Choroba naszych czasów
Mamy dziś 23 lutego, czyli Światowy Dzień Walki z Depresją. Warto zatem pochylić się nad dzisiejszą datą, a zwłaszcza nad tym, czego ona dotyczy.
Otóż, wbrew obiegowej opinii (w znaczniej mierze ukształtowanej przez media, a zwłaszcza reklamy swego czasu), depresja nie jest żadnym chwilowym dołkiem, pogorszeniem nastroju, lecz poważną, śmiertelną chorobą, na którą umiera coraz więcej ludzi; w skali świata stanowi ona nader częstą przyczynę zgonów. Nawet, jeśli nie zabije, może poważnie utrudnić lub wręcz uniemożliwić normalne, codzienne funkcjonowanie. Osoba zmagająca się z depresją często nie ma sił na cokolwiek, choćby na wstanie z łóżka, a każda zwyczajna aktywność to koszmar walki z samym sobą, walki o pokonanie bezsilności, osłabienia tudzież nieustannego poczucia bezsensu. Wiem, bo sam cierpię na tę chorobę.
Oprócz nieustannego pogorszenia nastroju (jeśli utrzymuje się ono przez dłużej niż kilka tygodni, należy BEZWZGLĘDNIE szukać pomocy psychiatrycznej i/lub psychologicznej!) oraz osłabienia (również fizycznego albowiem dysfunkcja owa wpływa nie tylko na psychikę, lecz także na cały organizm), częstym objawem depresji są myśli samobójcze, bądź ciągła rozpacz, z którą człowiek bez specjalistycznej pomocy nie jest w stanie sobie poradzić. Właśnie owa rozpacz zabija, nie tylko bowiem prowadzić może do zamachu na własne życie, ale po prostu odbiera chęć do czegokolwiek, w tym nawet do takich czynności, jak dbanie o higienę czy przyrządzanie sobie posiłków…
Jasne, depresję da się wyleczyć (na szczęście!). Wymaga to wszakże ogromnej pracy, a także PROFESJONALNEJ terapii psychiatrycznej i psychologicznej. Konieczne są nie tylko wizyty u specjalistów (żaden internetowy szarlatan nie pomoże, a „rady” w stylu: „Weź się w garść”, „Idź pobiegaj/na siłownię” i inne w ten dekiel, zasługują, by walnąć radzącego w mordę), lecz także przyjmowanie leków, częstokroć przez wiele lat; dobór tychże nie jest zresztą prosty, toteż niejednokrotnie samo określenie, jakie lekarstwa konkretnemu pacjentowi pomagają, zajmuje całe miesiące. No i depresja, nawet wyleczona, lubi wracać, więc raz na nią zachorowawszy, trzeba się pilnować do końca życia.
Przyczyn tej choroby jest wiele, od genetycznych po środowiskowe. Wbrew bredniom, jakie z łatwością można spotkać na łamach mediów społecznościowych, nie jest depresja żadnym „nowoczesnym wymysłem”, ani tym bardziej „modą” (ten drugi idiotyzm głosiła przed kilku laty znana profesorka, autentyczna intelektualistka!). Jest co najmniej równie stara jak ludzkość, a może i starsza, wśród zwierząt też bowiem występuje. Nie zmienia to faktu, że w kapitalizmie jest nader wiele elementów, jakie ogromnie sprzyjają zapadnięciu na nią. Wiem, co piszę, u mnie wszak depresję wywołały patologie nieludzkiego owego systemu. Mamy zatem do czynienia z chorobą w naszych czasach szczególnie groźną.
Bezrobocie – zwłaszcza długotrwałe – i związany z nim brak środków na utrzymanie, bezpłatne staże, umowy śmieciowe (niestabilność bytowa!), przemęczenie, przepracowanie, zbyt wysokie koszta życia, brak perspektyw, nieustający stres, często spotykany mobbing w miejscu pracy… To i wiele więcej wyniszcza psychikę, powodując liczne dysfunkcje, z depresją na czele. Do tego dochodzi konsumpcjonizm, rozbudzający, za pomocą reklam chociażby, w człowieku żądzę posiadania i wywołane nią marzenia, zderzającą się z brakiem środków – bo szef już któryś miesiąc z rzędu nie zapłacił, a czynsz jest za wysoki. To również zabójcze dla zdrowia psychicznego.
Toteż żyjąc w kapitalizmie, nader łatwo jest nabawić się depresji i umrzeć na nią. Jest to bowiem system, który zabija, między innymi poprzez generowanie czynników sprzyjającym śmiertelnym schorzeniom, takim właśnie jak depresja.
Dlatego niezwykle istotne jest profesjonalne leczenie. Oraz szukanie wsparcia w sytuacji kryzysowej.
Warto dodać, że w Polsce społeczna świadomość na temat depresji powoli, bo powoli, ale jednak rośnie. Z jednej strony jest to efekt licznych merytorycznych kampanii, z drugiej – tego, że na chorobę ową zapada coraz więcej osób, toteż przybywa ludzi, którzy mają styczność z cierpiącymi i z konieczności uczą się ich wspierać.
Niestety, nie brak i takich, co o depresji niewiele wiedzą, bądź zgoła nic (takie osoby są śmiertelnie niebezpieczne, jeśli pracują w administracji, policji, prokuraturze, itd., mogą bowiem doprowadzać ludzi np. do samobójstw – wiem, co piszę, bo spotkałem na swojej drodze życiowej takie kanalie). Jeśli zatem nie masz wiedzy na temat tej choroby, ani pojęcia, co powiedzieć cierpiącej na nią osobie, lepiej milcz; gadając bzdury, możesz komuś poważnie zaszkodzić.
Komentarze
Prześlij komentarz