Fani ludobójstwa
W Strefie Gazy ciągle trwa ludobójstwo, Izrael ani myśli o przestrzeganiu zawartego niedawno zawieszenia broni. Ruiny miasta Gazy (bo one właśnie zostały po dwóch latach zniszczenia i masakry) są intensywnie bombardowane i ostrzeliwane, pomoc humanitarna wciąż w znacznej mierze pozostaje zablokowana; mało tego, Kneset przegłosował ustawę o karze śmierci dla palestyńskich więźniów.
Zbrodnicze owe działania, o czym wielokrotnie pisałem, wzbudzają rosnący opór społeczny na całym świecie, również w społecznościach żydowskich. W Polsce też coraz więcej osób potępia izraelskie ludobójstwo. Z drugiej jednak strony, hasbara – izraelska propaganda, bazująca na kłamstwach i manipulacji – ma się świetnie, i wyraźnie widać ją w świecie polityki oraz mediów.
Przykładowo, w Polsce wygląda to tak: jeśli ktoś krytykuje Izrael za jego zbrodnie, z miejsca okrzyknięty zostaje „hamasiarzem”, „zwolennikiem terroryzmu” i oczywiście „antysemitą”. Takie właśnie określenia padają wobec osób, które nie nienawidzą Żydów jako nacji, lecz po prostu nie zgadzają się na to, żeby Izrael mordował ludność przez siebie okupowaną. To tak, jak gdyby potępienie Holocaustu nazwać „anty-germanizmem”.
W takiej narracji celują zwłaszcza Jan Hartman (profesor filozofii, publicysta) i Tomasz Lis (gwiazda mediów). Ten pierwszy od października 2023 roku, kiedy stało się jasne – przynajmniej dla osób myślących tudzież świadomych – że bliskowschodni faszyści popełniają w Strefie Gazy ludobójstwo, wylewał wielkie łzy nad krytyką Izraela. To, że chlipał nad ofiarami zamachu z 7 października, jeszcze daje się jakoś wytłumaczyć, ale kiedy zaczęto krytykować krwawe działania izraelskie, Hartman zaczął wrzeszczeć o „nienawiści do Izraela” i „nienawiści do Żydów”. Oczywiście kwestionował ludobójstwo, a wszystkich je potępiających z automatu uznał za „zwolenników Hamasu”. Popierając zbrodnicze działania Izraela, powoływał się na sumienie (sic!) oraz piętnował wszystkich podejmujących jakiekolwiek akcje pro-palestyńskie. Szczególnie mocno znęcał się nad partią Razem, której politycy od samego początku stoją po stronie okupowanej Palestyny i sprzeciwiają się popełnianym tam odrażającym czynom. Kiedy zaś wypłynęła Sumud Flotilla, Hartman jechał po jej załogantach niczym po łysej kobyle; gdy zostali uprowadzeni, życzył posłowi Sterczewskiemu pobytu w izraelskim więzieniu (czyt.: obozie koncentracyjnym), za co tygodnik Polityka zawiesił z nim współpracę. Filozof i – o, zgrozo! – etyk stale uderza w te same tony, przy czym jego pro-izraelskie wypowiedzi z tygodnia na tydzień stają się coraz bardziej agresywne.
Rzecz jasna, nie ma w nich ani słowa prawdy. Krytyka ludobójstwa popełnianego w Palestynie nie wynika z żadnego antysemityzmu, lecz z poczucia humanitaryzmu. Nie oznacza poparcia dla Hamasu – jego metody oceniać wszak można różnie – ani, tym bardziej, antysemityzmu. Nie raz ani nie dwa pisałem, że przeciwnikami krwawej polityki Netanjahu są liczni Żydzi; czyżby oni też byli antysemitami? Jeśli zaś chodzi o sumienie, to sprzeczne z nim jest popieranie masowych zbrodni, nie sprzeciw wobec nich.
Wypowiedzi Harmana są nie tylko pełne agresji, ale też załgane totalnie. W dodatku ich autor usiłuje nadać im inteligencki sznyt, często powołując się na swoje wykształcenie. Tymczasem brednie głoszone przez Tomasza Lisa są po prostu głupie.
Gwiazdor ów medialny zdaje się pałać fanatyczną nienawiścią do Palestyny i wszystkiego, co palestyńskie. Z czego to wynika, zielonego pojęcia nie mam, ale zdecydowanie nie z mądrości czy myślenia. Jak łatwo się domyślić, szeroko pojętą palestyńskość utożsamia z Hamasem, zupełnie, jakby każdy Palestyńczyk, od niemowlęcia po starca, należał do tej organizacji i identyfikował się z nią. A Hamas uznaje pan Lis za „terrorystyczny”, nie zauważając, że zupełnie inaczej definiuje go ONZ. Naturalnie gwiazdor popiera ludobójstwo, będące, jego zdaniem, „walką z terroryzmem”, „obroną Izraela”, itd. Brzmi to jak majaczenia szaleńca, a tak naprawdę to majaczenia skończonego idioty.
Oczywiście Hartman i Lis to niejedyni polscy fani izraelskich faszystów i ich zbrodni. Takich jest więcej, w mediach czy polityce (Meller, Sienkiewicz, Sikorski, Bartoszewski…). Wszyscy oni jednogłośnie popierają jedną z najstraszliwszych masowych zbrodni, jakie popełniono po II wojnie światowej, wiernopoddańczo oddają hołd jej sprawcom. To, że bredzą głupoty, jeszcze nie jest w tym najgorsze. Znacznie paskudniejsze wydaje się, iż fani ludobójstwa potępiają i usiłują wzbudzić wyrzuty sumienia u osób, które akurat wykazują się humanitarną postawą. Odwracają zatem pojęcia etyczne o sto osiemdziesiąt stopni, sprzeciw wobec masowego uśmiercania ludzi, i to w wyjątkowo okrutny sposób, przedstawiając jako coś złego, niemoralnego. To tak, jak gdyby w latach 1933-45 potępiać przeciwników hitlerowców i ich zbrodni.
Ale tego Hartman, Lis i im podobni nie rozumieją. Podobnie jak i tego, że popieranie ludobójstwa oznacza współwinę…
Komentarze
Prześlij komentarz