Wojenna ścieżka talibów
W wielu miejscach na świecie leje się krew, całe jej morza. Strefa Gazy i w ogóle okupowana Palestyna, Ukraina, Etiopia (konkretnie Tigraj), Sudan, ostatnio w Meksyku kartele narkotykowe toczyć zaczęły regularną wojnę z organami państwa… A dosłownie w ostatnich godzinach wybuchł nam nowy konflikt zbrojny, między Afganistanem i Pakistanem. Warto mu się przyjrzeć bliżej.
Afganistanem, jak wiemy, od kilku lat – czyli od momentu wycofania się wojsk amerykańskich – rządzą (po raz drugi w historii tego kraju) talibowie – polityczny ruch fanatyków religijnych, wywodzący się ze szkół koranicznych. Tym razem ich rządy są nieco bardziej… no, nie łagodne, lecz cwane niż w drugiej połowie lat 90. ubiegłego wieku. Nie zaganiają więc przemocą talibańskie bojówki ludzi do meczetów, ale i tak jest obowiązek uczestniczenia w życiu religijnym. Kobiety pozbawiane są praw stopniowo (ostatnio wprowadzono regułę, że można je bić, pod warunkiem, iż nie zostaną trwałe ślady), nie zaś z dnia na dzień. Chcą też afgańskie władze rozkręcać… turystykę; no, w państwie, gdzie po wielu latach wojen pełno jest min i niewybuchów, to zaiste doskonały pomysł.
W każdym razie, odkąd talibowie odzyskali władzę w Afganistanie, stosunki między tym państwem a sąsiednim Pakistanem stawały się coraz bardziej napięte. Pakistański rząd oskarżał mianowicie talibów o zamachy terrorystyczne, do jakich dochodziło na terytorium Pakistanu (na początku lutego w jednym z meczetów fanatyczni bojownicy zamordowali co najmniej trzydzieści jeden osób), ci zaś podnosili, że Islamabad wcina się w wewnętrzne sprawy ich kraju, a oni żadnych terrorystów na swoim terenie nie ukrywają. Aż doszło do otwartego konfliktu.
Afgańska armia przeszła oto granicę, zajmując kilka pakistańskich posterunków. W odpowiedzi Pakistan ostrzelał i zbombardował cele w Afganistanie, nie tylko wzdłuż rubieży, ale i w Kabulu. Teraz obie strony chwalą się, ile to szkód wyrządziły wrogowi i ilu ludzi zabiły; każda oczywiście umniejsza liczbę własnych ofiar, a powiększa liczbę uśmierconych nieprzyjaciół. Propaganda jednak propagandą, ale mamy do czynienia z otwartą wojną (o czym zresztą mówią pakistańscy ministrowie).
Do konfliktu doszło, ponieważ od dłuższego już czasu krwawych zamachów w Pakistanie dokonują bojownicy pragnący obalić tamtejszy rząd; ich rebelia ogania coraz większe terytoria, a skala popełnionych przez nich zbrodni rośnie. Oni również określani są mianem talibów, i mają być wspierani (kontrolowani) przez tych afgańskich.
Prawdopodobnie zatem władze w Kabulu zdecydowały się zaatakować sąsiada, żeby wesprzeć swoich sojuszników. Poza tym, nie oszukujmy się – nic tak nie buduje poparcia dla władzy, jak wojna z „odwiecznym wrogiem”; jednocześnie, jest ona doskonała metodą, by zatruć ludzkie umysły, zdobywając w ten sposób kontrolę nad społeczeństwem. Talibowie afgańscy zapewne chcą po prostu jeszcze bardziej umocnić się na pozycji niepodzielnych władców tego górskiego państwa i zdobyć szersze poparcie u jego obywateli (aby tym mocniej dokręcić im śrubę). Manewr podobny do tego, jaki swego czasu zastosowała w Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, wszczynając wojnę o Malwiny/Falklandy, a obecnie w Izraelu stosuje Binjamin Netanjahu, dokonując ludobójstwa w Strefie Gazy pod hasłem walki z Hamasem, i snując chore faszystowskie wizje Wielkiego Izraela.
Całkiem też możliwe, że talibowie zaatakowali Pakistan, aby odwrócić uwagę Afgańczyków od, niestety, marnego poziomu życia. Afganistan jeszcze do niedawna był państwem upadłym, gdzie talibowie toczyli krwawą wojnę z Sojuszem Północnym (czyli polityczną konkurencją) oraz wspierającymi go wojskami NATO. Skutkiem tego było oczywiście gigantyczne zniszczenia, z których kraj jeszcze się nie podniósł. Gospodarka leży, króluje bieda, powszechny jest handel narkotykami. Są to naturalne czynniki budujące wrogość do władz… ale tę łatwo da się przeistoczyć we wrogość do innego sąsiada. No to zaatakowano Pakistan, z którym Kabul ma politycznie i gospodarczo na pieńku.
Nie zdziwiłbym się, gdyby ta wojenna akcja talibów odbyła się przy cichym poparciu Indii. Te bowiem od dekad pozostają wrogo nastawione wobec Pakistanu (konflikt graniczny), nadto budują coraz silniejsze powiązania gospodarcze z Afganistanem właśnie; powstać ma przykładowo szlak handlowy omijający Pakistan.
Co będzie dalej, zobaczymy. Pakistańskie władze mówią o „chaosie i rozliczeniach”. Rosja apeluje o załatwienie sprawy na drodze dyplomatycznej. Z kolei Iran zaproponował obu skonfliktowanym państwom mediacje; problem w tym, że sam zagrożony jest przez największego terrorystę świata, czyli USA.
Na ponury żart zakrawa to, że u swego zarania afgańscy talibowie uzbrajani byli i finansowani przez Pakistan. Teraz, jak widać, gryzą rękę, która ich karmiła.
Komentarze
Prześlij komentarz