Protesty, protesty

W Hiszpanii od pewnego już czasu trwają coraz intensywniejsze protesty przeciwko marnej sytuacji mieszkaniowej. Biorą w nich udział tysiące osób, powstają całe miasteczka namiotowe, do akcji włączyły się największe centrale związków zawodowych. I bardzo dobrze! Dach nad głową to prawo człowieka, a państwo ma zakichany obowiązek zadbać, żeby wszystkie osoby obywatelskie miały gdzie mieszkać.

Ale Hiszpania nie jest jedynym krajem, w jakim wkurzone społeczeństwo wkroczyło do akcji. Potężne spazmy społeczne targają Francją. Tam we wrześniu zbuntowała się młodzież. Tak, osoby uczniowskie. Nastoletni świadomi obywatele domagać się zaczęli od władz państwowych rozwiązania problemów systemu edukacji: przyznania więcej środków na szkolnictwo publiczne, zwiększenia kadry nauczycielskiej (zbyt mało osób nauczycielskich przypada na przeludnione szkoły) czy chociażby remontów budynków szkolnych. Do protestów licealistów szybko przyłączyli się studenci, którzy blokować zaczęli kampusy uczelniane. Ale to nie koniec, bo wsparcia udzielili też przedstawiciele sektora publicznego. Urzędnicy dołączyli do protestów młodych ludzi, ponieważ i ich dotyka patologiczna polityka prawicowego, neoliberalnego/neokonserwatywnego rządu Macrona, zwłaszcza cięcia budżetowe. A że Francja (w odróżnieniu od takiej na przykład Polski) należy do państw, gdzie silne i aktywne są związki zawodowe, to również ich działacze włączyli się do walki, zapewniając protestującym, zwłaszcza młodym, osłonę przed państwowym aparatem terroru. A było przed czym osłaniać… i nadal jest.

Inaczej bowiem niż w Hiszpanii, gdzie walka przebiega pokojowo, francuskie władze i ich mundurowi siepacze zareagowali na młodzieżowy bunt nader brutalnie. Przeciwko protestującym wysłane zostały oddziały policji. Te urządzać zaczęły prowokacje, po czym atakowały uczestników protestu. Skala przemocy była i jest wielka. W ruch poszły pałki; gaz i gumowe kule; tak, mendy strzelają DO DZIECI!!! Czternastolatkowi gumowa kula wybiła zęby i złamała szczękę. Prawie jak w USA, Izraelu, Rosji czy Białorusi. Do tego dochodzą liczne aresztowania; w tydzień ponad pięć tysięcy osób trafiło za kratki, z czego aż około 90 proc. to nieletni. Jest to największa skala państwowej opresji we Francji od zakończenia II wojny światowej. Ofiarami, przypomnę, są w zdecydowanej większości młodzi ludzie, jeszcze niepełnoletni.

Prawicowe władze, zamiast usiąść do rozmów z protestującymi i zabrać się za rozwiązywanie podnoszonych przez nich problemów, poszły zatem w stronę terroru i represji. Rozpoczęły też załganą propagandową ofensywę w mediach, za protesty obwiniając nie autentyczne problemy społeczne i ekonomiczne, ale już to polityczną opozycję, która niby to ma szczuć młodzież do walki, już to migrantów, jacy jakoby się nie zasymilowali. To oczywiste kłamstwa, ale ochoczo podchwyciły je polskie media i nadwiślańska prawica.

Prawda jest taka, że zarówno w Hiszpanii, jak i we Francji wychodzi na jaw, iż kapitalizm jako system społeczno-ekonomiczny pogrąża się w kryzysie i nie jest w stanie rozwiązywać podstawowych problemów społecznych, związanych już to z mieszkalnictwem, już to z edukacją, już to z innymi potrzebami. Zajmować się nimi musi nie mityczny rynek (bez uzasadnienia nazywany „wolnym”), lecz państwo. Ludzie w poszczególnych krajach coraz lepiej to rozumieją, jeśli zatem rządy ignorują kwestie społeczne, następuje obywatelskie wzburzenie, opór, a nawet bunt, jak w Hiszpanii czy, w jeszcze większej skali, Francji.

Warunkiem takiego obrotu spraw jest powszechny etos wolności oraz świadomość klasowa. I Hiszpanie, i Francuzi wykazują się jednym oraz drugim. Nad Sekwaną jest to szczególnie warte podkreślenia tudzież pochwały, ponieważ świadomość własnych interesów klasowych zamanifestowali tam ludzie naprawdę młodzi.

Krótko mówiąc, kapitalizm gnije i wali się, a ludzie coraz aktywniej buntują się przeciwko systemowi.

Jednakże w Polsce na taki rozwój wypadków nie możemy liczyć, przynajmniej jeszcze długo. Wbrew bowiem powszechnemu mitowi, nie ma u nas etosu wolności (ostatni raz wystąpił w XIX wieku, podczas powstania styczniowego, później objawiał się co najwyżej regionalnie), lecz – stanowiący ponury relikt pańszczyzny i ideologicznej dominacji katolicyzmu – etos parobka. Jesteśmy mentalnie zaprogramowani do pochylania łbów i zasuwania na bogactwa kapitalistów, choćby za darmo. Młode z kolei pokolenia Polaków mają w wielu przypadkach mózgi wyprane przez prawicę, zarówno umiarkowaną, jak też skrajną, co jest oczywiście konsekwencją rządów solidaruchów i szerzenia przez nich (oraz media) załganej propagandy. Toteż nie tylko popierają prawicowych pachołków kapitalistów, lecz także, co gorsza, o marny swój los, wynikający z kapitalistycznych patologii, obwiniają nie system, ale samych siebie; to nie ich wina, tak im wmówiono.

Dlatego na protesty takie jak w Hiszpanii czy Francji w (k)raju nad Wisłą raczej nie ma co liczyć. Niemniej, kto wie, jakie trendy przyjdą do nas ze świata… A i walący się system może wymusić walę o wolność.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odbieranie dobrego

Smutna rocznica motoryzacyjna

Przejęcie