Przypowieść o smutnym księdzu
Pewien ksiądz z pewnej parafii w zachodniej Małopolsce (personaliów i dokładnej lokalizacji nie wymienię – RODO obowiązuje – ale i człowiek ów, i parafia istnieją naprawdę) narzekał na kazaniu na antyklerykalizm. Na to, że kapłani katoliccy są pogardzani przez lud, że w społeczeństwie krążą na ich temat negatywne opinie i stereotypy, a topowym medialnym tematem jest pedofilia kleru (chyba nie śledzi wiadomości o koronawirusie). W efekcie coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, a wiara w narodzie upada. Cóż, odejście od instytucjonalnego Kościoła bynajmniej nie musi oznaczać odejścia od wiary w Boga; przeciwnie, mam wrażenie, że znaczny odsetek osób, jakie z instytucjonalnym Kościołem nie chcą mieć nic wspólnego, to właśnie ludzie głęboko wierzący, Boga i Chrystusa traktujący poważnie, i dlatego nie mogący znieść obłudy biskupów, szerzenia nienawiści, błogosławienia neonazistów czy zrzucania winy za pedofilskie zachowania duchownych na ich ofiary (rzecz szczególnie odrażająca). ...