Posty

Cud skomercjalizowany

Na początek, znów wypada mi przeprosić za brak piątkowej notki. Po raz kolejny wypadł mi dość istotny wyjazd. A teraz przechodzimy do meritum. Sierpień to w katolicyzmie polskim miesiąc pielgrzymek. Wiele osób mniej lub bardziej (no, może jednak mniej niż w poprzednich latach; laicyzacja wszak postępuje, szczególnie wśród młodego pokolenia) ruszczy pieszo lub rozlicznymi pojazdami mechanicznymi już to na Jasną (choć raczej należałoby powiedzieć: Brunatną) Górę (częstochowianie podobno nie lubią tego, gdyż pielgrzymi zaburzają im spokój i zanieczyszczają miasto, a wielu spośród nich to naziole), już to do rozmaitych kalwarii. A księża i kościelnie hierarchowie mają udój. Jako zwolennik pełnej wolności sumienia i wyznania, nie mam nic przeciwko pielgrzymowaniu jako takiemu; pod warunkiem oczywiście, że pielgrzymi nikogo nie krzywdzą, niczego nie niszczą, a ludzie nie są w taki czy inny sposób przymuszani do udziału w pielgrzymach. W Polsce są one zresztą – czy przynajmniej jeszcze ...

Rocznica drogiej imprezy

Zerkając dziś do kalendarza, widzimy datę 3 sierpnia. Co w niej takiego szczególnego? Ano to, że dzień ów jest niezbyt szczęśliwą rocznicą. Albowiem równo trzydzieści trzy lata temu do szkół publicznych – najpierw podstawowych – wprowadzono katechezę, oczywiście katolicką. Odpowiadał za to pierwszy postsolidarnościowy (targowicki) rząd Tadeusza Mazowieckiego. Premier ów w 1990 roku startował w pierwszych powszechnych wyborach prezydenckich, a jego głównym konkurentem był inny solidarnościowiec (na pograniczu solidarucha), Lech Wałęsa. Cieszył się on ogromnym poparciem Kościoła katolickiego, konkretnie zaś duchowieństwa oraz hierarchów. Tychże pan Mazowiecki spróbował przekupić, by zachęcali do głosowanie na niego, i temu właśnie służyło wprowadzenie katechezy do szkół publicznych. Nie udało się, premier w wyborach prezydenckich ostatecznie zajął trzecie miejsce… lecz rela w budach została. A jej nauczanie usankcjonował konkordat, zawarty przez postsolidarnościowy (targowicki) rząd...

Połowa drogi do koszmaru

Zaczął się nam sierpień, połowa zatem wakacji – szkolnych przynajmniej – radośnie sobie minęła. Nowy rok szkolny zbliża się wielkimi krokami; biorąc pod uwagę, kto w (k)raju nad Wisłą odpowiada za wątpliwą edukację, i jak bardzo sfera ta została w ostatnich latach zniszczona, spodziewać się należy, że miesiące od września do końca czerwca dla jeszcze większej niż dotychczas liczby osób uczniowskich będą jeszcze gorszym koszmarem, przybędzie młodych ludzi zmagających się z różnorakimi problemami psychicznymi, a nadmiar lekcji tudzież zadań domowych zaszkodzi ich zdrowiu fizycznemu. Mówiąc krótko, drogie dzieci i młodzieży, szykujcie się na kolejną traumę! Która już się z wami wita, mimo iż w szkolne podwoje wstąpicie dopiero za kilka tygodni. Oto bowiem branża handlowa na zbliżającym się końcu wakacji JUŻ zaczęła trzepać kasiorę. Popularna sieć dyskontów – zapewne nie ona jedna (innych nie sprawdzałem), a jeśli nawet, to pozostałe na dniach do niej dołączą – już ogłasza wielką ak...

Dwaj literaci z Powstania

Dziś siedemdziesiąta dziewiąta rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Było ono jedną z największych tragedii w dziejach Polski. Ogarnięte debilną obsesją antyradziecką i przepełnione chorymi, oderwanymi od rzeczywistości ambicjami dowództwo Armii Krajowej i władze Polski Podziemnej posłały w bój z uzbrojonymi po zęby, szykującymi się do odparcia radzieckiej ofensywy wojskami niemieckimi praktycznie bezbronnych żołnierzy, głównie młodocianych (a nawet dzieci!). Szans na zwycięstwo nie było, powstańcy zmasakrowani zostali podczas sześćdziesięciu trzech dni krwawych walk – zginęło ich ponad 200 tys., do czego doszło przeszło 100 tys. ofiar cywilnych – a stolica legła w gruzach. Innymi słowy, Powstanie Warszawskie zakończyło się klęską, nie tylko militarną, lecz także polityczną, bo ułatwiło stalinistom przejęcie władzy w Polsce po wojnie (inna bajka, że gdyby państwo nasze znalazło się nie w radzieckiej, lecz w amerykańskiej strefie wpływów, mielibyśmy o połowę niż obecnie mniejsze te...

Świecka Polska

W miniony weekend kolejną konwencję programową miała Lewica – tym razem dotyczyła ona świeckiego państwa, czyli czegoś, czym Polska jest na papierze, ale nie w rzeczywistości; odkąd bowiem klerykalna prawica postsolidarnościowa, oszukawszy miliony ludzi, dorwała się w 1989 roku do władzy, buduje nad Wisłą państwo wyznaniowe, które pod PiS-owskim nie-rządem przybiera szczególnie prymitywną, brutalną formę. Solidaruchy podporządkowały nas nie tylko międzynarodowym koncernom i korporacjom, wyprzedając im ojczyznę (cóż, CIA w latach 80. płaciła, światowy kapitał zażądał wyrazów wdzięczności), ale też Kościołowi katolickiemu. Związek ów wyznaniowy zyskał gigantyczną, niezasłużoną pozycję: ogromny wpływ na prawodawstwo (zwłaszcza dotyczące praw kobiet i osób LGBT+), przywileje fiskalne i majątkowe, nieruchomości… Kultura została w znacznej mierze sklerykalizowana, katolicyzm stał się wyznacznikiem norm moralnych, narzucanych i regulowanych przez instytucje publiczne ze szkołami na czele, a ...

Nasze drogie wakacje

Na początek, serdecznie przepraszam za brak notki wczoraj. Miałem ważny wyjazd. A teraz do meritum. Wakacje (szkolne przynajmniej) dobiegają do półmetka, sezon jest w pełni, ludzie wydają pieniążki w różnych ośrodkach turystycznych… Ano właśnie, mamy najdroższe wakacje w historii, przynajmniej licząc od początków III RP. Wiadomo, inflacja, spowodowana z jednej strony czynnikami międzynarodowymi (postępujący kryzys systemowy, na których korzystają klasy pasożytniczo-wyzyskujące, spekulując cenami), z drugiej polityką monetarną PiS-owskiego nie-rządu. Szybki wzrost cen dotyka większości, o ile nie wszystkich państw kapitalistycznych, w niektórych wszelako jest szczególnie boleśnie odczuwalny z uwagi właśnie na rządowe działania pomagające kapitalistom łupić obywateli; Polska zalicza się, niestety, do owego grona. Obok cen rosną również wszelkie opłaty. A że do krezusów się nie zaliczamy, inflacja spycha wielu spośród nas poza granicę ubóstwa. Toteż coraz więcej osób rezygnuje z wak...

Płoną śmiecie, płoną

W Zielonej Górze spłonęło nielegalne składowisko odpadów. Nie pierwszy to taki pożar w (k)raju nad Wisłą; wybuchają one co jakiś czas, a ich konsekwencje zarówno dla środowiska naturalnego, jak i dla zdrowia ludzkiego są fatalne. Nie trzeba zresztą, aby śmiecie owe stanęły w ogniu, ponieważ samo ich składowanie jest szkodliwe dla całego otoczenia i zamieszkujących je istot żywych, ludzi oczywiście wliczając; logiczne, skoro to toksyny. Niejaki Kaczyński Jarosław, nieoficjalny, acz – o zgrozo! – faktyczny władca Polski, prezes Bezprawia i Niesprawiedliwości, migiem znalazł winnego. Jeśli sądzicie, że uznał za takowego Donalda Tuska, to oczywiście macie rację. Zdaniem Kaczyńskiego, to przewodniczący PO sprowadza do Polski „niemieckie śmieci” (serio, facet rzeczywiście tak powiedział), które potem radośnie sobie płoną… Wiadomo, że to element kampanii wyborczej, w której – już to widać – zagadnień merytorycznych prawie nie będzie (może tylko Lewicy uda się jakieś przemycić, bo próbuje...