Posty

Głodny jak Amerykanin

Uważacie Stany Zjednoczone za raj na Ziemi, gdzie każdy (a przynajmniej każdy pracujący) ma zapewniony godny byt, że o stanowiącej główny propagandowy element American Dream mitycznej szansie na oszałamiający sukces nie wspomnę? Cóż, nigdy takowym Edenem one nie były; zawsze borykały się z patologiami typu skrajna nędza (u podstaw tego państwa leży, oprócz masowego mordowania Indian, kanibalizm osadników), bardzo duże nierówności społeczno-ekonomiczne, rasizm przejawiający się również w sferze zawodowej, bardzo zły, skomercjalizowany system (o ile słowo to w ogóle ma tu zastosowanie) opieki zdrowotnej, nad wyraz okrojona i też skomercjalizowana pomoc społeczna… Ale jednak po II wojnie światowej, dzięki rozwojowi gospodarczemu oraz zastosowaniu recept na wyjście z kryzysu autorstwa Keynesa, w USA zapanował relatywny dobrobyt. Który poszedł się paść w latach 80. ubiegłego stulecia, w dobie reaganomiki (później lekko tylko korygowanej przez Clintona czy Obamę), czyli wdrożenie wyjątkowo ...

Medialny show śmierci

Wczoraj w wieku lat dziewięćdziesięciu sześciu zmarła Elżbieta II z dynastii Windsorów, najdłużej panująca (blisko siedem dekad!) królowa w dziejach Wielkiej Brytanii. A zarazem bardzo medialna osoba, jedna z wizytówek i towarów eksportowych tego kraju. Politycy (byli i obecni) zaczęli wszędzie, gdzie tylko mogli, zamieszczać kondolencje, niektóre napisane w pięknym dyplomatycznym stylu, inne wszelako cukierkowe tudzież pełne wiernopoddańczych hołdów. Podobnie zachowali się liczni internauci, nie tylko brytyjscy, lecz z całego świata (polscy również; wczoraj wieczorem na Facebooku mało było innych tematów niż zgon Eli). Oczywiście dominował smutek, żal, współczucie, itd. Trudno się temu dziwić, ale już pisanie, jaka to królowa była wspaniała, i jak bardzo będzie jej brakowało, trochę mnie irytowało. Bo, rzecz jasna, nie cieszę się z jej śmierci (ani nikogo innego), ale znacznie bardziej tragiczne i godne ubolewania w moich oczach jest to, że codziennie ludzie masowo umierają z głodu,...

Depresja i lenistwo

Często brana za chwilowy dołek, pogorszenie nastroju, a w istocie będąca bardzo groźną, nader często śmiertelną chorobą, depresja pleni się po świecie, stanowiąc jedną z najczęstszych przyczyn zgonów. W Polsce w zeszłym roku, wedle danych Sanepidu, cierpiało na nią 4 mln osób; w 2022 r. prawdopodobnie będzie ich jeszcze więcej (sam zresztą pogorszyłem szkaradną ową statystykę). Wiadomo: skutki pandemii (utrata bliskich osób, przykładowo), pogarszająca się – niejednokrotnie z zawrotną prędkością – kondycja bytowa, inflacja i wzrost opłat, wciąż zbyt niskie płace (w wielu firmach znacząco obniżone, mimo wzięcia przez szefostwo forsy z tarcz antykryzysowych), niestabilne zatrudnienie (a zatem i niestabilny byt), strach o jutro, przyczyny osobiste (nieraz nie zgadlibyśmy, jakie)… Powodów zapadnięcia na paskudną ową dysfunkcję jest multum. Co przerażające, depresję diagnozuje się u osób coraz młodszych, w tym nastolatków, a nawet dzieci poniżej dziesiątego roku życia; ich stan bywa napr...

W szkole za darmo

Partia Razem domaga się darmowych podręczników do szkół średnich. Marne szanse, by pod rządami jakiejkolwiek prawicy rozwiązanie takie weszło w (k)raju nad Wisłą w życie, niemniej postulat ów jest jak najbardziej słuszny. Obecnie szkoły udostępniają za darmo jedynie książki (podręczniki, materiały edukacyjne i ćwiczeniowe) do podstawówek, i to tylko do zajęć z zakresu kształcenia ogólnego; za te do przedmiotów dodatkowych rodzice muszą oczywiście zabulić. Cóż, zawsze to ulga dla rodzinnego budżetu, a wobec faktu, iż polska polityka społeczna pozostaje szczątkowa oraz niemiłosiernie okrojona, wdrożenie takiego rozwiązania uznać należy za cud. Jeżeli jednak ktoś ma dziecko uczęszczające do szkoły zawodowej (branżowej, czy jak tam ona się teraz nazywa) lub średniej, przygotować się musi na wydatki, i to solidne. Usłyszałem dziś, ile kosztuje komplet podręczników do technikum; przyznam, że kwota wzbudziła we mnie zgrozę, nawet uwzględniając, iż w zależności od szkoły i wybranego kierunku...

Koniec antropocenu

W ostatnich tygodniach media zalały informacje (w Polsce, jak zwykle, zbyt mało wyeksponowane, a często wręcz lekceważone) o tragicznej suszy w Chinach; poziom wody drastycznie obniżył się nawet w największych tamtejszych rzekach. Jak to zwykle bywa, katastrofa walnie w gospodarkę, a co gorsza, pogorszy warunki bytowe zwykłych ludzi. Chiny wszelako – zarówno, jeśli chodzi o państwo, jak też o społeczeństwo – sobie z tym poradzą; ich system ekonomiczny oraz stawianie w coraz większym stopniu na zieloną energię być może stanowią jedyną nadzieję na przetrwanie naszego gatunku oraz wielu innych. Znacznie gorzej ma Pakistan, gdzie z kolei doszło do powodzi o gigantycznej skali; znaczna część terytorium owego państwa znalazła się pod wodą. Co to oznacza? Ano, jak łatwo się domyślić: zniszczone budynki (mieszkalne, publiczne, przemysłowe, wszelkie inne), drogi tudzież cała infrastruktura, ofiary śmiertelne oraz rozrost nędzy; jak zawsze i wszędzie, skutki powodzi najboleśniej odczują ci, co...

Szkoły grozy

Szkolne lata mam już dawno za sobą (z czego się ogromnie cieszę), dzieci nie mam (i mieć raczej nie chcę), a mimo to informacje o tym, co dzieje się z polskim systemem ciemnoty – boć przecież oświatą nazwać się tego guana nie da – do mnie docierają, rzecz jasna głównie za pośrednictwem mediów. I przyznam szczerze, że kiedy czytam w prasie bądź internecie, słucham w radio, albo oglądam w telewizji, jak obecnie wygląda polska szkoła, zgroza mnie ogarnia. A zaraz potem przychodzi radość, że nie mam kilkunastu lat i nie muszę się użerać z tym koszmarem. Za moich czasów placówki edukacyjne nie były zbyt przyjaznymi miejscami. O ile podstawówkę i gimnazjum zapamiętałem raczej neutralnie – jakoś szło to przeżyć, mimo iż zdarzały się patologie typu przemoc – o tyle z liceum wyniosłem głównie przemęczenie wywołane ślęczeniem nad przedmiotami, które ni grzyba nie okazały mi się później przydatne do czegokolwiek, jak również permanentny, codzienny stres wygenerowany już to częstymi sprawdzianami...

Poskramianie szkodnika

Polityka jest sferą, w której nic nie jest takie, jakim wydaje się być na pierwszy rzut oka (żadna nowość, wiem, Ameryki nie odkrywam). Czyny i wypowiedzi polityków mają drugie, trzecie, czwarte i tak dalej dno, obliczone są na osiągnięcie, bądź przynajmniej próbę osiągnięcia więcej niż jednego celu, a ten deklaratywny najczęściej bywa pozorny. Dziś przeanalizujemy taką właśnie sytuację. Otóż, wystarczy się nieco uważniej przyjrzeć, by dostrzec, jak wielkim obciążeniem dla nie-PiS-owskiej strony sceny politycznej (do której NIE zaliczam Konfederacji ani innych ugrupowań skrajnie prawicowych, a i nad zaliczeniem do niej PSL-u się zastanawiam) jest Donald Tusk. Od swojego „triumfalnego” powrotu przed mniej więcej rokiem, głównie sprzyjał, i nadal sprzyja, Jarosławowi Kaczyńskiemu oraz jego mafii/sekcie. Oto skupił się były (i, dodajmy, raczej kiepski) premier i przewodniczący (średni) Rady Europejskiej nie na tworzeniu realnej konkurencji politycznej dla Bezprawia i Niesprawiedliwości,...