Wylana za zupę
A konkretnie za zdjęcie zupy. O co chodzi?
Ano, pracowniczka pewnej sieci dyskontów – tej samej, która kazała personelowi pracować w zbyt niskich temperaturach, co zyskało znaczny rozgłos oraz doprowadziło do licznych kontroli Państwowej Inspekcji Pracy – została dyscyplinarnie zwolniona. Z tej przyczyny, że zachowała się, jak na sygnalistkę przystało, czyli poinformowała w mediach społecznościowych o złych warunkach w miejscu zatrudnienia. Zamieściła oto zdjęcie posiłku regeneracyjnego, którym była zupa. I właśnie za to wyleciała z roboty (ciekawe, czy stałoby się tak samo, gdyby posiłkiem regeneracyjnym były ziemniaki ze schabowym, pracowniczka je sfotografowała i udostępniła w internecie?).
No cóż, podczas dnia ciężkiej harówy – a ta w sieciach handlowych naprawdę wiąże się z ogromnym wysiłkiem – trudno najeść się zupą, nawet najlepszą; szczególnie w zimowych warunkach. A osoba zatrudniona ma pełne prawo narzekać na warunki pracy – jeśli oczywiście faktycznie są one złe – i informować o nich świat. Tak właśnie się stało, toteż dyscyplinarne zwolnienie pracowniczki dyskontu stanowiło zamach na konstytucyjnie gwarantowaną wolność słowa. OPZZ Konfederacja Pracy podnosi także, iż doszło też do złamania art. 38 Kodeksu Pracy – naszą dzisiejszą bohaterkę wylano z roboty bez konsultacji z organizacją związkową – w związku z czym związkowcy zapowiadają przyjrzenie się sprawie i pomoc prawną dla poszkodowanej kobiety. Bardzo podobną sprawę, tyle że w innej sieci sklepów, wygrali, są więc spore szanse na kolejne zwycięstwo.
Zwłaszcza, że cała ta sytuacja nosi znamiona chorego absurdu. Pytanie bowiem, co było REALNYM powodem zwolnienia kobiety: to, że zrobiła zdjęcie, czy fakt, iż nagłośniła prawdę o warunkach pracy. A o te, zgodnie z prawem, zadbać ma obowiązek szefostwo firmy. W tym zapewnić pracownikom odpowiedniej jakości posiłki, jeśli takowe przysługują.
Rzecz jasna, może się zdarzyć, że w konkretnej placówce, czyli w tym wypadku sklepie, osoba odpowiadająca za tego typu sprawy oleje swoje obowiązki i zamiast godziwego obiadu, zapoda zatrudnionym jakąś breję. A pracowniczka to nagłośni. Co wtedy powinna zrobić dobra, solidna firma? Ano, przyjrzeć się sytuacji i naprawić błędy, czyli po prostu zadbać o lepsze zaplecze. W ten sposób przywiązuje pracowników do siebie, sprawiając, że pracują oni chętniej oraz wydajniej, czyli generują większe zyski.
Jednakże polscy (jak w tym przypadku) i działający na terenie Polski kapitaliści zazwyczaj kombinują inaczej, skupiając się na cięciu kosztów. Czyli oszczędzają tak na wynagrodzeniach, jak i na warunkach pracy. Wypłacają najniższe stawki, jakie tylko mogą (najchętniej wypłacaliby zerowe), zmuszają do zasuwania na bezpłatnych nadgodzinach, zimą nie grzeją, jeśli serwują posiłki regeneracyjne, to podłej jakości, i tak dalej.
Warto nadmienić, że rzecz nie dotyczy jakiegoś małego przedsiębiorstwa, które faktycznie może cienko prząść i z konieczności jechać po kosztach, lecz dużego koncernu o stabilnej pozycji rynkowej. Takiego, który stać na zapewnienie osobom zatrudnionym dobrych warunków; zwłaszcza, że o chętnych do pracy w handlu coraz trudniej (jak myślicie, skąd tyle kas samoobsługowych?), więc sieci sklepów powinny ich zachęcać. Jak wszelako widać, kapitaliści patrzą na to inaczej…
Jeszcze gorzej, że represjonowanie osoby mówiącej prawdę i nagłaśniającej patologię jest charakterystyczne tak dla mafii, jak też dla systemów totalitarnych. Nic więc dziwnego, że praktyka taka ma miejsce w kapitalizmie. Zauważyć warto, iż chodziło o zupę; gdyby sprawa dotyczyła jakichś poważnych wykroczeń, np. generowania zagrożenia dla zdrowia i życia, pracowniczka być może nie tylko straciłaby pracę, ale też stanęłaby przed sądem, albo była zaszczuwana przez jakichś bandziorów, czy to w policyjnych mundurach, czy to w czarnych skórzanych kurtkach.
W tym wszystkim cieszy to, że za kobietą stoją działacze związku zawodowego, którzy ją wspierają. Dzięki ich pomocy okazać się może, że została zwolniona bezprawnie i wróci do pracy.
Czy jednak na jej miejscu chciałbym wracać do roboty w tej konkretnej sieci handlowej, nie wiem, acz wątpię.
Wiem za to, pod jaki szyld NIE udawać się, gdy przyjdzie pora na zrobienie zakupów. Inna bajka, że w kapitalizmie nie ma etycznej konsumpcji, za każdym bowiem towarem, jaki nabywamy, stoi wyzysk, a często także inne patologie.
Komentarze
Prześlij komentarz