Czerwone państwo z zieloną energetyką

Stany Zjednoczone po ponownym wprowadzeniu się Donalda Trumpa do Białego Domu praktycznie zarzuciły programy zielonej transformacji energetycznej, czyli oczywiście odchodzenia od paliw kopalnych na rzecz odnawialnych źródeł energii. Nie podobały się one licznym kapitalistom, na co nałożyła się także ciemnota samego prezydenta. Unia Europejska, pod naciskiem lobbystów, też powoli odpuszcza tę dziedzinę.

Tymczasem na lidera zielonej transformacji energetycznej wyrosły Chiny. Tak, państwo z „czerwoną” gospodarką, które jeszcze do niedawna było głównym trucicielem świata. Od lat jednak przerzuca się na odnawialne źródła energii – co wszakże nie przebiega równomiernie w poszczególnych prowincjach – prowadząc gigantyczne inwestycje w elektrownie słoneczne, wodne, wiatrowe… Konkretne programy mają imponujący rozmach. Przykładowo, całe hektary pól zalewane są wodą, na niej zaś rozkłada się baterie słoneczne; rolnicy przekwalifikowują się na ich obsługę, dzięki czemu zarabiają o wiele więcej niż na uprawie roli. Do tego dochodzi coraz bardziej ekologiczny transport; Chiny pozostają jednym z liderów w produkcji i używaniu pojazdów elektrycznych (zdobywają one coraz większą popularność także na rynkach europejskich, w tym polskim).

Mało tego, to właśnie owo państwo rozwija innowacyjne technologie korzystania z odnawialnych źródeł energii. Jest nie tylko ich głównym światowym producentem, co w zasadzie monopolistą. Co istotne, chętnie je udostępnia, głównie na globalnym Południu, w Azji i Afryce. Chińskie inwestycje w OZE są tam coraz powszechniejsze, przeto taka na przykład Etiopia szybciej przerzuca się na zieloną energetykę niż Polska (serio!). Nie tylko pomagają one unowocześnić, a często wręcz zbudować od podstaw lokalne systemy energetyczne, ale też przyczyniają się do rozwoju poszczególnych gospodarek. Przy obsłudze chińskiego sprzętu ktoś musi wszak pracować. No i stopniowo zyskuje na tym cały świat. Powietrze staje się czystsze, rabunkowe wydobycie węgla, ropy naftowej czy gazu ziemnego spada, katastrofa zaś klimatyczna postępuje wolniej. Innymi słowy, na chińskiej polityce energetycznej korzysta cała ludzkość, jakkolwiek w różnym oczywiście stopniu.

Rzecz jasna, Chińczycy odnoszą taki sukces w tym zakresie dzięki temu, że mają gospodarkę planową, najważniejszymi elementami której, takimi jak energetyka, steruje państwo. Przez co środki trafiają tam, gdzie powinny, i są właściwie pożytkowane. Chińskie władze nie muszą się też uginać przed żadnymi lobbystami, jak to się dzieje w Europie. Zrozumiały, że transformacja energetyczna jest niezbędna – nie tylko celem ratowania klimatu, ale też, by zaspokoić rosnące potrzeby ogromnego społeczeństwa, coraz zamożniejszego, zatem potrzebującego coraz więcej energii – toteż przeprowadzają odpowiednie programy. I jeszcze na nich zarabiają, także w innych państwach.

Rzecz jasna, Chińczycy są bardzo mądrzy, przeto umieją się, mówiąc kolokwialnie, ustawić. Stąd właśnie wzięła się ich monopolistyczna pozycja technologiczna w zakresie zielonej energetyki. A że praw fizyki nie da się oszukać… No właśnie, państwa globalnej Północny, czy chcą, czy nie, raczej prędzej niż później na zielone źródła energii będą musiały się przerzucić. Paliwa kopalne się kończą i są coraz droższe, katastrofa natomiast klimatyczna nie czeka. Trumpy i im podobne prawaki tego nie zmienią, będą musiały ugiąć się przed faktami. Do czego wtedy dojdzie? Ano, do realizacji przyspieszonych programów transformacji energetycznej w USA, Kanadzie, Unii Europejskiej, Rosji… Z czego wówczas poszczególne państwa będą korzystały? Z chińskiego sprzętu, innego wszak (prawie) nie będzie.

Tak oto zachodni kapitalizm na polu energetycznym JUŻ PRZEGRAŁ z chińskim komunizmem i będzie od chińskiego komunizmu gospodarczo uzależniony. Raczej prędzej, niż później, przypomnijmy.

Czy to źle? Niekoniecznie. Transformacja energetyczna jest wszak niezbędna dla naszego przetrwania, z ekonomicznego punktu widzenia również będzie, mimo początkowych kosztów, korzystna dla nas wszystkich. A jeżeli ma przy okazji przyspieszyć upadek zachodniego kapitalizmu lub przynajmniej wymusić zmiany w owym systemie, to tym lepiej.

Tak czy owak, Chiny są czerwonym – politycznie i gospodarczo – państwem z coraz zieleńszą energetyką. Reszta świata, jeśli chce się ratować, powinna czym prędzej podążyć chińską drogą, dostosowaną oczywiście do lokalnych warunków.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kapitalistyczni esesmani

Usiłują mnie zabić

Klasowy rozjazd w rządzie