. Bo koalicyjne PSL nie pozwoli (no fakt, to akurat pełna ideologiczna kopia PiS-u), a lokator Pałacu Prezydenckiego zawetuje. Tymczasem prawdziwy powód jest taki, że liderzy KO nie chcą wchodzić w konflikt z biskupami.

Konkretnie, jest to jeden z powodów, drugim jest bowiem mentalne tudzież ideologiczne uwstecznienie samych tych polityków. Nie chodzi nawet o nietolerancję, taką jak homofobia – jakkolwiek u niektórych spośród nich i ona pewnie występuje – lecz właśnie o wstecznictwo umysłowe. Ludzie ci najzwyczajniej w świecie nie rozumieją, że dwie osoby tej samej płci mogą tworzyć szczęśliwe małżeństwo – identycznie jak osoby płci przeciwnych – a nawet adoptować i wychowywać dzieci. Że czasami niezbędna jest zmiana płci i to nie żadna „fanaberia”, lecz poważny, trudny proces, wiążący się nierzadko z dramatem. Że kobieta jak najbardziej ma prawo decydować o własnym organizmie, w tym i o zajściu w ciążę, jej donoszeniu lub przerwaniu. I tak dalej.

Horyzonty myślenia polskich klerykalnych prawicowców wyznaczają treści głoszone przez Kościół katolicki. A te (nawet, jeśli wyłączyć z nich nietolerancję i nienawiść) są zapóźnione w stosunku do współczesnej wiedzy naukowej i ogólnie rozwoju świata o ładnych kilkaset lat… jeśli nie o kilka tysięcy. Tak właśnie Kościół nicuje umysły prawicowych polityków z Polski, cofając ich w zamierzchłą przeszłość. A to sprawia, że jako państwo się nie rozwijamy i mamy wciąż niesłychanie wiele do nadrobienia w dziedzinie demokracji oraz praw człowieka.

Ten klerykalny, betonowy konserwatyzm może się jednak obrócić przeciwko Koalicji Obywatelskiej. Powoduje bowiem, że kolejne jej obietnice wyborcze nie są spełniane, a to prosta droga do spadku poparcia. No, ale najwidoczniej nikt tam nie wyciągnął wniosku z przegranej Rafała Trzaskowskiego…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Usiłują mnie zabić