Przemilczenie
Afera (delikatnie rzecz ujmując), jaka wynikła z ujawnienia akt sprawy Epsteina, nie cichnie, i nic dziwnego, na jaw wyszło bowiem, że kapitaliści i prawicowi politycy, amerykańscy oraz europejscy, popełniali straszliwe, zbrodnicze czyny, w tym zwłaszcza o charakterze seksualnym. A jednym z takich zwyrodnialców był Donald Trump we własnej pazernej osobie. Coś takiego naturalnie TRZEBA nagłaśniać i piętnować.
Zachodnie (polskie też) media skupiają się głównie na ofiarach, wyrządzonej im krzywdzie. Słusznie, lecz to zdecydowanie nie wszystko, co wyłania się z owych dokumentów. Coraz zatem liczniejsze ośrodki masowego przekazu publikują analizy o rzekomych powiązaniach Epsteina z Rosją; takowych jednak raczej nie było, mimo iż niektórzy politycy, w tym Donald Tusk, bardzo chcieliby ogłosić, że to Putin podsyłał miliarderom i innym przedstawicielom pseudo-elit dzieci do gwałcenia. Kapitalistyczna ideologia do dopuszcza przecież refleksji, że gigantyczne bogactwo, w uzyskanie którego kapitaliści nie wkładają wysiłku, stanowi prostą drogę do moralnej degeneracji, i to skrajnej. Ale jedna sprawa jest (z nielicznymi wyjątkami) przemilczana przez niemal wszystkie zachodnie media.
Chodzi o powiązania Epsteina z Izraelem.
Otóż, zboczony ów finansista przez lata ściśle współpracował z byłym premierem tego kolonizacyjnego, faszystowskiego państwa, Ehudem Barakiem. Mało tego, pozostawał współpracownikiem izraelskiego wywiadu. Prawdopodobnie też współfinansował liczne zbrodnie popełniane na Palestyńczykach, a także wspierał nielegalne syjonistyczne osadnictwo na Zachodnim Brzegu Jordanu.
Dlatego jest to jakże często pomijane, okrywane milczeniem?
Otóż, właściciele największych światowych koncernów medialnych są w zdecydowanej większości pro-izraelscy; również, jak przypuszczam, z przyczyn finansowych, Izrael bowiem szczodrze płaci za promowanie jego pozytywnego wizerunku. Szerzą zatem hasbarę, pochwalają zbrodnie w okupowanej Palestynie i zwalczają wszelką krytykę rzeczonego państwa – chodzi o merytoryczne przekazy, nie żaden antysemityzm, który rzeczywiście trzeba zwalczać. I nie wahają się zwalniać dziennikarzy, którzy takową krytykę uskuteczniają. Ci więc boją się upubliczniać materiały przedstawiające Izrael w negatywny sposób, zwłaszcza te, co odwołują się do czystych faktów. Jak widać, w kapitalizmie liczy się pieniądz, podczas gdy wolność słowa istnieje jeno na papierze.
Dalej, mimo aktualnego ludobójstwa w Strefie Gazy i innych masowych zbrodni, pozostaje Izrael sojusznikiem USA oraz większości państw zachodnich (Hiszpania to jeden z nielicznych wyjątków), i to sojusznikiem uprzywilejowanym. Nic dziwnego, skoro światowe koncerny zbrojeniowe (czyt.: ich właściciele i udziałowcy) zbijają niezmierzone fortuny na handlem uzbrojeniem z Izraelem, są zatem od tego państwa dosłownie uzależnione, podobnie jak ośrodki medialne od izraelskich przekazów pieniężnych. A nie gryzie się wszak ręki, która karmi. Ogon od dawna już macha psem.
Do tego dochodzi hasbara, czyli izraelska propaganda. Każdą krytykę wiadomego państwa przedstawia ona jako „antysemityzm”. A zarzut taki najczęściej oznacza zawodowe i biznesowe morderstwo; od czasu II wojny światowej i Holocaustu nienawiść do Żydów jest na szeroko pojętym Zachodzie piętnowana (słusznie), co Izrael nader skrzętnie, lecz niestety w sposób fałszywy wykorzystuje, podciągając pod antysemityzm wszystko, co niezgodne jest z jego zbrodniczą, faszystowską polityką, a co z realną nienawiścią wobec Żydów nie ma nic wspólnego.
Jak łatwo się domyślić, powiązanie w medialnym przekazie powiązań Epsteina – przestępcy i zboczeńca – z izraelskimi władzami oraz wywiadem zostałoby przez owo państwo zdezawuowane jako „antysemityzm”. Bo przecież Izrael jest święty i nie ma nic wspólnego z takimi degeneratami jak Epstein. Przynajmniej nie powinien mieć w ośrodkach madowego przekazu.
Dlatego niektóre tylko media podają wzmiankowane wyżej informacje. Te najodważniejsze i stawiające na rzetelność, nie na propagandę (są jeszcze takie). Na szczęście, jest internet i są dociekliwi internauci, dzięki czemu przemilczenia nie pomagają bliskowschodnim faszystom, a prawda o Epsteinie i jego powiązaniach wychodzi na jaw.
PS. Jutrzejszej notki nie będzie, z powodu ważnego wyjazdu. Za co serdecznie z góry przepraszam.
Komentarze
Prześlij komentarz