Mit polskiego socjalu
Wedle załganej prawicowej, kapitalistycznej propagandy, „Polakom nie chce się pracować” (a Ukraińcy i inni migranci mieszkający w Polsce mają być jeszcze bardziej „leniwi”). Dlaczego? Ano, z tej przyczyny, że „wolą żyć z socjalu”. Bo po co wstawać z rańca i tyrać, skoro można iść do MOPS-u i dostać zasiłek, za który podobno można się spokojnie się utrzymać, i to na luksusowym jakoby poziomie? Albo rozmnożyć się i brać 800 Plus na każde dziecko (a, że pieniądze te w znikomym jeno stopniu pokrywają koszta utrzymania małoletniej osoby obywatelskiej – od kupna mu ubranek po wysłanie do żłobka czy przedszkola – tego już zwolennicy dzikiego kapitalizmu nie rozumieją i/lub nie wiedzą).
Innymi słowy, ma być współczesna Polska rajem dla leniów, gdzie wystarczy tylko łapę wyciągnąć, a otrzymuje się socjal finansowany przez „ciężko pracujących przedsiębiorców” (czyli kapitalistycznych wyzyskiwaczy). Nic, tylko leżeć do góry brzuchem i brać forsę za nic.
Jak łatwo się domyślić, propaganda ta nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Świadczenia socjalne w Polsce, owszem, są. Ale o nader niskiej wysokości i trudno dostępne; żeby je otrzymać, trzeba praktycznie nie mieć dochodu, a jeśli przekroczy się próg o złotówkę chociażby, świadczenie się traci; jeszcze trzeba je zwracać jako „nienależnie przyznane” (podobno jest procedura umorzenia owego zwrotu). Jasne, jeśli już się je jakimś cudem pobiera, pomagają przetrwać, ale w tym jedynie zakresie, że wegetacja jest nieco mniej bolesna – głoduje się, zamiast umierać z głodu.
Jako tako funkcjonuje – mimo iż, rzecz jasna, ma wady – program 800 Plus (pierwotnie 500 Plus), czyli świadczenie na dziecko. Wprawdzie kwota 800 zł na miesiąc jest niezbyt wysoka, zwłaszcza wobec obecnych kosztów utrzymania małoletniej osoby (takie chociażby ubranka czy buciki trzeba co chwilę wymieniać – dziecko rośnie, jak by ktoś nie wiedział! – a kosztują one od groma), niemniej dobrze, że można ją uzyskać. Bez 800 Plus wiele rodzin w Polsce mogłoby w ogóle nie mieć środków do życia, wypłaty bowiem poszłyby w całości na rachunki.
Dobrze też, że Lewica wprowadziła program Aktywny Rodzic, czyli dopłaty do żłobków i przedszkoli. To z kolei świadczenia ma za zadanie pomóc rodzicom, a zwłaszcza matkom małych dzieci utrzymać się na rynku pracy i zarabiać na utrzymanie. Innymi słowy, jest wsparcie pieniężne, żeby szybciej wrócić z macierzyńskiego i nie ryzykować utraty zatrudnienia. To drugie z jako tako funkcjonujących świadczeń socjalnych.
Są niby zasiłki mieszkaniowe, ale ich utrzymanie utrudniają progi dochodowe, zaś maksymalny metraż jest tak dobrany, by beneficjantów było jak najmniej.
Niektóre ośrodki pomocy społecznej wydają żywność, już to z Caritasu (w takim wypadku pomoc świadczy właśnie ta przykościelna organizacja, instytucja zaś publiczna jest tylko pośrednikiem, trudno więc mówić o wsparciu państwowym czy samorządowym), już to z nadwyżek w lokalnym dyskoncie (zatem to owa firma jest instytucją wspierającą, organ samorządowy znów tylko pośredniczy). Dla osób w nader trudnej sytuacji pieniężnej to naprawdę dużo, niemniej działania takie mają charakter doraźny i na dłuższą metę nie zmieniają sytuacji wegetującej osoby obywatelskiej.
Zasiłki dla bezrobotnych? Łatwo było je otrzymać tylko na początku transformacji gospodarczej, czyli restauracji nieludzkiego systemu kapitalistycznego, kiedy zakłady pracy były niszczone (oczywiście celowo, aby międzynarodowy kapitał mógł skolonizować nasze państwo, solidaruchy zaś uzyskały możliwość nachapania się na wyprzedaży państwowego mienia), a bezrobocie szalało (gdyby wówczas świadczenie to było trudno dostępne, Polacy masowo marliby z głosu; a i tak plan Balcerowicza pochłonął około dwóch milionów ofiar śmiertelnych). Teraz trzeba mieć staż pracy – czyli osoba dopiero zaczynająca karierę zawodową, po świeżo ukończonej szkole czy studiach, która zatrudnienia JESZCZE nie znalazła, nie ma co liczyć na publiczne wsparcie, choć właśnie tacy ludzie bardzo go potrzebują – oraz dochód tak mizerny, że wręcz głodowy. Czyli spełnić warunki, jakie służą uwaleniu już na starcie większości potrzebujących. Kiedy zaś się taki zasiłek otrzyma, to jest on niski i przyznawany na krótko.
Innymi słowy, „polski socjal” to mit. Są li tylko skąpe, szczątkowe, nadto trudno dostępne świadczenia. Ubieganie się o nie bywa nad wyraz upokarzające, nie jest też łatwe, a człowieka z depresją potrafi wycieńczyć.
Powiedzmy sobie szczerze – kapitalistyczna III RP jest państwem mocno nieprzyjaznym dla osób w trudnej sytuacji bytowej. Taka jest praktyka nieludzkiego systemu społeczno-ekonomicznego i ideologii neoliberalnej/neokonserwatywnej (czyli ekonomicznego faszyzmu, nie oszukujmy się) wdrożonych po 1989 roku. Człowiek biedny nie tylko nie otrzymuje pomocy – jeśli już, to mizerną – ale jest do tego poniewierany przez organa, jakie powinny ją świadczyć.
Do takich to patologii doprowadziły solidaruchy.
Komentarze
Prześlij komentarz