Posty

Zniechęceni

Dziś będzie o pozytywnym zjawisku. Mianowicie, Kościół katolicki w Polsce przeżywa kryzys powołań. Innymi słowy, z roku na rok ubywa kandydatów na kleryków, seminaria duchowne świecą pustkami, do niektórych zapisało się co najwyżej kilku chętnych… lub żaden; tak źle (czyli dla naszego społeczeństwa dobrze) pod tym względem podobno jeszcze nigdy nad Wisłą nie było. Cóż, jest to efekt – niejedyny wszakże – procesu laicyzacji, jaki w ciągu ostatnich lat znacząco w Polsce przyspieszył, obejmując zwłaszcza młode pokolenie obywatelek i obywateli. Coraz mniej dzieci tudzież młodzieży uczestniczy w szkolnej katechezie, a nawet spośród tych, co w lekcjach tych biorą udział, znaczący odsetek zrywa formalne kontakty z Kościołem katolickim po bierzmowaniu; toteż sakrament ów nazywany bywa „uroczystym pożegnaniem z Kościołem w obecności biskupa”. Naturalną więc koleją rzeczy z roku na rok ubywa osób decydujących się kontynuować swą edukację akurat w seminarium duchownym. Zjawisku temu nie należy...

Śmierć biednych kobiet

To, że im bardziej restrykcyjne jest brawo antyaborcyjne, tym mocniej i boleśniej godzi w kobiety, stanowi oczywistość. Podobnie jak fakt, że kolejne legislacyjne ograniczenia możliwości przerwania ciąży – co istotne, w bezpiecznych, szpitalnych warunkach, przy zachowaniu odpowiednich procedur medycznych i przeprowadzonego przez wykwalifikowany personel – zwiększają ryzyko śmierci kolejnych przedstawicielek płci żeńskiej. Warto jednakże pamiętać, iż prawo kobiet do aborcji pozostaje również kwestią klasową. W kogo bowiem wali (ma się rozumieć, tym mocniej, im jest surowszy) zakaz terminacji ciąży? Ano (kolejna oczywistość, jednakże z gatunku tych, o jakich liberalne media rzadko wspominają), w osoby żyjące w ubóstwie, bynajmniej niekoniecznie skrajnym. Bo przecież kobietę relatywnie zamożną (nie chodzi tu o wypominanie czegokolwiek, zazdrość ani tym podobne sprawy) stać na wyjazd do chociażby Niemiec, Republiki Czeskiej czy Słowacji, gdzie w wyspecjalizowanej klinice, gwarantującej...

Jak rozpalono piekło

Wkrótce do Sejmu trafić ma projekt ustawy całkowicie zakazującej aborcji; w jego założeniach traktowana ona będzie jak morderstwo, co oznacza, iż wyrok za nią sięgnie dwudziestu pięciu lat pozbawienia wolności lub nawet dożywocia. Chore! I tym bardziej przerażające, iż już teraz polskie prawo antyaborcyjne jest jednym z najbardziej restrykcyjnych, czyli po prostu okrutnych, sadystycznych, w skali świata; nie przypadkiem określa się je nad wyraz trafnym mianem piekła kobiet. Warto w tym miejscu przypatrzeć się, jak owo piekło rozpalono, i kto za to odpowiada. A zatem trochę historii: W roku 1956, w ramach destalinizacji, znacząco zliberalizowano przepisy dopuszczające możliwość przerwania ciąży, określając cztery ku temu przesłanki: 1) zagrożenie dla zdrowia i życia kobiety; 2) ciężkie, nieodwracalne uszkodzenie płodu; 3) ciąża w wyniku przestępstwa, np. gwałtu; 4) przyczyny społeczne. Czwarty ów czynnik sprawiał, iż ówczesne regulacje fanatycy religijni i prawacy nazywali „abor...

Ani jednej więcej

Zmarła kobieta. W jednym z polskich szpitali. Na skutek powikłań przy ciąży (uszkodzenie płodu, z tego, co się orientuję). Do tragedii doszło być może z powodu błędu lekarzy, ale w internecie i innych mediach znaleźć można wiele komentarzy, z reguły merytorycznych i dobrze uzasadnionych, iż jej główną przyczyną było – wyjątkowo restrykcyjne i okrutne, zwłaszcza od 22 października zeszłego roku, kiedy to nielegalnie funkcjonująca grupa kolesiów, co pod PiS-owskim nie-rządem zastąpiła Trybunał Konstytucyjny, wydała swój zbrodniczy pseud-wyrok – polskie prawo antyaborcyjne. Mianowicie, lekarzy przed usunięciem uszkodzonego płodu (nie jestem ekspertem, ale z tego, co czytałem, właśnie zbyt długie zwlekanie z tymże zabiegiem miało zabić rzeczoną kobietę) powstrzymywała obawa, że zapuka do nich prokurator. Jak to koniec końców było, nie mnie ustalać; niechaj zajmą się tym odpowiednie organa… o ile, rzecz jasna, w nie-rządzonej przez klerofaszystów z PiS-u Polsce mogą one zagwarantować rzet...

Lektury na Wigilię Wszystkich Świętych

Już pojutrze, w najbliższą niedzielę, wypada 31 października, czyli Wigilia Wszystkich Świętych. Innymi słowy, Halloween lub po naszemu Dziady. Z tymże dniem zbiega się w tym roku zmiana czasu na (nielubiany przeze mnie, swoją drogą) zimowy, nadto dni, jak to jesienią, są coraz krótsze. Mówiąc krótko, dobra nastała pora na czytanie horrorów. Poniżej przedstawiam Wam swoje ulubione pozycje spośród jakże bogatej literatury grozy: 1) Twórczość Howarda Phillipsa Lovecrafta (1890-1937) – absolutna klasyka. Opowiadania „samotnika z Providence” za życia autora nie uzyskały znaczącej popularności, po jego śmierci wszelako z biegiem lat zyskiwały coraz liczniejszych fanów, a dziś stanowią – zwłaszcza te wchodzące w skład Mitologii Cthulhu – jeden z głównych elementów współczesnej kultury. Większość z nich zalicza się do horrorów, ale część równie dobrze zakwalifikowana może zostać jako science-fiction i fantasy . Styl Lovecrafta, wzorowany na literaturze romantycznej z końca XVIII wieku, jest...

Śmiecie z cmentarza

Od dzieciństwa wpajano mi szacunek dla zmarłych, miejsc pochówku i pamięci, grobów, itd. Nie żaden fanatyczny kult ani puste bałwochwalstwo (wyrażające się np. w konkurowaniu, kto kupi większego i bardziej fantazyjnego znicza albo mocniej rozrośniętą chryzantemę, o dawaniu maksymalnie wysokich kwot na wypominki nie wspominając), lecz właśnie zwykły ludzki szacunek. Dlatego też nigdy nie przyszłoby mi do głowy zdemolować cmentarz czy zniszczyć czyjś nagrobek – choćby krył człowieka, o którym mam jak najgorszą opinię. Jednocześnie cały czas pozostaję świadomy, iż groby są – paradoksalnie – nie dla zmarłych (ci nie potrzebują już wszak niczego), lecz dla nas, żywych. Pomagają nam bowiem chociażby w podtrzymywaniu wspomnień o ludziach, jacy od nas na zawsze odeszli, w dbaniu o ich pamięć i właśnie oddawaniu im szacunku. Toteż staram się po prostu dbać o nagrobek najbliższych zmarłych krewnych, myjąc go dokładnie raz na jakiś czas (a częściej ścierając z niego kurz tudzież inne zabrudzeni...

Skłóceni dla zysku

Facebook miał (zapewne nadal to zresztą robi) stosować algorytmy… skłócające ze sobą jego użytkowników. Najczęściej umieszczają ich one na pozycjach znacznie bardziej radykalnych pod względem światopoglądowym niż w rzeczywistości (np. socjaldemokrata uznawany jest za skrajnego lewicowca i szeregowany wraz z komunistami czy anarchistami, zaś umiarkowany prawicowiec, zwolennik PO albo Szymona Hołowni – za przynależnego do skrajnego prawactwa, jakby był nacjonalistą lub faszystą), po czym przeciwstawiają osobom o przeciwstawnych zapatrywaniach politycznych, społecznych, religijnych czy jakichkolwiek innych. Tak wynika z zeznań, jakie była pracownica wysokiego szczebla tej korporacji składa obecnie przed amerykańskim Kongresem. Dlaczego portal stosuje taką – daleką od etyki, co widzi nawet małe dziecko – metodę? Oczywiście dla zysku; na politycznych kłótniach, walkach i waśniach, jak również na radykalizmie po prostu lepiej zarabia, ponieważ zwiększają popularność danego medium, przyciąg...