Posty

Wyzyskiwacz i związkowcy

W świadczącej usługi informatyczne firmie Sii Polska założono związek zawodowy. Jego przewodniczący bardzo szybko został – najprawdopodobniej bezprawnie, co wzburzyło obrońców praw pracowniczych i polityków Lewicy (zapowiedzieli skierowanie sprawy do Państwowej Inspekcji Pracy) – zwolniony dyscyplinarnie. Prezes owego przedsiębiorstwa, francuski kapitalista Gregoire Nitot, w mailu do wzmiankowanego pracownika-związkowca napisał, że jest on „kłopotliwy”, do Sii „nie pasuje”, sama zaś firma „nie potrzebuje związków zawodowych”. No tak, z kapitalistycznego punktu widzenia proletariusze, którzy organizują się, tworząc związki zawodowe, by mieć możliwość zapewnienia sobie ochrony podstawowych praw oraz uzyskania lepszych warunków zatrudnienia, zawsze stanowią kłopot. Na rzecz całą spoglądają w ten sposób głównie oczywiście ci kapitaliści, co nastawieni są na wyzyskiwanie i eksploatację siły roboczej; tacy traktują swoich pracowników nie jako inwestycję, lecz możliwie najtańszych parobków/...

Los pracowitego

Wedle jednego z najbardziej rozpowszechnionych kapitalistycznych (acz genezą swą sięgającego o wiele wcześniejszych systemów społeczno-ekonomicznych, opartych na prywatnej własności środków produkcji) mitów, dzięki własnej pracowitości można się dorobić nawet fortuny. A nawet jeśli nie jej, to ta właśnie cecha osobowa ma jakoby gwarantować sukces zawodowy. Ile w tym prawdy? Cóż, pracowitość sama w sobie jest zaletą. Dzięki niej można łatwiej i w większym stopniu rozwinąć swoje talenty, umiejętności i kompetencje, a to faktycznie polepsza szanse na rozwój i sukces zawodowy. Są ludzie, którzy odnieśli go dzięki tej właśnie cesze; w zasadzie, będąc leniwym, trudno mówić o jakimkolwiek samorozwoju i pracy. Mit bazuje więc na faktach. Problem wszelako leży w tym, kto tak naprawdę spożywa owoce pracowitości. W przypadku twórców, artystów i osób wykonujących tzw. wolne zawody najczęściej są to ci właśnie ludzie, pracują bowiem na siebie. Choć nie zawsze, bo bywają wyzyskiwani przez swo...

Odszkodowanie

Sąd Najwyższy uznał, że sędzia Igor Tuleya ma prawo wrócić do pracy, wykonywania której usiłowali zakazać mu PiS-owcy. Może też starać się o odszkodowanie, konkretnie – zaległe wynagrodzenie. I bardzo słusznie. Na Facebooku widziałem w czyimś poście postulat, by pieniądze te zostały panu sędziemu wypłacone z partyjnej kasy PiS-u. Jestem jak najbardziej ZA. Przy czym nie tylko Igora Tulei zasada ta powinna dotyczyć, lecz wszystkich innych obywateli, którzy ponieśli szkodę na skutek działania władzy. I nie tylko mafii/sekty Kaczyńskiego Jarosława, ale wszystkich rządów prawicy postsolidarnościowej. Rządzący, którzy podejmują decyzje szkodliwe, a często wręcz zabójcze dla społeczeństwa oraz poszczególnych jednostek, nie mogą pozostawać bezkarni, ale powinni za to odpowiadać. Nie tylko w tradycyjny dla demokracji sposób, czyli poprzez (często w sumie fikcyjne) rozliczenie ich przy urnie wyborczej, lecz także finansowo. Tak rządziłeś, premierze, że ludzie tracili dorobek życia, a ich wy...

Stajnia Augiasza

Wedle mitologii greckiej, Herakles (przez Rzymian Herkulesem zwany) miał wykonać dwanaście ciężkich, na pierwszy rzut oka niemożliwych do sprostania dla ludzi i bogów prac, jako karę za popełnioną zbrodnię. Jedną z nich było posprzątanie stajni Augiasza, gdzie nikt nigdy nie robił żadnych porządków, skutkiem czego zalegały tam tony wolich odchodów, tak zaskorupiałych, że żadnym narzędziem nie dało się ich skruszyć ani tym bardziej wymieść. Heros poradził sobie w ten sposób, że wykonał przekop od pobliskiej rzeki do stajni – przepływająca przez nią woda spłukała guano. Stajnia Augiasza stała się symbolem rzeczy lub sprawy zaniedbanej, zapuszczonej, totalnie nieuporządkowanej, którą da się doprowadzić do właściwego stanu jedynie najwyższym wysiłkiem (o ile w ogóle). Za przykład takowej uznać należy Polskę pod rządami PiS-u i w ogóle prawicy postsolidarnościowej. Opozycja, sprzyjające jej media oraz wyborcy mają nadzieję na rychłe odsunięcie od władzy mafii/sekty Kaczyńskiego Jarosław...

Krucjata przeciwko waginie

Warszawa ma chyba pecha, jeśli chodzi o zamachy na wolność kultury i sztuki. A to samorządowcy usiłują wysiudać literatów z Domu Literatury, a to teatr podpada PiS-owskim klerofaszystom. O pierwszej z tych spraw niedawno pisałem, dziś kolej na drugą. Oto przed pięcioma dniami, 24 listopada bieżącego roku, niejaki Radziwiłł Konstanty – potomek pasożytniczego (arystokratycznego, magnackiego) rodu, religijny radykał, fanatyk antyaborcyjny, były minister choroby w PiS-owskim nie-rządzie, a obecnie wojewoda mazowiecki – uchylił zarządzenie prezydenta Warszawy o powołaniu pani Moniki Strzępki na stanowisko dyrektorki Teatru Dramatycznego (jest to instytucja miejska, samorządowa, podczas gdy wojewoda jest reprezentuje administrację rządową). Pani Strzępka została zawieszona w pełnieniu swojej nowej funkcji, co grozi destabilizacją całego teatru. Działanie Radziwiłła może więc być traktowane jako zamach na wolność sztuki i instytucję kultury – wręcz POWINNO zostać za takowe uznane. Co było...

Oni rozmawiają, on mlaszcze

Lewica rozpoczęła kolejny objazd Polski. Jej politycy spotykają się z wyborcami – na ulicach, targowiskach i w tym podobnych miejscach, nie tylko na wynajętych salach – zbierają ich opinie i przedstawiają swój program Bezpieczna Rodzina. Oprócz tego od czasu do czasu prowadzą internetowe czaty na żywo (niedawno – Robert Biedroń). Może to nic wielkiego, ale takie właśnie wychodzenie do osób wyborczych naprawdę mi się podoba. Poza tym, lewicowi politycy pojawiają się na demonstracjach, strajkach, wspierają osoby walczące o swoje prawa… Tak powinno być. Lewica wypada pod tym względem o wiele lepiej niż inne formacje nie-PiS-owskie, których reprezentanci są nieco mniej (co nie oznacza, że wcale!) chętni do bezpośrednich spotkań z obywatelami, a w miejscach, gdzie ludzie walczą o godny byt, np. na strajkach czy manifestacjach poszkodowanych systemowo grupo społecznych, jakoś ich nie widać. A już na pewno nie da się porównać kampanii Lewicy z tym, co odstawia Kaczyński Jarosław, prezes B...

Rezygnacja

W Warszawie 63 proc. ślubów zawieranych jest w Urzędzie Stanu Cywilnego, a nie w kościele. Czyli mają one świecki charakter. W tym samym mieście jedynie 19 proc. osób uczniowskich w klasach maturalnych uczestnicy w katolickiej katechezie; podobny trend widoczny jest w innych polskich miastach (w podstawówkach na lekcje religii uczęszcza więcej dzieci i młodzieży niż w szkołach średnich, gdyż wiąże się to z tradycjonalizmem lub lękiem przed ostracyzmem ich rodziców/dziadków/opiekunów). Przybywa placówek podobno edukacyjnych, w których osoby uczniowskie nie chcą uczestniczyć w wigiliach klasowych/szkolnych, łamaniu się opłatkiem i im podobnych religijnych uroczystościach (to łamanie się pochodzi jeszcze z przedchrześcijańskiej religii słowiańskiej, więc z tego bym nie rezygnował, ale to już moje zdanie). Na portalach społecznościowych łatwo znaleźć wpisy osób nieżyczących sobie, by domy ich odwiedzali księża z wizytą duszpasterską; słusznie, też nie zamierzam przyjmować, forsy nawet dla ...