Siły pozytywne

Powiedzmy sobie szczerze – obecnemu rządowi Donalda Tuska wiele można zarzucić. W znacznej mierze stanowi wielkie rozczarowanie.

Zbrodnia wobec osób uchodźczych na granicy polsko-białoruskiej popełniana jest nieustannie, prawa człowieka są łamane. System publicznej opieki zdrowotnej się rozsypuje, w NFZ brakuje środków. Prawa kobiet wciąż są ignorowane, prawa z kolesi osób LGBT+ wdrażane pozostają w niewielkim jeno zakresie. Klerykalizm ma się świetnie, na Kościół katolicki idą z naszych podatków gigantyczne środki. Kapitaliści cieszą się zbyt dużą swobodą wyzyskiwania (acz to akurat wkrótce nieco się zmieni) i okradania państwa. Ludzie zamarzają we własnych mieszkaniach. Polityka zagraniczna to padanie na kolana przed USA, Izraelem, Watykanem i międzynarodowym kapitałem. Mendy zaszczuwają osoby obywatelskie. Mafie mieszkaniowe robią, co chcą. Ministrze Barbarze Nowackiej nie udaje się przeprowadzić korzystnych reform systemu edukacji. W ogóle większość ministrów jest albo marna, albo przeciętna. Premiera mamy klerykalnego, zacofanego o kilkaset lat i ślepo wpatrzonego w interesy kapitalistów. I tak dalej…

Mówiąc krótko, kolejne prawicowe guano… Z dwoma wszelako wyjątkami. W koalicji rządowej i samej Radzie Ministrów są bowiem siły, które odróżniają ten rząd od PiS-owskich poprzedników oraz sprawiają, że nie da się go ocenić całkiem negatywnie.

Jedną z nich jest minister sprawiedliwości, Waldemar Żurek. Odkąd objął on swoją funkcję (sprawuje ją lepiej niż jego poprzednik, pan Adam Bodnar, który, wbrew nadziejom, zawiódł, zwłaszcza w dziedzinie naprawy sądownictwa i rozliczania PiS-u), stara się usilnie naprawić organa władzy sądowniczej. Jasne, można narzekać, że idzie mu to powoli, ale pamiętajmy, iż zmaga się on z oporem materii w postaci gnojowiska prawnego, jakie pozostawiło po sobie Bezprawie i Niesprawiedliwość, a także usilnie przeszkadzającego w reformach Alfonsa w Pałacu Prezydenckim. Wysiłki pana Żurka zdecydowanie zasługują na pochwałę.

Drugą pozytywną siłą jest oczywiście Lewica. Ma ona zdecydowanie najlepszych (obok wzmiankowanego pana Żurka) ministrów, no i świetnego Marszałka Sejmu, Włodzimierza Czarzastego. Jest też jedyną w koalicji rządowej formacją ukierunkowaną na myślenie o teraźniejszości i przyszłości, do tego nieklerykalną oraz prospołeczną. I jedyną – obok znajdującego się w opozycji Razem – która nie klęka przed USA tudzież Watykanem.

Powiedzmy sobie szczerze, gdyby nie Lewica w Sejmie, Senacie i rządzie, nie byłoby nawet namiastki związków partnerskich, jaką jest ustawa o statusie osoby najbliższej. Nie byłoby programu Aktywny Rodzic (dopłata do żłobków i przedszkoli). Nie byłoby wliczenia umów zlecenia i prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej do stażu pracy. Nie byłoby oskładkowania umów zlecenia. Nie byłoby wchodzącej wkrótce w życie reformy Państwowej Inspekcji Pracy – nawet w postaci okrojonej przez Donalda Tuska, stanowiła ona będzie wielki krok naprzód w walce z umowami śmieciowymi tudzież innymi formami wyzysku. Nie byłoby wolnej Wigilii. Nie byłoby zintensyfikowania prób rozliczenia PiS-owskich przestępców, z gestapowskim Zerem na czele. Nie byłoby rozkręcającego się budownictwa mieszkań na tani wynajem. Nie byłoby nawet próby wprowadzenia podatku cyfrowego. I tak dalej.

Dodać do tego należy, że osoby z Lewicy, takie jak ministra pracy, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, aktywnie walczą o prawa pracownicze i ogólnie prawa człowieka. Z kolei Magdalena Biejat działa na rzecz okupowanej Palestyny; ostatnio spotkała się na przykład z jej ambasadorem, często też potępia izraelskie zbrodnie, zarazem krytykując (słusznie oczywiście) antysemityzm.

Oczywiście nie wszystko jest idealnie. Lewicowym osobom poselskim zdarzało się głosować za przedłużeniem zawieszenia prawa do azylu, a posłanka Anna Maria Żukowska manifestowała niekiedy nazbyt pro-izraelskie stanowisko – w sytuacji, gdy było jak na dłoni widać, że to bliskowschodni faszyści popełniają masowe zbrodnie.

No i nie oszukujmy się – Lewica osiągnęłaby znacznie więcej, gdyby nie skrajnie konserwatywna, wsteczna i klerykalna reszta koalicji oraz w większości faszystowska „opozycja”. Niemniej, i tak dobrze, że jest w parlamencie oraz rządzie. Bez niej i bez ministra Żurka byłoby znacznie gorzej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Odbieranie dobrego

Usiłują mnie zabić