Nie dla ludzi
Kilka lat temu w mojej miejscowości zlikwidowany został oddział jednego z banków. Wkurzyło to wiele osób (w tym mnie, bo też mam w tymże banku konto), oznacza bowiem uciążliwość. Nie wszystko można załatwić przez aplikację – no i nie każdy ma ją w telefonie, nie każdy też musi umieć się nią posługiwać, np. dla osób starszych jest to problematyczne – z niektórymi więc sprawami trzeba jechać do oddziału w sąsiednim mieście; jeśli ktoś ma samochód, to pół biedy, w przypadku braku czterech kółek… no, to już gorzej. Na szczęście bankomat został, choć ostatnio nie działa najlepiej. Burmistrz, trzeba mu oddać honor, próbował przeciwdziałać zamknięciu placówki, ale nie zdołał mu zapobiec; cóż, nie jest wszechmocny, a kapitał mu nie podlega.
Teraz znów bierze się do podobnej roboty (oby z lepszym efektem), bo drugi bank, po sąsiedzku, też szykuje się do zamknięcia swojego oddziału. Mieszkańcy wzburzyli się jeszcze bardziej – nic dziwnego, sporo osób ma tam otwarte rachunki – powstały apele do podpisania (podpis swój złożyłem, mimo iż akurat w tym banku konta nie mam) i ogólnie wywierana jest presja na wiadomą instytucję, żeby placówkę pozostawiła. Czy szefostwo banku przychyli się do zdania swoich KLIENTÓW i reprezentującego ich burmistrza, czas pokaże.
W tym miejscu zaznaczyć trzeba, iż taka likwidacja oddziałów bankowych oznacza nie tylko utrudnienia dla osób korzystających z ich usług, ale też utratę miejsc pracy… Jest zatem szkodliwa i z gospodarczego, i ze społecznego punktu widzenia.
Z tejże samej miejscowości wycofuje się również mający tu przez lata swój zakład koncern (jeśli się nie mylę, należący do grupy kapitałowej tego kolesia, co to ogromny posąg Miriam z Nazaretu wystawił), będący jednym z głównych zatrudniających. A to już ogromne zagrożenie dla lokalnej stabilności ekonomicznej. Burmistrz ma nadzieję, że otwarcie niedalekiego węzła autostradowego pomoże znaleźć nowego inwestora…
Są to przykłady tego, jak działa kapitalizm. Jest to system nastawiony wyłącznie na zysk. Ten ma trafiać w ręce bardzo wąskiej grupy osób – właścicieli/udziałowców koncernów i korporacji, czyli oczywiście kapitalistów. Tej właśnie zasadzie wszystko jest podporządkowane, w tym oczywiście funkcjonowanie poszczególnych oddziałów firm (np. banków).
Głównym sposobem maksymalizowania zysku jest, jak wiemy, wyzyskiwanie klasy pracującej, czyli płacenie pracownikom mniej, niż wynosi realna wartość wytworzonych przez nich dóbr lub usług; im niższe są ich wypłaty, tym więcej pieniędzy mają kapitaliści. Drugą metodą są oszczędności na wszystkim, na czym się da (stąd tyle tandetnych towarów w sklepach). Przekłada się to, co oczywiste, na zatrudnienie. W systemie kapitalistycznym bardziej opłacalne (przynajmniej na krótką metę) jest mieć możliwie najmniej pracowników, w możliwie największym stopniu obciążonych (przeciążonych) obowiązkami zawodowymi. Do tego dochodzi wdrażanie rozwiązań prowadzących do redukcji zatrudnienia, takich chociażby, jak aplikacje bankowe (trochę inaczej jest z kasami samoobsługowymi w marketach, te bowiem wprowadzono dlatego, że sieci handlowe mają problem z pozyskaniem odpowiedniej liczny ludzkich pracowników; harówa jest zbyt nisko płatna, żeby się opłacała).
Człowiek w tym wszystkim się nie liczy, ani klient (wbrew temu, co głosi propaganda, w kapitalizmie wcale nie jest on „panem”; przeciwnie, ma być biernym, milczącym, bezwolnym konsumentem), ani tym bardziej pracownik. Kiedy kapitalistyczny wyzyskiwacz uzna, że daną placówkę firmy warto zlikwidować, to ją likwiduje, a produkcję przenosi do, powiedzmy, Bangladeszu. Że osoby zatrudnione tracą źródło dochodu, czyli środki do życia, klienci natomiast napotykają liczne utrudnienia, to już najmniejszego znaczenia nie ma. Byleby właściciel-pasożyt się nachapał.
A to tylko niektóre przykłady świadczące o tym, jak bardzo zły i nieludzki jest to system… W tym szkodliwy dla gospodarki poszczególnych miejsc, regionów i państw.
Komentarze
Prześlij komentarz