Posty

Ci, co chcą żyć

Wściekłość – jak to często bywa, podszyta lękiem – znów ogarnęła polskich kapitalistycznych wyzyskiwaczy, a wraz z nimi ich pachołków z prawicowego (podszywającego się pod liberałów) komentariatu. Wywołała ją postawa młodego pokolenia osób obywatelskich Polski. Jakaż to? Ano, ludzie ci oczekują od pracy wysokich zarobków i czasu wolnego. W kapitalistach tudzież ich politycznych oraz medialnych sługusach wzbudza to furię. No bo jak ktokolwiek – a zwłaszcza człowiek dopiero wchodzący na rynek pracy lub obecny na nim od niedawna – w ogóle śmie domagać się zapłaty za robotę?! Przecież ma zasuwać za miskę ryżu, co potwierdził nawet obecny premier nie-rządu Jarosława Kaczyńskiego, jeszcze w czasach, gdy doradzał Donaldowi Tuskowi. I straszliwa jest u tych młodziaków czelność, skoro chcą mieć czas wolny! Odpoczynek im się marzy! A harować po szesnaście lub dwadzieścia cztery godziny na dobę przez sześć do siedmiu dni w tygodniu to nie ma komu! No to doczekali się młodzi Polacy łatki „materi...

O maturze słów kilka

No i zaczął się sezon matur. Dziś pierwszy egzamin, jeśli się nie mylę. Wszystkim więc osobom do niego przystępującym, serdecznie życzę powodzenia. Jak obecnie, to znaczy w szkole Czarnka, wygląda matura, nie wiem, ale podejrzewam, że gorzej niż w moich czasach. A przynależałem do drugiego rocznika deformy systemu edukacji (wówczas jeszcze można było o niej mówić, jakkolwiek z coraz większym trudem i cudzysłowem) rządu AWS-UW, która wprowadziła gimnazja i trzyletnie liceum; do szkół owych uczęszczałem. Ze swojego egzaminu maturalnego zapamiętałem głównie to, że rozpoczynając szkołę średnią, nie wiedziałem, jak ma on wyglądać (nijaka polityka informacyjna w tym zakresie nie funkcjonowała, przez co zresztą źle wybrałem profil, fundując sobie trzy lata najgorszego w życiu – serio! – koszmaru), ulgę, że nie musiałem zdawać matematyki (nie była wtedy obowiązkowym przedmiotem maturalnym) oraz to, iż wymagano ode mnie głównie bezmyślnego wypełniania testów (co zmieniło się, gdy poszedłem na...

Majówka

Dziś 2 maja, święto flagi i godła Rzeczypospolitej Polskiej. Formalnie nie jest to dzień wolny od pracy, wielu jednak ludzi bierze na ten czas urlop, wydłużając sobie majowy weekend, czyli majówkę. Jutro bowiem dzień wolny będzie, święto zarówno państwowe – rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja – jak i kościelne (uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski). Tego drugiego aspektu nie będę komentował, gdyż jest to kwestia osobistych przekonań religijnych każdego z nas. Co do pierwszego… cóż, czcimy raczej mit związany z pierwszą polską ustawą zasadniczą, niż realia z nią związane. A wyglądały one tak, że był to kiepski, nawet jak na ówczesne czasy, gdyż ustrojowo wsteczny (wobec wcześniejszej konstytucji amerykańskiej i o kilka miesięcy późniejszej francuskiej) akt prawny, który większości społecznych problemów Polski nie rozwiązywał… za to przyjęto go w drodze zamachu stanu, co doprowadziło do zawiązania konfederacji targowickiej (pierwsza polska polityczna prawica), która...

Święto ludzi pracy

Dziś Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy, czyli święto klasy robotniczej/pracującej, obchodzone od 1890 roku, a wprowadzone rok wcześniej przez II Międzynarodówkę, celem uczczenia ofiar maskary robotników z Chicago w maju 1886 roku. W Polsce stało się ono świętem państwowym w 1950 roku. I jest nim do dziś, mimo iż rządząca po 1989 roku prawica postsolidarnościowa (solidaruchy, targowica, marionetki USA, Watykanu oraz międzynarodowych koncernów i korporacji) z całego serca chciałaby je wyrugować. Nie uczyniła tego chyba głównie z obawy przed gniewem obywateli, zdecydowanie niechętnym (jak najbardziej oczywiście słusznie) odbieraniem im dni wolnych od pracy; zrobiła za to wiele, by „ukryć” Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy w cieniu 3 Maja, czyli święta Konstytucji 3 Maja (nie ma czego czcić, chyba, że mit) i Matki Bożej Królowej Polski (to już kwestia wiary religijnej). Niemniej, 1 Maja wciąż jest w Polsce – na szczęście! – zbiorowo świętowany. Nie tyle w formie p...

Protest księgarzy

Majówkowo będzie w przyszłym tygodniu, a dziś o proteście, którym polskie media, jak sądzę, średnio się zainteresują (jeżeli w ogóle), bo i po co? Rzecz dotyczy wszak nie gigantycznych korporacji, lecz małych i średnich przedsiębiorstw, do tego działających w dziedzinie – o zgrozo! (nie kpię!) – coraz bardziej niszowej. Ani nie grup zawodowych, na które prokapitalistyczne ośrodki propagandowe mogłyby pomstować, nastawiając przeciwko nim resztę proletariatu, takie jak: górnicy, stoczniowcy, lekarze, nauczyciele, itd. Kto zatem rozpoczął działa protestacyjne? Stowarzyszenie Księgarzy Polskich. Przeciwko czemu? Ano, przeciwko pogarszającej się sytuacji niezależnych, autorskich księgarń w (k)raju nad Wisłą. Bo faktycznie jest z nimi niewesoło, i to nie od wczoraj, lecz od lat. Księgarze sygnalizują (nie po raz pierwszy zresztą, bo w poprzednich latach też podnosili byli tę kwestię), że brak w naszym prawodawstwie – czyli zbiorze w większości badziewnych ustaw napisanych i uchwalonych pr...

Niekompetentni

Polscy przedsiębiorcy (szacunek) i kapitaliści (tu już niekoniecznie), mylnie określani pracodawcami (żadnej pracy wszak nie dają, lecz kupują na określony czas ludzką siłę roboczą, poniżej jej realnej wartości zresztą) żalą się, że coraz im trudniej znaleźć pracowników, zwłaszcza młodych, z odpowiednim kompetencjami miękkimi. Wierzcie mi lub nie, ale w żadnym razie nie zamierzam z tych ich żalów kpić. Podejrzewam, że mają rację – takich kandydatów do pracy realnie w (k)raju nad Wisłą brakuje. A co to w ogóle są kompetencje miękkie? Otóż, są to wszelkiego rodzaju umiejętności niemierzalne, osobiste i interpersonalne. Czyli te wszystkie, które dotyczą zdolności integrowania się z innymi ludźmi, chęci i umiejętności kooperowania, organizacji swojej pracy, itd. Podnoszą one wartość pracownika na rynku pracy, gdyż najzwyczajniej w świecie ułatwiają wykonywanie obowiązków zawodowych. Osoba z wysoko rozwiniętymi kompetencjami miękkimi solidnie i wydajnie pracuje – również w zespole, okazuje...

Forsa za opłatkiem

Maj zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim sezon komunijny. Dzieciaczki z katolickich rodzin ruszą do kościołów, razem ze swoimi rodzinami. Cieszą się świeccy kapitaliści, ponieważ Pierwsze Komunie Święte tradycyjnie wiążą się z dawaniem przyjmującym ów sakrament młodocianym prezentów, nieraz drogich. Czyli zyski, zyski i jeszcze raz zyski, zarówno dla producentów, jak i dla dystrybutorów oraz sprzedawców. Dla wyzyskiwanych pracowników już niekoniecznie. Nie tylko zresztą na podarunki rodzice, krewni, powinowaci i inni zaproszeni na przyjęcia będą musieli wydać pieniążki, nabijając kapitalistyczne portfele. Przecież dzieci gołe przed ołtarzem nie staną (czego wielu księży, obawiam się, żałuje). Od lat obowiązuje tradycja, by szły do komunii w specjalnych strojach, a te też trzeba nabyć… Interes się kręci. Zatem fakt, że młoda katolicka osoba weźmie opłatek do buzi, oznacza przepływ ogromnych pieniędzy. Wracając do prezentów, taka dygresja. To, jakie konkretnie wręcza się dziecio...