Posty

Ukraińcy i praca

Już pojutrze 1 Maja, czyli Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy, zwany kolokwialnie Świętem Pracy. Z tej okazji takie oto rozważania: Na portalach społecznościowych (podejrzewam, że w wielu innych źródłach też) zaleźć można liczne narzekania, jakoby przybywający do Polski Ukraińcy nie chcieli podejmować ciężkiej pracy za marne pieniądze, tak, jak to czynią Polacy. Problem ów dotyczyć ma zwłaszcza Ukrainek. Wpisy takie zamieszczają nie tylko skrajni prawicowcy w stylu Konfederatów i rosyjscy trolle, lecz także zwyczajni polscy niewolnicy, zapylający za grosze po szesnaście godzin na dobę na dobrobyt Januszów biznesu, i dziwiący się, że przybysze zza wschodniej granicy tak nie chcą. Cóż, tego typu opinie kłócą się z tym, co z różnych źródeł słyszałem o pracowitości i solidności Ukraińców. Jednakże, nawet jeśli niektóre z nich są prawdziwe, to wynikać mogą z kilku przyczyn. Główną jest to, że obecnie do (k)raju nad Wisłą przybywają przede wszystkim uchodźcy wojenni z Ukrainy, ...

Gaz i sankcje

Stało się, Rosja wstrzymała wczoraj dostawy Gazociągiem Jamalskim do Polski. Nie-rząd, do spółki z rzekomą opozycją (PO, przypomnę, jest formacją równie rusofobiczną, co PiS) uspokaja... ale już są sygnały, że w niektórych gminach brakuje gazu. Najbardziej ucierpią przedsiębiorstwa, które zużywają znacznie więcej tego surowca niż odbiorcy indywidualni. Powodem takiej decyzji Moskwy są sankcje, nałożone przez UE i USA po agresji na Ukrainę. W odpowiedzi na nie Rosjanie stwierdzili, że sprzedadzą gaz państwom zachodnim pod warunkiem, że te zapłacą za niego w rublach. Polska na to nie poszła, czego skutkiem zakręcony kurek. Z sytuacji tej najbardziej cieszą się Stany Zjednoczone, które tylko czekają na wtrynienie Europie, (k)raj nad Wisłą oczywiście wliczając, swoich surowców (w tym gazu ziemnego) po zawyżonych cenach, zarazem zwiększając swoje wpływy w Unii Europejskiej i kontrolę nad nią; jest to jedna z głównych przyczyn, dla których wojna rosyjsko-ukraińska toczy się w interesie a...

Epoka tasiemców

Elon Musk, kapitalista uznawany za najbogatszego człowieka świata, kupił Twittera za około 45 mld dolarów (6 mld przekazać miał, wedle własnej obietnicy, na walkę z nędzą i głodem… ale jakoś tego nie zrobił). Dzięki temu będzie mógł jeszcze pomnożyć gigantyczny swój majątek, kontrolować zamieszczane na tym portalu informacje tudzież opinie, a także wpuszczać na jego łamy swoich ulubionych faszystów. Nie jest to pierwsza tego typu transakcja. Niedawno Jeff Bezos – też kapitalista, którego Musk wyprzedził w rankingu nieprzyzwoitego bogactwa – nabył Washington Post . Od tamtej pory gazeta owa pisze, że podatki są złe, za to fanaberia w postaci lotów w kosmos jej właściciela – jak najlepsza dla ludzkości całej. No i przynosi Bezosowi zyski, jakby mało mu było tych generowanych przez Amazon. Oba te przypadki – zapewne niejedyne w skali globu, bo nawet jeśli kapitaliści nie kupują całych ośrodków medialnych, to są ich ważnymi udziałowcami – wpisują się w normę obecnego kapitalizmu. Infor...

Błędy Zachodu

W mediach napotkać można analizy, wedle których Władimir Putin miał wielką szansę zintegrować Rosję z demokratycznym (na tyle, na ile demokracja jest możliwa w kapitalizmie) Zachodem, może nawet wprowadzić ją do Unii Europejskiej i NATO. Niestety, zaprzepaścił tę okazję, wybierając drogę dyktatury, co dla niego samego i jego państwa skończyć się może źle. Jest w tym oczywiście sporo racji. Władimir Putin odbudowuje – jak parę ładnych razy pisałem – carat, owszem, formalnie republikański i formalnie świecki (przy czym rosyjska Cerkiew służy prezydentowi dokładnie tak samo, jak dawnym carom), niemniej równie tyrański, co przed Rewolucją Październikową. I równie skorumpowany, że o zaborczości, ofiarą której pada Ukraina, nie wspomnę. Przypomnijmy, Putin po raz pierwszy został prezydentem Rosji w roku 2000, zastępując cierpiącego na poważną chorobę alkoholową, nieudolnego i wcale nie tak prodemokratycznego, jak się uważa na Zachodzie, Borysa Jelcyna. W pierwszych kilku latach jego prez...

Lewica, Europa, bezpieczeństwo

W miniony weekend swoją konwencję programową zorganizowała Lewica. Poświęcona ona był planom reform, jakie należałoby wdrożyć celem zwiększenia bezpieczeństwa zewnętrznego oraz wewnętrznego Unii Europejskiej i, ma się rozumieć, Polski w jej składzie. Cóż, cokolwiek by mówić, temat to na czasie. O wojnie rosyjsko-ukraińskiej sądzić można wiele, ale jako przejaw rywalizacji imperializmów USA i Rosji (przy czym ten drugi wypada na razie raczej mizernie, co niestety przekłada się na okrucieństwo rosyjskich żołnierzy… o ile to określenie im przysługuje) przypomniała nam ona – w stopniu znacznie większym niźli konflikty zbrojne od lat toczące się w innych częściach globu naszego kochanego – iż świat stabilny politycznie w żadnym razie nie jest, toteż Unia Europejska będzie musiała sobie jakoś z tym fantem poradzić. Lewica nie zasypia gruszek w popiele, lecz wychodzi z własnymi propozycjami dla całej wspólnoty. Oto one: 1) Ukraina w UE. 2) Likwidacja europejskiego liberum veto (czyli zasa...

Koniec festiwalu dobroci?

Jak doskonale wiemy, większość polskiego społeczeństwa wykazała się zaiste wspaniałą postawą wobec ukraińskich ofiar wojny. Przekazywanie i transport pomocy rzeczowej oraz finansowej, organizacja przejazdu dla ludzi i zwierząt pomoc przy załatwianiu spraw biurokratycznych, nawet przygarnianie uchodźców pod własny dach – to tylko wybrane przykłady jakże pozytywnych działań Polaków. A że były to i nadal są akcje oddolne, podczas gdy PiS-owski nie-rząd tylko grzał się w cieple całego tego humanitaryzmu, a niewiele (o ile cokolwiek) ze swej strony robił, to nic dziwnego, iż Polska nazywana jest największą organizacją pozarządową świata. Skala tejże pomocy była gigantyczna, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że do Polski przybyło przeszło dwa miliony uchodźców z ogarniętej wojną Ukrainy. I cały czas przyjeżdżają do nas kolejni, przy czym ich napływ równoważą powroty do naddnieprzańskiego państwa osób, które dostały wezwanie do wojska (lub wstępują do niego na ochotnika, bo i tacy są), albo po pr...

Do zobaczenia na stosie

Społeczeństwo polskie – zwłaszcza jego młode pokolenie – laicyzuje się. Proces ten nie przebiega może tak szybko i gwałtownie jak niedawno w Irlandii i Kanadzie (w obu tych państwach, warto zaznaczyć, społeczeństwa dowiedziały się o masowych zbrodniach popełnianych przez funkcjonariuszy Kościoła katolickiego, co wpłynęło już to na kolektywne porzucanie owej instytucji przez jej dotychczasowych członków, już to na opór w postaci nawet podpalania świątyń), niemniej jednak postępuje, zaś w ostatnich latach dość mocno przyspieszył. Dzieci i młodzież wypisują się ze szkolnej katechezy, coraz mniej osób uczestniczy we mszach i innych nabożeństwach, postępowanie kleru i hierarchii kościelnej spotyka się z krytyką (niekiedy naprawdę ostrą), brakuje kandydatów do seminariów, nawet kult – a raczej publiczne bałwochwalstwo, bo tak to trzeba nazwać – Jana Pawła II budzi coraz większy obciach. Postawy antyklerykalne nie są już niczym niezwykłym, a co mądrzejsi politycy zorientowali się, że wyborc...