Posty

Bomby na faszystów

Minionej nocy Iran wystrzelił rakiety, te zaś spadły na wojskowe obiekty i lotnisko w okolicach Tel Awiwu. Celem były bazy myśliwców F-35 oraz F-15, baza Mosadu oraz lotnisko wojskowe. Oczywiście, świat zachodni drze teraz szaty nad ”zaatakowanym” Izraelem, który jeszcze niedawno dopuścił się zamachu na przebywających w Iranie przedstawicieli Hamasu i Hezbollahu, na co wczorajszy atak rakietowy był odpowiedzią. W tym miejscu zauważyć trzeba, iż bombardowanie wymierzone było w cele militarne, nie cywilne. Tymczasem… Ano właśnie. Izrael od blisko roku (minie w najbliższy poniedziałek) dopuszcza się straszliwego ludobójstwa w Gazie, nie tylko mordując tam masowo Palestyńczyków, ale i niszcząc cały ich dobytek, czyli m.in. bombardując obiekty cywilne: domy mieszkalne, szpitale, szkoły… Nasila również terror na Zachodnim Brzegu Jordanu. Jest to, jak wielokrotnie pisałem, „tylko” kontynuacja zbrodniczej polityki wobec okupowanej Palestyny, uskutecznianej od 1948 roku. Do tego w ostatnic...

Wódczana chciwość kapitalistów

Na początek mała informacja związana z tematem notki. Nie jestem przeciwnikiem napojów alkoholowych jako takich. Wiele z nich lubię, np. piwo, co nie zmienia faktu, że obecnie ich nie piję, ponieważ zażywam leki na depresję. I nie wiem, czy do picia alkoholu wrócę nawet w sytuacji, kiedy będę mógł medykamenty owe odstawić (o ile kiedykolwiek to nastąpi); po prostu za nim nie tęsknię, nie jest mi potrzebny do codziennej egzystencji. W określonych, niewielkich ilościach napoje alkoholowe są całkiem zdrowe, chociażby wspomniane piwo zawiera dużo witamin oraz pozytywnie działa na nerki. Nie zmienia to faktu, że nadużywany alkohol jest substancją uzależniającą (o wiele bardziej niż marihuana), a jego spożycie wpływa na reakcje psychomotoryczne, przez co w licznych sytuacjach jest niebezpieczne. Dlatego ograniczenia związane z reklamowaniem i sprzedażą wiadomych napojów uważam za słuszne. Przy czym pełna prohibicja, co swego czau udowodniono w USA, jest jeszcze gorsza. Alkoholizm, podob...

Rzezie dla deweloperów

Ludobójstwo w Gazie (za tydzień minie rok od jego rozpoczęcia), popełniane przez hitlerowskie władze Izraela (to się nazywa paradoks dziejowy… i to jakże tragiczny!), miało i nadal ma liczne cele polityczne, ekonomiczne oraz społeczne. Jednym z nich – o czym, jeśli dobrze pamiętam – parę ładnych razy wspomniałem – jest pozyskanie terenów pod deweloperskie inwestycje. Czyli wymordowanie Palestyńczyków, w sadystyczny najczęściej sposób, i zrównanie z ziemią wszystkiego, co posiadają, aby w to miejsce wejść mogli kapitaliści planujący budowę luksusowych apartamentowców dla przedstawicieli amerykańskiej burżuazji. Nie jest to pustosłowie; wkrótce po rozpoczęciu rzeczonego ludobójstwa jedna z moich facebookowych znajomych na swoim profilu otrzymała komentarz od faceta, który wprost stwierdził, że kupił działkę w Gazie, zapłacił za nią i oczekuje pozbycia jej się obecnych mieszkańców. Oczywiście terror izraelski do Gazy się nie ogranicza. Nasila się on również na Zachodnim Brzegu Jordanu,...

Nie kupują drogo

W mojej pierwszej płatnej (acz i tak musiałem do niej dokładać, benzyna wszak z nieba się nie lała ani nie leje, co w połączeniu ze stresem i zmęczeniem stanowiło jeden z czynników obecnej depresji) pracy wmawiano mi, że „ludzie nie kupują tanich rzeczy”; ci, którzy tak twierdzili, sami najprawdopodobniej w to wierzyli. Cóż, klienci burżuazyjni (acz pewnie nie wszyscy) może faktycznie stawiają na „markową” drożyznę, jednak… Wojna reklamowa między dwoma sieciami dyskontów trwa w najlepsze i przybiera coraz bardziej żenującą formę. Samych spotów, jakie lecą w telewizji z powalającą częstotliwością, komentować nie zamierzam, lecz na jedną ważą sprawę zdecydowanie należy zwrócić uwagę. Otóż, sieci te rywalizują między sobą o to, która zapewni NIŻSZE ceny (de facto różni się to w zależności od poszczególnych produktów, a przy obecnej inflacji i tak wszystkie kwoty gnają w górę); kupujących przyciągnąć zamierzają, mówiąc: „U nas jest TANIEJ!”. Oglądam mało reklam, niemniej przypuszczam...

Strach przed moto-smokiem

Na europejskim rynku motoryzacyjnym nasila się panika, ekspansja marek chińskich bowiem nie ustaje. Nie pomagają nawet takie rozwiązania jak cła nakładane (pytanie, na ile zgodnie z prawem) przez Komisję Europejską. Samochody rodem z Państwa Środka nadal są tańsze niż konkurencja z Europy, Japonii, Korei Południowej czy USA (Tesla na przykład), a wcale nie wydają się gorsze; spełniają też wszelkie nasze normy bezpieczeństwa oraz emisji spalin. Cieszą się więc coraz większym powodzeniem wśród kierowców w poszczególnych państwach, Polskę wliczając. Warto zauważyć, że niektóre marki wcale nie mają chińskiego rodowodu. Przykładowo, MG to producent brytyjski, przed lat wykupiony i uratowany przez Chińczyków; w Wielkiej Brytanii nadal ma zresztą centrum rozwojowe. Inne, czysto chińskie koncerny, rozglądają się za miejscami pod budowę fabryk w Europie, co pomoże im ominąć cła… oraz pozyskać tanią siłę roboczą. Rzecz jasna, auta nie są pierwszym rodzajem towarów z Chin, jakie wchodzą na e...

Mordercy wilków

Do Sejmu trafia obywatelski projekt ustawy o prawach zwierząt. Można przewidywać, osoby obywatelskie z których ugrupowań go poprą, a z których nie. Tymczasem zaś rozkręca się jesienny sezon łowiecki, jak ładnie nazywa się rzeź. Mordercy zwierząt znów będą kąpali się we krwi przedstawicieli różnych gatunków, dając upust swoim zwyrodniałym żądzom, a pieniądze popłyną szerokim strumieniem (o czym za chwilę). W tym roku na celowniku, i to w całej Europie, najprawdopodobniej znajdą się wilki (nie tylko one, po prostu na nich skupia się propagandowa nagonka, gdyż widocznie ktoś chce najwięcej bulić za pozbawianie ich życia). W oczy rzucił mi się post informujący, że o „konieczności ograniczenia liczebności” tych wspaniałych zwierząt (i tak nazbyt mało licznych, aby mogły utrzymać równowagę ekosystemu) wypowiadał się Donald Tusk. Nie wiem, czy to prawda, ale jeśli tak, premier idzie po prostu w ślady Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej, która głośno nawołuje do mas...

Bez wizy tu i tam

Gdybym chciał wybrać się do Chin, nie potrzebowałbym wizy. Chińska Republika Ludowa zniosła bowiem niedawno obowiązek wizowy dla osób obywatelskich Polski, podczas gdy wcześniej musieli go przestrzegać nawet ludzie legitymujący się paszportem dyplomatycznym. Teraz wystarczyłby mi paszport, wypełnienie formularza na lotnisku, i uzyskałbym pozwolenie na pobyt przez określony czas w ojczyźnie najstarszej cywilizacji świata. Trochę się to kłóci z obrazem Chińskiej Republiki Ludowej, jaki nieustannie przekazuje nasza propaganda, na zlecenie imperialistów z USA zresztą. A mówi ona, że jest to państwo totalitarne, jeden wielki obóz pracy, gdzie ludzie zasuwają za darmochę (jakkolwiek często mają WYŻSZE zarobki niż w Polsce i innych państwach Unii Europejskiej; niestety, to my, Europejczycy, stajemy się tanią siłą roboczą dla Chińczyków), panuje straszliwy zamordyzm, a władze w Pekinie nie tylko chcą podbijać cały świat (mimo iż Chiny od zakończenia wojny koreańskiej tylko raz zaatakowały z...