Szczujący premierzy

We Francji zamieszki przybrały na sile, doszło nawet do spalenia zabytkowego ratusza. Policja szerzy terror, trwają największe represje od zakończenia II wojny światowej, a władze z prezydentem Macronem na czele, zamiast usiąść do rozmów z protestującymi i zastanowić się nad sposobami rozwiązania problemów społecznych, przeciwko którym odbywają się protesty, planują ograniczenie najważniejszych praw obywatelskich, w tym zwłaszcza wolności zgromadzeń; ot, „liberalna demokracja” przestaje być demokratyczna, kiedy osoby obywatelskie nie zachowują się po myśli polityków i, co ważniejsze, kapitalistów. Niedawno wielkie demonstracje miały też miejsce w Hiszpanii, na tle problemów mieszkaniowych. Na ulice wyszli Albańczycy i również walczą ostro, domagając się dymisji premiera, za to, że sprzedał jedną z albańskich wysp Jaredowi Kushnerowi. I tak dalej; ogólnie świat zaczyna wrzeć.

Ani we Francji, ani w Hiszpanii, ani w Albanii, ani w Belgii (gdzie też doszło do protestów) za rzeczonymi wydarzeniami nie stali imigranci. Akcje społeczne dotyczą kwestii socjalnych i gospodarczych, a w Albanii politycznych, nie zaś migracji. Oczywiście media przedstawiają to zupełnie inaczej, w sposób niemający nic wspólnego z faktami; „obcy” mają być wszystkiemu winni.

I nie tylko media, bo prawicowi politycy, działając rzecz jasna ze smyczy kapitalistycznych wyzyskiwaczy, idą dokładnie tym samym tropem. Ostatnio premierzy Polski i Węgier, Donald Tusk i Peter Magyar (też prawicowa swołocz, drugi Orban, tyle że udający euroentuzjastę), głośno potępiali migrantów i mówili o uszczelnieniu europejskich granic. Zapewne w tak zbrodniczy sposób, w jaki odbywa się to na naszej rubieży z Białorusią, która od lat pozostaje dosłownie strefą śmierci.

Słowa obu premierów to typowe szczucie; migranci i uchodźcy (to dwie różne kategorie, których nie należy mylić!) mają być kozłami ofiarnymi, obarczanymi winą za kryzys przeżartego zgnilizną, dążącego do upadku kapitalizmu. Nie wiem, jak Magyar, ale Tusk chce przy tym pozyskać przesiąknięty nietolerancją i nienawiścią – w tym rasizmem oraz ksenofobią – elektorat skrajnej prawicy. To się nie uda, hitlerowcy zawsze będą woleli oryginały w postaci PiS-u, obu Konfederacji, Ruchu Narodowego i im podobnego brunatnego szlamu, zamiast KO, czyli podróby, niemniej treści rasistowskie oraz ksenofobiczne wejdą (a raczej JUŻ weszły) do dyskursu publicznego jako coś normalnego, poprawnego, a nawet pożądanego; tak samo kiedyś Hitler zrobił z antykomunizmem i antysemityzmem. Skutki, co oczywiste, mogą być tragiczne i przerażające. No i nie zapominajmy, że premier Polski sam jest rasistą i ksenofobem, rzecznikiem „białej” Europy…

Inny polityczny cel, jaki kryje się za owym prawicowym szczuciem na migrantów, już wspomniałem. Jest nim odwrócenie społecznej uwagi od upadku systemu, któremu Donald Tusk, Peter Magyar oraz wszyscy inni prawicowi politycy z każdego państwa ulegle służą, czyli oczywiście kapitalizmu. Ten, zwłaszcza w dominującym neoliberalnym/neokonserwatywnym wydaniu, w coraz bardziej widoczny i odczuwalny sposób od dekad doprowadza do rosnącej biedy, nierówności społecznych, dyskryminacji majątkowej i przestrzennej (kto urodził się w dzielnicy nędzy lub na wsi, traktowany jest jako gorsza osoba i nie ma szans na poprawę swojej pozycji społecznej, co we Francji stanowi narastającą od dekad patologię), drożyzny oraz innych problemów społecznych, ekonomicznych tudzież gospodarczych. Jak pisałem wczoraj, gdzie kapitalizm, tam bieda; jest ona niezbędna kapitalistom, aby uzyskiwali swe niezmierzone bogactwa. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób w poszczególnych państwach buntuje się przeciwko temu; zwłaszcza, że w takiej Francji – niestanowiącej pod tym względem wyjątku – Macron to właśnie na osoby mniej zamożne przerzuca koszta kryzysu i spustoszenia gospodarki oraz budżetu przez swoje rządy (np. chce ograniczyć, i tak coraz marniejsze, świadczenia społeczne).

Kapitalizm zatem upada pod ciężarem reakcji społecznej i gospodarczej na wygenerowane przez siebie patologie (z drugiej strony, jak pisałem wczoraj, bieda sama w sobie jest warunkiem istnienie i funkcjonowania tego systemu), ale prawica – polityczna reprezentacja klas pasożytniczo-wyzyskujących, a zarazem panujących – nie chce, ani nie może tego zaakceptować. Szuka więc innego, na którego będzie można scedować społeczny gniew (identycznie cesarz Nero, a raczej jego doradca Tygellinus, zrobił z chrześcijanami po wielkim pożarze Rzymu). Migranci, jako „obcy” idealnie się do tego nadają. Łatwo można ich oskarżyć, że „kradną socjal” (no to w Polsce nie mają czego kraść, socjalu bowiem u nas prawie nie ma…), „odbierają miejscowym pracę” (w istocie podejmują formy zatrudnienia, które często są nieopłacalne ze względu na zbyt niskie płace, a i z tym mają problem; zresztą, jest to sprzeczne z „kradzieżą socjalu”), „chcą gwałcić kobiety” (o to podejrzewa się zwłaszcza muzułmanów), „to sami lenie i przestępcy” (jak zatem mają zabierać pracę miejscowym?), itd. Doskonale cele do politycznej nagonki.

Zamiast zatem realnie rozwiązywać problemy społeczne – co oznaczałoby konieczność odejścia od kapitalizmu i zastąpienia go innym, sprawiedliwym systemem, czyli jakąś formą socjalizmu – prawicowi politycy szczują na obcokrajowców. Liczą, że ludzie będą walczyli między sobą, a nie z patologicznym systemem, który mimo iż gnije, zniewala proletariat, a przynosi wielkie bogactwa wyzyskującym go kapitalistom.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odbieranie dobrego

Smutna rocznica motoryzacyjna

Przejęcie