Ryś w Krakowie
Papież Leon XIV mianował arcybiskupa Grzegorza Rysia, dotychczas aktywnego w Łodzi, nowym metropolitą krakowskim.
Krakowscy katolicy się cieszą, że po epoce pazernego Dziwisza i równie pazernego, a do tego fanatycznego oraz nienawistnego Jędraszewskiego Archidiecezja Krakowska wróci do stanu sprzed lat. Był bowiem czas, kiedy słynęła ona z otwartości i tolerancji, jak na kościelne standardy oczywiście, a taki na przykład kardynał Macharski zdecydowanie nie zaliczał się do chciwców (to, że jego autem służbowym był polonez, nie jest mitem). Niestety, po śmierci Jana Pawła II w kościelnych strukturach Grodu Kraka osiadł Stanisław Dziwisz, którego – konserwatywny, lecz niegłupi i dysponujący instynktem samozachowawczym – Benedykt XVI pozbył się z Watykanu. No i się zaczęło. Darcie forsy z parafii. Obsadzanie ich niekoniecznie lubianymi przez wiernych księżmi. Konserwatyzm zamiast otwartości. Nierozliczanie wychodzących na jaw zbrodni pedofilskich kleru (za pontyfikatu Jana Pawła II to właśnie Dziwisz prawdopodobnie odgrywał poczesną rolę w ich tuszowaniu na skalę ogólnokościelną). A gdy Staśka zastąpił Marek Jędraszewski, zrobiło się jeszcze gorzej. Albowiem do wyżej wymienionych patologii doszły nowe, w postaci mowy nienawiści (głównie wobec osób LGBT+) oraz jawnego migdalenia się do skrajnej prawicy, PiS-owskiej i jeszcze radykalniejszej. Czyli Archidiecezja Krakowska zbrunatniała.
Tymczasem Grzegorz Ryś uchodzi za jednego z fajniejszych polskich hierarchów kościelnych. Facet jest przyjazny, otwarty, postępowy (jak na standardy Kościoła katolickiego oczywiście), miał odwagę krytykować niechęć wobec rozliczania zbrodni pedofilskich… Nic w sumie dziwnego, że krakowscy – i nie tylko – katolicy patrzą na niego z nadzieją. W ogóle zalicza się on do ulubieńców tzw. „Kościoła otwartego”, który chciałby, aby postawił on tamę brunatnej fali wśród kleru.
Fajnie by było… ale pytanie, czy nadzieje owe nie są płonne.
Na tle bowiem Jędraszewskiego arcybiskup Grzegorz Ryś faktycznie może się wszak prezentować jak anioł na tle demona, ale nie zapominajmy, że jest hierarchą kościelnym, człowiekiem Kościoła katolickiego z krwi i kości, wiernym przedstawicielem tejże organizacji, przesiąkniętym myśleniem korporacyjnym (tak, ów związek wyznaniowy jest korporacją, jakich mało). Dba zatem o interesy Kościoła… a kościelni hierarchowie lubią je redukować do własnych i ewentualnie księżych, o wiernych świeckich często zapominając i nie słuchając ich głosu (inaczej, niż czynił to Macharski).
Może zatem nie iść dalej kursem upolitycznienia – czyt.: faszyzacji – Archidiecezji Krakowskiej, ale na wielkie reformy bym nie liczył. Już choćby z tej przyczyny, że pozostaje pan Ryś zajadłym obrońcą dobrego imienia Jana Pawła II. A o jego pontyfikacie mówi się… no, może nie coraz gorzej, ale podkreślać zaczęto już przed laty jego mroczne strony, takie jak wspomniane wyżej tuszowanie zbrodni pedofilskich, kolaborowanie z faszystowskimi juntami południowoamerykańskimi (Pinochet to najjaskrawszy przykład), podążanie betonowo konserwatywnym kursem ideologicznym, niechęć do reform, wrogość wobec kobiet i ich praw… Analizowanie takich spraw uważa arcybiskup Ryś za szlakowanie papieża Polaka. A to każe domniemywać, iż sam ma podobne, co on, przekonania. Zatem o ile może sprzeciwić się faszyzmowi w Archidiecezji Krakowskiej, nie należy się spodziewać, że nagle zmieni ona kurs na pro-kobiecy czy przyjazny wobec mniejszości seksualnych.
Grzegorz Ryś wielokrotnie krytykował podejście hierarchii kościelnej do zbrodni pedofilskich kleru, a w Łodzi powołał ostatnio lokalną niezależną komisję do ich badania (ogólnopolska zawiodła, co było częściową winą prymasa Polaka, a częściową politykierów PiS-u). Chwali mu się, naprawdę. Jednakże obawiam się, iż patrzy on na ową patologię z perspektywy historycznej, badawczej. Kiedy natomiast ofiary zgłoszą się po odszkodowania, metropolita starym kościelnym zwyczajem zaproponować im może modlitwę. Co innego domagać się wsadzenia sprawcy do więzienia, co innego ponieść odpowiedzialność finansową za to, że popełniał on odrażające swe czyny w ramach organizacji, którą się kieruje.
Zresztą, przypuśćmy, że arcybiskup Grzegorz Ryś jest człowiekiem szczerej dobrej woli i faktycznie zechce wprowadzić liczne pozytywne reformy w Archidiecezji Krakowskiej. Może wówczas okazać się, że szkody wyrządzone przez Dziwisza i Jędraszewskiego są nie do naprawienia.
Poza tym, pamiętajmy – Kościół katolicki to Kościół katolicki. Organizacja zgniła wewnętrznie, przesiąknięta patologiami od Watykanu po liczne parafie. Pojedynczy ludzie nie są w stanie uzdrowić tego związku wyznaniowego. Nie udało się, mimo początkowych starań, papieżowi Franciszkowi na poziomie ogólnoświatowym, wątpliwe zatem, by udało się – gdyby w ogóle spróbował – arcybiskupowi Rysiowi na poziomie archidiecezjalnym.
Amen.
Komentarze
Prześlij komentarz