Posty

Tragedia hipokryzji

W ostatnich dniach Polskę obiegła wieść o dwunastoletniej dziewczynce, które popełniła samobójstwo (tu zaznaczyć należy, że w naszym państwie z roku na rok przybywa prób odbierania sobie życia przez dzieci i młodzież, a że liczba udanych corocznie oscyluje wokół setki, to już wynika tylko z braku wiedzy, jak się zabić, a nie z braku chęci ku temu; przerażające, czyż nie?). Przez lata padała bowiem ofiarą molestowania seksualnego; wedle informacji, jakie znalazłem na ten temat, być może jego sprawcami byli również jej najbliżsi. Nie znalazła jednak pomocy. Nikt się sprawą nie interesował, poza jedną osobą spośród krewnych tejże dwunastolatki. Rzecznik (a w zasadzie niedorzecznik) Praw Dziecka nie wykazał reakcji na pisma z apelami o pomoc, jakie wpływały do jego kancelarii. Aż w końcu dziewczynka nie wytrzymała koszmaru i skończyła ze sobą. Do ile podobnych tragedii dochodzi w (k)raju nad Wisłą, tyle że z różnych przyczyn nie interesują się nimi media, trudno orzec. Może ich jednak by...

Deficyt człowieczeństwa

Zbrodnia na granicy polsko-białoruskiej trwa nieustannie. Wciąż bowiem PiS-owskie służby wywożą uchodźców na drugą stronę owej rubieży albo w bliżej nieokreślonym kierunku, biją ich i szykanują, wciąż ludzie ci zamarzają w lesie, wciąż represjonowani są niosący im pomoc aktywiści… Jedynie większość mediów głównego nurtu przestała interesować się tematem. Czasami wszakże jakiś polityk się wypowie. A wówczas bywa, że robi się niedobrze, zwłaszcza, gdy „mądrościami” swymi dzieli się przedstawiciel PO-wskiej „opozycji” lub człowiek z nią związany. Tak na przykład, niedawno w jednym z programów telewizyjnych wystąpił Bronisław Komorowski, były prezydent (ostatni polityk, jakiego można za prezydenta uznać, ponieważ, jakkolwiek funkcję ową pełnił nad wyraz marnie, to jednak Konstytucji RP nie łamał, w odróżnieniu od Dudy Andrzeja, który prezydentem w moich oczach nie jest). I nie byłoby w tym jego wystąpieniu nic złego, gdyby nie palnął, że „nie widzi tortur na granicy”. Bo jego zdaniem, nik...

Historyjka o mędrcach

Jutro 6 stycznia, a zatem katolickie (acz obchodzone również przez wiele innych Kościołów chrześcijańskich) święto Objawienia Pańskiego (Epifania), popularnie, lecz mylnie nazywane świętem Trzech Króli. Dlaczego mylnie, już wyjaśniam. Po pierwsze, nie chodzi o żadnych monarchów, lecz mędrców ze Wschodu, czyli babilońskich kapłanów. Po drugie, nie wiadomo, ilu ich było, ponieważ Ewangelia wg (św. w katolicyzmie) Mateusza, w której się oni pojawiają, nie podaje ich liczby (w tradycji prawosławnej ponoć jest ich dwunastu), a już tym bardziej nie wspomina o ich imionach; Kacper, Melchior i Baltazar to miana li tylko tradycyjne, czyli bajkowe. Po trzecie, święto odwołuje się najprawdopodobniej do fikcji literackiej. Generalnie, opowiastka ta jest jedną z popularniejszych mitów biblijnych. Głosi, jak wiemy, iż narodzeniu Jezusa w Betlejem towarzyszyło bliżej niezidentyfikowane zjawisko świetlne na nieboskłonie, określane w Ewangelii Mateusza jako „Gwiazda” i najczęściej przedstawiane w f...

Faszyści i wolny rynek

Anne Applebaum dziwi się, że wielu jej znajomych zwolenników tzw. „wolnego rynku” (liberałów, libertarian, itd.) przechodzi w ostatnim czasie na pozycje coraz bardziej faszystowskie. Tymczasem jest to w kapitalizmie proces zupełnie normalny, całkowicie naturalny oraz totalnie logiczny. Otóż, faszyzm (we wszystkich swoich formach, od relatywnie łagodnych, takich jak w Polsce PiS-u, po najbrutalniejszy nazizm) jest przede wszystkim polityczno-ustrojową metodą obrony interesów kapitalistów (klas pasożytniczo-wyzyskujących); interesy owe sprowadzają się do: swobody (najlepiej nieograniczonej) wyzyskiwania proletariatu, ograniczenia lub likwidacji praw pracowniczych, niszczenia planety i jej zasobów w imię maksymalizacji zysków, zwolnienia (całkowite szczególnie mile widziane) z podatków, itd. Właśnie to kapitalistyczna propaganda określa eufemistycznym mianem „wolnego rynku”, i właśnie zwolennikami dokładnie tego są liberałowie, libertarianie i konserwatyści. A także, rzecz jasna, faszyś...

Świat w nowym roku

No dobra, to teraz spróbujmy zastanowić się, co rok 2022 przynieść może dla świata. Oczywiście z zastrzeżeniem, że przyszłość jest de facto nieprzewidywalna, a gigantyczne zmiany, których nikt się nie spodziewał, zajść mogą w ułamku sekundy. Niemniej jednak, spróbujmy się zastanowić nad kilkoma procesami, jakie już teraz zachodzą i prawdopodobnie potrwają w najlepsze w rozpoczynającym się właśnie roku. Jedną rzecz uznać musimy za pewnik. Otóż, ludzka populacja nadal zmagała się będzie z pandemią COVID-19. Z prostej przyczyny, o której wspominam, ilekroć na ten temat piszę – koronawirus już z nami pozostanie, i jedynym, co możemy zrobić, jest przystosować się do niego. A w tym pomóc nam mogą szczepionki oraz wynalezienie leku; niestety, nie wiadomo, kiedy, i czy w ogóle, nastąpi to drugie. Jasne, jedne państwa poradzą sobie z zarazą wspaniale, inne nieźle, jeszcze inne bardzo słabo albo zgoła wcale; do tej ostatniej grupy zaliczały się będą kraje najbiedniejsze, najbardziej zacofane, ...

Myśli na Nowy Rok

No i kończy się dziś Anno Domini 2021. W moim życiu był to rok wielkich zmian, niektórych na (znacznie) gorsze, innych na lepsze, a co do większości z nich, to czas dopiero pokaże. Nie o sobie jednakże chcę tu napisać, lecz podzielić się refleksją na temat tego, co przynieść nam może dwanaście rozpoczynających się jutro miesięcy – z zastrzeżeniem wszelako, że przyszłość jest nieodgadniona, a stan rzeczy w każdej chwili może się odmienić o sto osiemdziesiąt stopni. W każdym razie, myśli nie będą to, poza dwoma wyjątkami, wesołe. Choćby dlatego, że nie zanosi się, aby ustała inflacja. Przeciwnie, ceny poszczególnych towarów, z tymi najbardziej podstawowymi na czele, będą stale rosły, podobnie jak opłaty. Po chwilowych obniżkach, najprawdopodobniej znów podskoczą, i to znacząco, kwoty, jakie musimy wydać na paliwo do naszych pojazdów (a komunikacja publiczna zapewne dalej będzie podupadała, toteż posiadanie samochodu pozostanie koniecznością dla wielu obywatelek i obywateli). W górę pój...

Złe tradycje

Konserwatyści (i nie tylko!) lubią podkreślać wartość tradycji, mówić/pisać, jakie to one są cudowne, przytaczać argumenty, dlaczego nie można od nich odchodzić. I okej, wolno im tak twierdzić; bywa zresztą, że mają rację, np. w przypadku pięknych tradycji wywodzących się z poczucia humanitaryzmu lub podkreślających odrębność kulturową (która wszak nie może prowadzić do nienawiści!) danej grupy. Jednakże umiłowanie owo nie powinno wiązać się z fanatyzmem bądź inną formą bezmyślności. Nie ma otóż sensu podtrzymywanie zwyczaju czy choćby kultywowanie określonego zachowania tylko dlatego, że bywa nazywany tradycyjnym (niekiedy zresztą fałszywie, o czym więcej będzie w dalszej części notki). I tak, wegetarianie lub weganie w żadnym razie nie mają obowiązku jeść karpia ani innych potraw rybnych, mięsnych, itd. z okazji Wigilii tudzież jakichkolwiek świąt. Ich sumienie, miłość do zwierząt oraz życia jako takiego są ważniejsze niż to, co pewna – nawet bardzo duża – część społeczeństwa uwa...