Posty

Za darmo rób

Trwa, od pewnego już czasu, protest ratowników medycznych, polegający na tym, że masowo składają oni wypowiedzenia z pracy. Powodem są rzecz jasna kwestie finansowe – ludzie ci nie otrzymali obiecanych przez nie-rząd podwyżek, a zaznaczyć trzeba, że to właśnie ONI trwali (i nadal trwają, bo pandemia się wszak nie skończyła) na pierwszym froncie walki z COVID-19, oni właśnie byli najbardziej narażeni na zakażenie koronawirusem. Cóż, nie dziwię się ich wkurzeniu, a protest popieram. Wprawdzie zarobki ratowników medycznych mogą się wydawać, jak na polskie warunki przynajmniej, całkiem wysokie, niemniej jednak praca to ciężka, wyczerpująca fizycznie i psychicznie, bardzo odpowiedzialna, a do tego wiążąca się ze sporym ryzykiem, bynajmniej nie tylko w okresie pandemicznym. Forma zatrudnienia – nader często śmieciowa. No i potrzebne do wykonywania tego zawodu kursy, sprzęt, itd. kosztują… Tak w ogóle, to w Polsce panuje, przynajmniej od przełomu lat 80. i 90. ubiegłego stulecia, czyli res...

Zostanie pustynia

Nie miałbym nic przeciwko produkcji samochodów elektrycznych marki Izera. Owszem, przyszłość motoryzacji (pod warunkiem oczywiście, że nasz gatunek przetrwa dłużej niż najbliższe kilkanaście lat, ewentualnie dwie lub trzy dekady) widzę raczej w napędzie wodorowym, póki jednak rozwijają się „elektryki”, nie byłoby źle, gdyby w Polsce powstawały auta rodzimej produkcji z takimi właśnie silnikami pod maską. Nie miałbym więc, powtarzam, nic przeciwko, gdyby… No właśnie, gdyby za rzecz całą odpowiadał NORMALNY rząd. Niestety, nie-rządzi nami Bezprawie i Niesprawiedliwość, a to bardzo źle wróży nie tylko samej Izerze (marce, nie rzece… chociaż, biorąc pod uwagę, jak owa mafia/sekta niszczy naszą przyrodę, to i przyszłość rzeki rysuje się w czarnych raczej barwach)), ale też nam wszystkim. Dlaczego? Już wyjaśniam. Fabryka tychże samochodów powstać ma w Jaworznie w Województwie Śląskim. Wedle nie-rządowych planów, zbudowana zostanie od podstaw. Czy taka właśnie decyzja jest sensowna z ekonom...

Dobre złe lektury

Rok szkolny się zaczyna, w polityce dominują same ponure tematy (a to uchodźcy i stan wyjątkowy, a to konflikt na Lewicy między panami Rozenkiem i Czarzastym, a to pan Grodzki deklaruje chęć likwidacji szpitali, a to Balcerowicz opowiada młodzieży, iż nierówności społeczne „nie są problemem”, katastrofa natomiast klimatyczna to fikcja…), toteż może lepiej znów poświęcić notkę czemuś przyjemnemu. Pociągnijmy zatem wczorajszy wątek lektur szkolnych. W ostatnim swoim tekście wymieniłem sześć powieści, jakie z obowiązku musiałem przeczytać, a które uważałem za szkolne koszmarki, bo nie przypadły mi do gustu, z różnych przyczyn zresztą. Dziś napiszę o książkach, jakie mnie osobiście bardzo się podobały, ale nie uważam, by nadawały się na lektury szkolne, zwłaszcza obowiązkowe: 1) Henryk Sienkiewicz Quo vadis? – wbrew pozorom, Henio nie otrzymał Nagrody Nobla za to konkretne dzieło, lecz za całokształt twórczości. I nie jest to jego najwybitniejsze osiągnięcie. Generalnie, scena z turem ...

Koszmarki

Smutny dziś dzień, albowiem zaczyna się nowy rok szkolny. Tym razem nad dziećmi i młodzieżą zawisły dwa mroczne widma (nawiązanie do tytułu filmu z serii Star Wars , nie do Manifestu Komunistycznego ): kolejna fala pandemii COVID-19 (oznaczająca ewentualny powrót do nauki zdalnej, a zarazem nowe niejasności odnośnie egzaminów, ocen, rekrutacji na dalsze etapy kształcenia, itd.) oraz zepsuty jeszcze bardziej niźli wprzódy program nauczania, opracowany na zlecenie Czarnka, przepełniony jaskiniowym wręcz wstecznictwem (osławione „cnoty niewieście’, coby daleko nie szukać), treściami nacjonalistycznymi oraz kościółkowymi. O tym, co ów neonazista zamierza uczynić z polskim systemem ciemnoty – bo edukacją nazwać się tego nie da – pisałem już kiedyś na tych łamach, toteż dziś wspomnę tylko, że nie należy spodziewać się niczego poza pogłębieniem grzechów głównych, jakie szkolnictwo (k)raju nad Wisłą popełnia od dekad, i to bez względu na ekipę rządzącą. Jednym z nich jest zniechęcanie młod...

Z okazji rocznicy

Dziś czterdziesta pierwsza rocznica Porozumień Sierpniowych i z tej okazji postsolidarnościowy nie-rząd PiS-u domaga się od swojego „prezydenta” wprowadzenia stanu wyjątkowego w części wschodnich województw, po to (rzecz jasna, takie jest OFICJALNE tłumaczenie), by „chronić Polskę” przed trzydziestoma uchodźcami… oraz (to już NIEOFICJALNIE) ukryć zbrodnie (np. tortury, o których pojawia się coraz więcej medialnych informacji), jakie na tych ludziach popełnia polski aparat represji, oczywiście na rozkaz aparatczyków mafii/sekty Jarosława Kaczyńskiego. Który, wraz ze swoim nieżyjącym już bratem, Lechem, politycznie wyrósł przy Lechu Wałęsie – dygresja taka. Stan wyjątkowy oznacza zawieszenie na określony czas części praw i wolności obywatelskich; celem jest z reguły zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom w razie jakiejś katastrofy, klęski czy masowego zagrożenia. No właśnie, jakież to zagrożenie nieść może trzy dziesiątki wycieńczonych, głodnych ludzi, uciekających przed wojną i terro...

Zabójczy pomysł

Szczerze przyznam, że zrazu nie mogłem w to uwierzyć. Nie mieściło mi się w głowie, że mądry człowiek (przynajmniej za takiego go miałem… teraz wypadnie chyba zrewidować tę opinię) może wymyślać oraz publicznie wygłaszać jako polityczny program podobne brednie. A jednak! Pan Tomasz Grodzki, Marszałek Senatu (i to, co istotne, opozycyjny!) wyskoczył z pomysłem, który każdego rozsądnego człowieka po prostu musiał zamurować. Konkretnie, chodzi o receptę na uzdrowienie polskiej służy zdrowia (a chyba każdy przy zdrowych zmysłach widzi, że leczenia ona wymaga), jakie według jego idei miałoby polegać na… likwidacji większości szpitali powiatowych. Obecnie jest ich w Polsce 947; pan marszałek Grodzki twierdzi zaś, iż potrzeby związane z ratowaniem zdrowia i życia członkiń i członków naszego społeczeństwa w zupełności zaspokoiłoby 130 takich placówek. Nie wiem, skąd nasz dzisiejszy bohater (a trzeba pamiętać, że jest lekarzem z zawodu, toteż problemy służby zdrowia winien znać od środka) wzi...

Uchodźca

Na początek – przepraszam za brak notki wczoraj. Niestety, wypadła mi w ostatniej chwili bardzo pilna sprawa do załatwienia. Historycy i bibliści spierają się, czy opisana w Ewangelii wg św. Mateusza (najprawdopodobniej greckie opracowanie, dość nieudolne zresztą, starszego tekstu hebrajskiego lub aramejskiego) historia przyjścia na świat galilejskiego robotnika najemnego i rewolucjonisty z I wieku n. e., czyli oczywiście Jezusa Chrystusa, bazuje na faktach, czy też jest to wymysł. Obecnie, o ile się orientuję, przeważa domniemanie, iż jest to midrasz – charakterystyczna dla judaizmu (z którego, przypominam, wywodzi się chrześcijaństwo) forma literacka zawierająca określone przesłanie teologiczne – czyli opowieść, w której nie liczy się prawdziwość przedstawionych wydarzeń, lecz ich znaczenie, symbolika (np. w tym wypadku: złoto – godność królewska, kadzidło – godność kapłańska, mirra – śmierć, i to raczej brutalna, mesjasza), itd. Generalnie, na potrzeby niniejszej notki nie jest w...