A tymczasem w niepodległej
Jutro Święto Niepodległości, o cztery dni spóźnione w dodatku. Czcili będziemy symboliczną rocznicę utworzenia państwa, które powstało w 1918 roku po stu dwudziestu trzech latach nieistnienia na mapie (polityczną suwerenność straciliśmy znacznie wcześniej niż państwowość, bo w czasach saskich), upadło w 1939 r., odrodziło się w nowych granicach w latach 1944-45, a w 1989 roku zmieniło ustrój polityczny i, niestety, system społeczno-ekonomiczny. W każdym razie, dzisiejsza Polska z II RP niewiele ma wspólnego, poza może hegemoniczną pozycją Kościoła katolickiego, postępującą faszyzacją i tym, że o sprawiedliwości społecznej można zapomnieć.
W każdym razie z okazji jutrzejszego święta naziole wypełzną na ulice, a politycy wygłaszali będą różnego rodzaju bajędy o niepodległości i o tym, jakie to kapitalistyczna III RP odnosi sukcesy. Chwalił się będzie premier, chwalił się będzie Alfons (ten, co mieszka obecnie w Pałacu Prezydenckim oczywiście), chwalił się będzie Kaczyński (lejąc przy okazji jad nienawiści)…
No to popatrzmy, czy nasi „kochani” rządzący faktycznie mają się czym chwalić…
Niedawno na Śląsku odbywały się manifestacje w obronie miejsc pracy, zwłaszcza w przemyśle. Zachodni kapitalizm wchodzi w kolejny etap kryzysu, co po okresie jakiej takiej koniunktury dotyka również (k)raj nad Wisłą; nic dziwnego, skoro jesteśmy podwykonawcami zagranicznych koncernów, te natomiast mają coraz większe problemy. Bezrobocie powoli wzrasta, ale wkrótce może skoczyć. Taka na przykład fabryka samochodów w Gliwicach wstrzymała produkcję; całkiem możliwe, że jest to dopiero początek nieszczęścia. Nie ma się więc co dziwić, że ludzie się boją, czy będą mieli zatrudnienie, czytaj: źródło utrzymania. Tymczasem pan Tusk chwali się, że jesteśmy dwudziestą gospodarką świata. Może i tak, niemniej rząd powinien przedsięwziąć realne kroki antykryzysowe; realne, czyli takie, które pomogą większości społeczeństwa, nie zaś kapitalistycznym wyzyskiwaczom. Cięcie socjalu, w Polsce tak czy owak szczątkowego, dobrym pomysłem zdecydowanie nie jest… nigdy nie było.
Jesień w pełni, zima się zbliża, temperatury (mimo katastrofy klimatycznej) spadają. Oznacza to ni mniej, ni więcej, śmierć osób w kryzysie bezdomności. Jak co roku, niestety. Ponura owa kwestia społeczna stanowi naturalną patologię nieludzkiego systemu kapitalistycznego. W poprzednim ustroju, a konkretnie systemie społeczno-ekonomicznym bezdomność została praktycznie wyeliminowana, powróciła jednak z siłą tsunami wraz z wdrożeniem zbrodniczego planu Balcerowicza. Od tamtej pory, czyli od początku lat 90. XX wieku, dotknięci nią ludzie każdej jesieni i zimy umierają z wychłodzenia tudzież licznych problemów zdrowotnych. A dach nad głową stracić jest łatwo; wystarczy się ciężko pochorować, popaść z tego tytułu w biedę i się zadłużyć. Co gorsza, śmieciowe zatrudnienie sprawia, że tak naprawdę bezdomnością potencjalnie zagrożona jest zdecydowana większość społeczeństwa.
Ale nie tylko osoby w tym kryzysie zamarzają. Można mieć dom, a mimo to umrzeć z powodu choroby wywołanej wychłodzeniem. Przecież ogrzewanie jest horrendalnie drogie – szczególnie, jeśli uwzględni się oszustwa, jakich dopuszczają się administracje mieszkaniowe – toteż ludzie na nim oszczędzają, zwłaszcza oczywiście ci niezamożni… których często nie stać również na leki. Już kiedyś o tym pisałem.
Zimno kolejny rok z rzędu wykańczało też będzie osoby uchodźcze na granicy z Białorusią. Podobnie jak pałki, kule karabinowe, push-backi czy obozy koncentracyjne. Zbrodnia trwa nadal.
Nie zapominajmy również o ludziach, którzy umrą, ponieważ nie doczekają leczenia. System opieki zdrowotnej, zniszczony przez prawicę postsolidarnościową (dawną AWS-UW, czyli dzisiejszy POPiS), daleki jest od odpowiedniej wydajności, a w tych dniach wchodzi w kolejny kryzys. Szpitalom skończyły się mianowicie pieniądze z NFZ-u, w związku z czym przekładają zabiegi i ograniczają przyjęcia. A w mroku czai się prywatyzacja, która jeszcze mocniej zredukuje dostęp do opieki zdrowotnej, psując cały system…
Może właśnie o takich sprawach warto pomyśleć w przeddzień Święta Niepodległości i w nie samo. O warunkach bytowych w Polsce. O coraz mocniej kulejącej gospodarce. O zbrodniach popełnianych przez władzę. O tym, że wkrótce miliony osób może zostać pozbawionych możliwości leczenia.
Nie słuchajmy chwalących się polityków, którzy wygłaszają wzniosłe, lecz puste farmazony. Rozglądajmy się dookoła, patrzymy na własne życie i zastanówmy się, czy z naszym państwem oraz systemem przypadkiem nie jest bardzo, ale to bardzo nie w porządku.
Komentarze
Prześlij komentarz