Fałsz o obrończyni
Do osób, wobec których żywię ogromny szacunek, zdecydowanie zalicza się Francesca Albanese. Jest ona pochodzącą z Włoch specjalną sprawozdawczynią ONZ ds. palestyńskich terytoriów okupowanych. Twardo stoi po stronie represjonowanej ludności, głośno mówi o zbrodniach Izraela i nie waha się ujawniać prawdę o popełnianym przez niego ludobójstwie w Strefie Gazy.
Nic więc dziwnego, że od dawna już znajduje się na faszystowskim celowniku, również propagandowym. Netanjahu i jego kompani nie mogą jej strawić, toteż ponawiają ataki na nią, głównie przy zastosowaniu hasbary, czyli izraelskiej propagandy faszystowskiej, przesyconej fałszem i mocno odwołującej się do emocji adresatów.
Ta uderzyła w Albanese szerokim frontem. Głosi otóż, że w Katarze miała sprawozdawczyni nazwać Izrael „wspólnym wrogiem ludzkości”. Kłamstwo to powtarzają, jak zwykle bezrefleksyjnie, medialne ośrodki na całym w zasadzie Zachodzie. W związku z czym Izrael nazwał Albanese „terrorystką” i (jakżeby inaczej?) „antysemitką’, domaga się też natychmiastowego ustąpienia przez nią ze stanowiska.
Tymczasem pani Albanese w Katarze rzecz ujęła następująco: „Zamiast powstrzymać Izrael, większość krajów (zachodnich – przyp. W. K.) go uzbrajała, znajdowała mu wymówki, zapewniała ochronę, poparcie gospodarcze i finansowe. Widzimy teraz, że my, jako ludzkość, mamy wspólnego wroga, któremu trzeba stawić czoło”. Mówiła to w kontekście ochrony prawa międzynarodowego, które Izrael (podobnie zresztą jak USA, zwłaszcza, odkąd do Białego Domu po raz wtóry wprowadził się Trump) łamie, jak tylko mu się spodoba.
Rzecz jasna, Francesca Albanese żadną antysemitką, ani tym bardziej terrorystką nie jest. Po prostu rzetelnie pełni swoją funkcję w Organizacji Narodów Zjednoczonych, a że najwyraźniej ma rozum i sumienie, nie milczy, lecz działa, trafnie oceniając sytuację.
Ma przecież rację, że w Strefie Gazy od października 2023 roku popełniane jest ludobójstwo, ofiarami którego, wedle oficjalnych danych palestyńskich (prawdopodobnie zaniżonych), padło około 72 tys. osób, w większości kobiet i dzieci; codziennie przybywają nowi zabici. Ma rację, wskazując na Izraelskie represje i prześladowania Palestyńczyków, wśród których częste są tortury oraz gwałty. Ma rację, wskazując na współwinę Zachodu, który – poza nielicznymi wyjątkami, takimi jak Hiszpania – nic nie robił, aby powstrzymać tę zbrodnię przeciwko ludzkości, a jeszcze politycznie lub gospodarczo wspomagał jej sprawcę. Ma rację, piętnując notoryczne, jaskrawe łamanie prawa międzynarodowego przez faszystowski Izrael.
Krytykowanie zbrodni Izraela NIE JEST antysemityzmem, podobnie jak krytykowanie zbrodni nazistowskich nie jest germanofobią. To moralny obowiązek każdego myślącego człowieka, który ma elementarną choćby wiedzę na temat tego, co dzieje się w okupowanej Palestynie, i odznacza się minimum przyzwoitości. W przypadku Franceski Albanese jest to również obowiązek zawodowy.
Izraelskie ataki na nią są wstrętne i pełne zakłamania. Przypomnę tutaj, że w hasbarze KAŻDA merytoryczna krytyka zbrodniczych działań izraelskich z automatu przedstawiana jest jako „antysemityzm” (nawet, jeśli krytykującymi są Żydzi, a wielu jest takich), poparcie dla Hamasu (czyt.: „terroryzmu”, mimo iż ONZ nie uznaje Hamasu za organizację terrorystyczną) i… dla nazizmu. Sugerowane jest – a niekiedy wykracza to poza sugestię – że jeśli danemu człowiekowi nie podoba się mordowanie Palestyńczyków przez faszystowski Izrael, automatycznie podoba mu się Holocaust. Co jest oczywiście wielką bzdurą (i sprzyja rozwijaniu się autentycznego antysemityzmu, o co Binjaminowi Netanjahu niewątpliwie chodzi), niemniej bardzo łatwo ją ludziom wmówić. Hasbara jest bowiem propagandą wyjątkowo podstępną, bazującą na wizerunku Żydów (pomimo, że Izraelczycy to kolonizatorzy, którzy dla celów podboju, okupacji i eksploatacji Palestyny przyjęli żydowską tożsamość) jako wiecznych ofiar nazizmu, przez co niepodlegających żadnej krytyce. Dlatego właśnie hasbara jest tak niebezpieczna.
W taki oto sposób jej głosiciele usiłują zniesławić i splugawić osobę pani Albanese. Za to, że prawidłowo pełni ona swoją funkcję i staje po stronie prześladowanych, a nie prześladowców.
Oczywiście dodać należy, iż współczesny Izrael nie ma NIC wspólnego z ofiarami Holocaustu. Za to bardzo dużo z jego sprawcami, nader bowiem mocno przypomina III Rzeszę, zwłaszcza pod względem ideologicznym. Różnica jest w zasadzie tylko taka, że Netanjahu pozwala (jeszcze) na istnienie innych niż Likud partii politycznych, najwyraźniej traktowanych jako wentyl bezpieczeństwa, podczas gdy Hitler ich funkcjonowania zakazał.
Komentarze
Prześlij komentarz