Wojna o dynię

Od lat pod koniec października toczy się wojna ideologiczna. A jej zarzewiem jest Halloween.

Przypomnijmy, że Halloween (szkocki skrót od All Hallows Eve – Wigilii Wszystkich Świętych) to nic innego, jak celtyckie święto zmarłych, odpowiednik naszych Dziadów – które zresztą też wracają do popularności, i bardzo dobrze. Z pogaństwa przeniknęło Halloween do chrześcijaństwa i zostało przez nie zinternalizowane. A wraz z irlandzkimi i szkockimi migrantami trafiło do Ameryki Północnej. W USA zaś uległo popularyzacji i, jak to zwykle bywa, komercjalizacji. Z pradawnego zwyczaju przekształciło się w dziecinną zabawę: struganie dyni (pierwotnie była rzepa; dynia zastąpiła ją w Ameryce właśnie) i wsadzanie do środka świeczki bądź lampki, przebieranie się za postacie z horrorów i chodzenie po domach, by prosić o słodycze. W tej formie wraz z amerykańską popkulturą rozeszło się Halloween po świecie, trafiając również do Polski.

Nad Wisłą jest właśnie tym – zabawą dzieci, dalece zresztą nie wszystkich. A przy okazji wydawnictwa (zwłaszcza te specjalizujące się w fantastyce) wprowadzają przeceny książek, artyści tworzą okolicznościowe dzieła, do kin wchodzą filmy grozy, gdzieniegdzie urządzane są halloweenowe zabawy… Nic w tym złego.

No, ale są tacy, którym to przeszkadza. Przede wszystkim co bardziej fanatyczni przedstawiciele kleru katolickiego, prawica (głównie skrajna, w tym oczywiście PiS-owska) i całkiem liczni świeccy katolicy, którym zrobiono pranie mózgów.

Pojawiają się zatem na portalach społecznościowych deklaracje w stylu: „Jestem katolikiem, nie obchodzę Halloween” (cóż, nie ma obowiązku obchodzić, ale inna bajka, że katolicyzm i Halloween nie wykluczają się wzajemnie), z politycznych mównic i ambon sypią się gromy na bawiące się w duchy czy wampiry dzieci. No i padają argumenty satanistyczne – które, dodam, najbardziej mnie z tego wszystkiego bawią.

Oto, zdaniem wielu księży i otumanionych przez nich świeckich katolików, w tym polityków, czy raczej politykierów, ma Halloween być „świętem szatańskim”. Za uśmiechniętymi dyniami, przebierankami tudzież proszeniem o cukierki kryć się ma nie kto inny, a szatan we własnej śmierdzącej siarką osobie, diabeł, wąż starodawny, wróg Pana Boga (co ciekawe, koncepcję taką judaizm zaczerpnął z perskiego mitraizmu; wcześniej szatan był sługą Boga, zadaniem którego było wystawianie ludzkiej wiary na próbę). Jeśli zatem wkładamy lampkę do wystruganej dyni, oddajemy cześć szatanowi, i nieważne, że jest to zwyczaj pochodzący wprost z irlandzkiego katolicyzmu. Jeśli z okazji 31 października wybieramy się do kina na horror, oglądamy go w telewizji czy z płytki lub czytamy takie dzieło literackie, oddajemy cześć szatanowi. Jeżeli dziecko przebiera się za duszka lub inną podobną istotę, po czym zbiera cukierki, oddaje cześć szatanowi. Jeszcze tylko czarnej mszy brakuje.

To oczywiście wszystko kompletne brednie, by nie rzec – kłamstwa. Halloween – ani nasze Dziady, skoro już przy tym jesteśmy – z szatanem ani satanizmem nie ma nic wspólnego. Kler poszedł w strasznie tym dniem, ponieważ ma coraz mniej do zaproponowania; przekaz katolicki przestaje być atrakcyjny (między innymi, jak sądzę, dlatego, że coraz w nim mniej elementów pozytywnych), trwa laicyzacja. No dobra, są niby pochody Holly Wins, polegające na przebieraniu się na świętych katolickich, co ma być alternatywnym rozwiązaniem dla Halloween, ale chyba nie zdobyły większej popularności.

Cała ta ideologiczna wojna o dynię mogłaby bawić bądź żenować… ale ma swoją mroczną stronę. W mediach, np. społecznościowych, natknąć się można na informacje o sfantyzowanych osobach, które do cukierków wkładają… pinezki. Nie wiem, czy to prawda; mam nadzieję, że nie.

Cóż, niech każdy bawi się, jak lubi. Osobiście nie mam nic przeciwko Halloween, ale bliższe mi są słowiańskie Dziady. Z których, przypomnę, pochodzi większość zwyczajów praktykowanych w Polsce we Wszystkich Świętych i Zaduszki. Tak czy owak, zamierzam jutro (dziś zresztą też) poczytać i obejrzeć horrory.

Miłego świątecznego weekendu Wam życzę. Jeśli wybieracie się w podróż, zachowajcie ostrożność.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Smutna rocznica motoryzacyjna

Przejęcie

Na długi weekend