Posty

Życie pełne męki

Sam wprawdzie dzieci nie mam (i jest to jeden z elementów mojego życia, zmiany których absolutnie nie pragnę), niemniej synek mojej krewnej rozpoczął właśnie „edukację” (o ile w obecnych polskich warunkach słowo to odpowiada rzeczywistości) w pierwszej klasie podstawówki. Dzieciaczek ma dziennie pięć-sześć lekcji, podczas gdy w moich czasach normą było trzy do czterech. Wymiar czasu spędzonego w szkole zwiększyły mu trzy godziny wuefu tygodniowo, język angielski (w moich czasach jego szkolna nauka rozpoczynała się od klasy czwartej, o ile coś mi się nie pokiełbasiło), no i religia oczywiście. Co gorsza, miałem okazję zaobserwować, jak ciężki plecak nosi ów chłopczyk. Nie życzę mu źle, niemniej obawiam się, że w wieku dwudziestu kilku lub trzydziestu lat może mieć problemy z kręgosłupem; z góry współczuję. Oczywiście, nasz dzisiejszy młodociany bohater nie stanowi wyjątku od reguły; dzieci w jego wieku właśnie tak mają. Ściśle rzecz ujmując, te, rodzice których nie przejawiają przeros...

Rzecznicy obcego interesu

Już wkrótce czekają nas drastyczne podwyżki cen gazu; odczują je ci zwłaszcza obywatele, którzy ogrzewają nim swoje domy, acz walną one w mniejszym lub większym stopniu w nas wszystkich. Dlaczego tak się stanie? Ano, z winy rządzących Polską prawicowców postsolidarnościowych, obecnie pod PiS-owskim logiem. Wolą oni kupować droższy gaz z USA niż tańszy rosyjski; rzecz jasna, od lat dorabiają do tego pomysłu uzasadnienie ideologiczne, jakim jest „uniezależnienie gospodarcze od Rosji” (co nie przeszkadza w importowaniu stamtąd węgla kamiennego). Dywersyfikacja dostaw surowców energetycznych jest oczywiście ważna, ale głównym kryterium przy podejmowaniu decyzji w tym zakresie winna być ekonomia, nie polityka, a już na pewno nie uprzedzenia rządzących, wynikające z ich wstecznictwa. Import gazu ze Stanów Zjednoczonych jest po prostu dla Polski nieopłacalny, co w bardzo już niedługim czasie odczujemy w naszych portfelach… i co negatywnie odbije się na naszym zdrowiu, bowiem głośno się mówi...

System się sypie

A w każdym razie chyba zaczyna. Są tego pierwsze symptomy. W USA, przykładowo, pojawiły się problemy z dostępnością… papieru toaletowego. Na razie sytuacja ta dotyka ponoć tylko jednej sieci sprzedaży, ale domniemywać należy, że w ślad za nią pójść mogą inne, no i nie skończy się na tym jednym towarze, bo innych też może brakować na amerykańskich półkach w sklepach. Jest to jeden ze skutków pandemii COVID-19, która mocno uderzyła w gospodarkę Stanów Zjednoczonych. Z brakami – i to, wedle medialnych doniesień, coraz poważniejszymi – podstawowych dóbr zmagać się zaczęli już pewien czas temu Brytyjczycy. Towarów codziennego użytku szybko im ubywa, sklepy może jeszcze nie świecą pustkami, ale podobno niewiele im do tego brakuje. Gorzej z paliwami – Wielka Brytania popadła pod tym względem w kryzys, jej mieszkańcom coraz trudniej zatankować swoje pojazdy, a rząd, jak usłyszałem na antenie jednego z mediów, rozważa nawet obstawienie stacji paliw wojskiem, by zapobiegało ono bójkom o benzy...

Wyborcy i wyznawcy

Może się mylę (chciałbym, aby tak było), lecz czytając wpisy na różnego rodzaju forach oraz portalach społecznościowych, dochodzę do wniosku, że politycy mają coraz mniej wyborców, a coraz więcej wyznawców, w każdym razie wśród osób piszących komentarze. Kiedyś dotyczyło to głównie liderów ugrupowań skrajnie prawicowych, czyli PiS-u i partii neonazistowskich, ewentualnie showmanów pchających się do polityki, ostatnio jednak zjawisko to nasila się również wobec polityków bardziej umiarkowanych, nawet tych, co dawniej kojarzyli się raczej z rozsądkiem. Czym się różni wyborca od wyznawcy? Ano tym, że ten pierwszy, popierając danego polityka lub formację, dostrzega jego/jej wady. Owszem, w oczach wyborcy zalety przeważają (poparcie skądś się przecież bierze), ale nie przysłaniają wszelkiego rodzaju niedociągnięć. Taki obywatel potrafi trzeźwo ocenić osobę czy partię, na jaką głosuje. Dokonując tejże oceny, myśli, nie przyjmuje też bezrefleksyjnie partyjnej propagandy, wie zatem, kiedy jes...

Biedny nie może

Kiedy przez Polskę przetaczały się dyskusje (często, niestety, bardziej zasługujące na nazwę wylewania pomyj) o uchodźcach, ze strony jednostek -delikatnie rzecz ujmując – niechętnych ich przyjmowaniu padał taki oto „argument” (cudzysłów nieprzypadkowy): „Co to za uchodźcy, skoro mają smartfony?”. W ostatnich tygodniach jakieś kanalie przyuważyły, że ludzie próbujący przedostać się przez polską granicę wschodnią celem ratowania własnego życia, nosili dobre ubrania, byli w miarę czyści (przynajmniej tak to pokazywano na zdjęciach; ile w tym prawdy, trudni mi orzec, skoro nie jestem na miejscu), a co najgorsze, dziewczynka miała kota, który składał się z czegoś więcej niż skóra i kości – a zatem też „nie mogli być uchodźcami”. Pokutuje bowiem przekonanie, że uchodźca musi być wygłodzony, tonąć w brudzie i wszach, nosić łachmany oraz nie posiadać przy sobie niczego, co miałoby jakąkolwiek wartość materialną, o zwierzętach nie wspominając (to, że ktoś może cenić życie psa czy kota na równi...

Polak w gracie

Kiedy rozejrzymy się wokół, ujrzymy mnóstwo samochodów. Korki w dużych, a często i średnich miastach to codzienność, zaś nawet w małych miasteczkach często trudno o wolne miejsce na parkingu. Cóż, nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę, że komunikacja publiczna – zwłaszcza w rejonach wiejskich oraz tych, co najmocniej ucierpiały na skutek transformacji gospodarczej – mocno szwankuje. Skoro aż około 20 proc. z nas jest od niej całkowicie lub prawie całkowicie odcięte, posiadanie własnych czterech kółek staje się wręcz koniecznością, jeśli musimy dojechać do pracy. Toteż samochodów przybywa z roku na rok. Gdy jednak przypatrzymy się im bliżej, okaże się, że w większości są to stare, a często wręcz bardzo stare pojazdy. Średnia wieku samochodu osobowego użytkowanego na polskich drogach to kilkanaście lat (w żadnym razie nie rzucam tu kamieniem, bo mój też zbliża się do pełnoletniości). Nowe fury kupują lub biorą w leasing głównie firmy; odbiorcy indywidualni najczęściej muszą zadowolić się...

Koledzy

Do internetu wyciekły zdjęcia z sejmowej impry, na której pan Borys Budka, do niedawna lider Platformy Obywatelskiej, pije wódkę z prominentnymi PiS-owcami (szczególnie źle wygląda, że wśród tychże jest Szumowski, były minister zdrowia, współodpowiedzialny za fatalną walkę z COVID-19 i ogromną liczbę zgonów na tę chorobę). Komentarze internautów są różne. Sympatycy PO sprawę bagatelizują, zwolennicy Lewicy, jacy od dawna podkreślają, że jeśli cokolwiek różni Platformę od PiS-u, to co najwyżej detale, wypowiadają się w tonie: „A nie mówiłem(am)?”, nie brak też takich komentatorów, co twierdzą, iż wszyscy politycy jedną tworzą sitwę. A ja napiszę tak: nie ma absolutnie nic zaskakującego w tym, że parlamentarzyści PO doją gorzałę z PiS-owcami. Wszak to koledzy z sejmowych ław, ludzie, którzy na co dzień spotykają się w pracy (przynajmniej niektórzy spośród nich w Sejmie faktycznie pracują, acz oczywiście nie brak i takich, co biorą tam ciężką kasę, żadnego wysiłku w aktywność parlamen...