Religia pomarańczowego szaleńca
Religie, jak wszystko inne, kształtują się, istnieję (ewoluując), aż w końcu zanikają. Wydaje się jednak, że mamy teraz taką, która powstała bardzo szybko, a jak długo pociągnie, czas pokaże. Jest wszelako nader niebezpieczna.
Chodzi o trumpizm, czyli ubóstwianie Donalda Trumpa, obecnego prezydenta USA. I nie, wcale nie kpię, zjawisko takie rzeczywiście zachodzi.
Przybywa mianowicie ludzi – nie tylko w Stanach Zjednoczonych – którzy widzą w Trumpie wcielenie Boga, a przynajmniej Chrystusa, i podchodzą do tego zupełnie na serio. Lokator Białego Domu ma być nowym mesjaszem, z boską misją do wypełnienia; sposobem jej realizowania było chociażby bombardowanie Iranu, które jednak nie przyniosło spodziewanych efektów politycznych. Do takich wyznawców zaliczają się nie tylko wyborcy Partii Republikańskiej, ale też liczni dziennikarze, politycy (w tym polscy, z PiS-u i Konfederacji), a nawet pastorzy.
Mało tego, sam Trump zaczął przypisywać sobie boskość, publikując w sieci materiały przedstawiające go jako nowego Chrystusa czy tam innego proroka. Wyglądają one tyleż zabawnie, co żałośnie, ale jeśli się zastanowić, to uznać je należy za przerażające. Stanowią one bowiem dowód na niebywałą megalomanię, a co gorsza, niepoczytalność najpotężniejszego człowieka na świecie, z racji pełnionej funkcji oczywiście. Jasne, odpalenie ładunków nuklearnych nie jest takie proste – utrudniają je liczne procedury, wprowadzone właśnie po to, by żaden debil nie mógł swobodnie korzystać z broni jądrowej, która może przecież unicestwić świat – ale same w sobie USA stanowią największe zagrożenie dla światowego pokoju i bezpieczeństwa, zwłaszcza z takim szaleńcem w fotelu prezydenckim. Szaleńcem, co ma się za bóstwo wcielone.
Tacy są bardzo groźni, dla siebie oraz otoczenia, nie tylko w sytuacji, kiedy pełnią funkcje polityczne…
Pytanie jednak, kto jest bardziej niebezpieczny – megalomański i niepoczytalny Trump czy jego wyznawcy? Ci drudzy przecież z niebywałą łatwością zarażają się szerzoną przez tego kapitalistycznego faszystę ideologią nienawiści (tak, jak to było z NSDAP, a obecnie jest także z PiS-em w Polsce czy Likudem w Izraelu), pozwalają się ogłupić, oduczają się myśleć i robią wszystko, czego tylko obiekt ich uwielbienia sobie zażyczy. Stają się narzędziami w jego rękach, które mogą w najróżniejszy sposób krzywdzić, jak również zabijać wskazane przez niego osoby. Jak myślicie, kim są mordercy z ICE? Nawet, jeśli nie ubóstwiają Trumpa, to z pewnością są mu fanatycznie wierni i z chęcią pociągają za spust na jego rozkaz.
Przerażenie budzi też fakt, że im więcej Amerykanów uzna Trumpa za Boga lub mesjasza, tym większa będzie chęć przekazania mu władzy absolutnej. A to doprowadzić może do takiej tragedii jak chociażby wojna domowa. Wyznawcy tego kapitalistycznego faszysty naprawdę mają wyprane mózgi; przypomnijmy sobie szturm na Kapitol, który odbywał się, kiedy Trump JESZCZE NIE kreował się na istotę boską, ani nie był na takową kreowany przez osoby trzecie…
Spośród wszystkich światowych religii trumpizm zalicza się do najbardziej idiotycznych. I to czyni go tym większym zagrożeniem…
Komentarze
Prześlij komentarz