Pomarańczowy dyktator-terrorysta
Stało się. USA kilka dni temu zaatakowały Wenezuelę. Konkretnie, zbombardowały jej stolicę, Caracas, amerykańscy zaś komandosi uprowadzili prezydenta Nicolasa Maduro wraz z małżonką. Ten akt terroryzmu, sprzeczny z jakimkolwiek prawem międzynarodowym, odbył się najprawdopodobniej za cichym przyzwoleniem wenezuelskich generałów i części polityków, którzy sprzedali nie tylko prezydenta, ale i własny kraj. Na razie władzę objęła tam wiceprezydentka, która krytykuje amerykański atak. Tymczasem Donald Trump zapowiedział przejęcie przez Stany Zjednoczone pełnej kontroli nad Wenezuelą, a zwłaszcza tamtejszymi złożami ropy naftowej.
Bo o to właśnie chodzi, o największe na świecie złoża tegoż surowca. A także złota, gazu, litu czy metali ziem rzadkich. Maduro nie chciał ich udostępnić amerykańskim koncernom, no to został porwany, co poszło imperialistycznym terrorystom tym łatwiej, że prezydent ów nie cieszył się aż takim poparciem, co jego poprzednik, Hugo Chavez. Jest to kontynuacja wieloletniej imperialistycznej polityki USA wobec Wenezueli. Najpierw tak manipulowały cenami ropy naftowej, aby wywołać tam kryzys gospodarczy (to zresztą poważny błąd Maduro, że nie zdywersyfikował gospodarki, lecz niemal w całości oparł ja na eksporcie owego surowca), a co za tym idzie, społeczny. Następnie, już za kadencji Trumpa, ponawiano groźby wobec tego kraju, w tym interwencji militarnej, stawiając przy tym warunki oddania Stanom Zjednoczonym złóż. Skończyło się na zbombardowaniu stolicy i porwaniu prezydenta. To znaczy, na dzień dzisiejszy się skończyło, bo przecież sytuacja jest rozwojowa.
A Trump już mówi, że „trzeba coś zrobić z Meksykiem” (tamtejsze władze też dążą do zachowania niezależności politycznej i gospodarczej od USA), groźnym wzrokiem spogląda na Kubę, wreszcie znów mówi o zajęciu przez USA Grenlandii, która ma być Stanom Zjednoczonym jakoby „niezbędnie potrzebna”, również w „celach obronnych” (jako żywo przypomina to „argumenty” Putina o przejęciu Ukrainy). W ogóle obecna doktryna polityczna Waszyngtonu zakłada hegemonię nad Półkulą Zachodnią; atak na Wenezuelę pokazuje, jakimi metodami USA będą dążyły do tejże. Do kogo należeć ma Półkula Wschodnia, imperialistyczna doktryna nie precyzuje, ale Trump nie ukrywa wrogości wobec Unii Europejskiej oraz chęci jej destabilizacji poprzez wspieranie ugrupowań i organizacji skrajnie prawicowych (identycznie, jak to czyni pewien car).
Innymi słowy, amerykański imperializm staje się coraz bardziej agresywny, USA zaś jawnie pokazują, że są państwem terrorystycznym. Takim, co kompletnie ignoruje prawo międzynarodowe, a w imię własnych interesów (tzn. interesów swoich kapitalistów, naturalnie) gotowe jest popełnić każdy czyn, choćby zbrodniczy. Suwerenność innych państw w oczach Białego Domu nie ma najmniejszego znaczenia; jeśli nie chcą się podporządkować waszyngtońskim instrukcjom, można je zbombardować, a tamtejszych prezydentów – legalnie wybranych – uprowadzić i jeszcze chcieć ich sądzić pod lipnymi zarzutami.
Imperializm amerykański co najmniej od zakończenia II wojny światowej stanowił główne zagrożenie dla światowego pokoju i bezpieczeństwa. Do czasów wszelako Donalda Trumpa utrzymywał się w pewnych ryzach. Trump, niestety, jest znacznie bardziej niebezpieczny niż jego poprzednicy, pozostaje bowiem narcyzem, niepotrafiącym się kontrolować, bez poczucia jakiejkolwiek odpowiedzialności, żądnym władzy, nieliczącym się z nikim ani niczym, na czele z normami prawnymi. To tyran z mózgiem rozkapryszonego dziecka, któremu od zawsze wmawiano, że wszystko mu wolno. Określenie „małpa z brzytwą” pasuje do niego idealnie… no, może jest obraźliwe dla małpy.
Zauważyć trzeba, iż Trump, atakując Wenezuelę, złamał nie tylko prawo międzynarodowe, ale też wewnętrzne amerykańskie. Atak ów odbył się bowiem bez zgody Kongresu, czyli z pominięciem parlamentu. W ogóle od początku drugiej swej kadencji Trump wiele uczynił, ale zminimalizować Kongres (oraz sądownictwo) i praktycznie wyrugować go z politycznego procesu decyzyjnego. Zachowuje się więc jak typowy dyktator, dla którego parlament o zredukowanej roli jest li tylko tłem. A do tego jest terrorystą, coraz chętniej sięga wszak po politykę gróźb, zastraszania i zamachów, czego doświadcza właśnie Wenezuela, a w kolejce czekają zapewne Meksyk, Kuba, Grenlandia, może Kanada…
Poza Trumpem są jeszcze inni zbrodniarze, którzy rządzą przy pomocy podobnych metod. Ot, Binjamin Netanjahu, premier Izraela, żeby daleko nie szukać. Albo Narendra Modi, premier Indii. Ale żaden z nich nie dysponuje AŻ TAKIM arsenałem, jak Trump.
Pomarańczowy dyktator-terrorysta jest zatem dosłownie najbardziej niebezpiecznym człowiekiem na naszej planecie, zwłaszcza, że nie ma żadnej samokontroli, wyzwolił się też – jak wygląda – spod kontroli instytucjonalnej (lub jest na dobrej ku temu drodze). To taki Adolf Hitler z bronią atomową. Ma ambicje do rządzenia światem. Skończyć się to może tragicznie.
Komentarze
Prześlij komentarz