Posty

Wsteczny niby-postęp

Premier Donald Tusk zapowiedział, że w najbliższych miesiącach zalegalizowane zostaną – to znaczy, uznawany będzie ich status prawny – związki partnerskie, również te zawierane przez osoby tej samej płci. Oczywiście, lider PO nie stał się z dnia na dzień otwartym, tolerancyjnym i postępowym politykiem. Legalizacja (zapowiadana, bo co z tego wyjdzie, i czy cokolwiek, czas dopiero pokaże) związków partnerskich w Polsce to efekt dwóch czynników. Jednym jest orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, wedle którego rozwiązanie to powinno zostać w (k)raju nad Wisłą jak najszybciej wprowadzone. A pan Tusk, odzyskując zablokowane na skutek PiS-owskich patologii środki unijne, nie zadrze ani z tymże organem, ani z Unią Europejską. I dobrze. Powodem numer dwa jest elektorat, jaki dal wyborcze zwycięstwo nie-PiS-owskim formacjom. Co ciekawe, wyborcy PO (podobnie zresztą rzecz ma się z PSL-em) są światopoglądowo o wiele bardziej postępowi niż ich polityczni reprezentanci. A premier, ki...

Talibowie i izraelscy faszyści

W roku 2001 afgańscy talibowie wysadzili największy na świecie wykuty w kamieniu posąg Buddy, datowany na VI wiek naszej ery. Świat zachodni zareagował wielkim oburzeniem – i w stu procentach słusznie, gdyż był to akt nie tylko fanatyzmu religijnego, ale też zwyczajnego, odrażającego barbarzyństwa i zdziczenia. Warto zauważyć, że przeciwko temu ohydnemu działaniu talibów protestowały również liczne środowiska muzułmańskie z całego świata. Przez ostatnie trzy miesiące 2023 roku i pierwsze dni stycznia 2024 (na czym się oczywiście nie skończyło, ponieważ zbrodnia trwa nadal) izraelskie wojska nie tylko wymordowały ponad 30 tys. osób w Strefie Gazy, co jest jednym z najgorszych ludobójstw tego stulecia, o ile nie najgorszym, ale też zrównały ją z ziemią. Potwierdzono zniszczenie 198 historycznych miejsc w Gazie, a zapewne ucierpiało znacznie więcej. Destrukcji systematycznie poddawane są zabytki, miejsca kultu (meczety i kościoły), muzea, a nawet liczące wiele setek lat drzewa oliwne, ...

Misja na nowy rok

I nie tylko na nowy. Ale po kolei. W rok 2024 weszliśmy z nowym rządem. Na jego czele stoi, po raz trzeci w swojej karierze, Donald Tusk, tym razem wszelako koalicja rządowa składa się z wielu ugrupowań, zróżnicowanych ideologicznie, od prawa do lewa. Już samo to sprawia, że nie będzie łatwo. Ale zagrożenie leży gdzie indziej. O ile w nowej Radzie Ministrów część stanowisk obsadzona jest bardzo dobrze (wszystkie osoby ministerskie z Lewicy plus Adam Bodnar i Barbara Nowacka), a co do reszty, czas pokaże, o tyle najsłabszym jej punktem jest, czy raczej może się okazać, sam premier. Dlatego noworoczną misją obywatelską powinno być uważne patrzenie mu na ręce. Na razie, trzeba przyznać, idzie dobrze. Odblokowane zostały fundusze unijne (ale powiedzmy sobie szczerze – gdyby na tym polu pan Tusk zawiódł, nadawałby się nie tyle na emeryturę, ile na śmietnik historii), nowy minister szkolnictwa wyższego (z Lewicy, co mówi samo za siebie) rozwiązał konflikt w Poznaniu, gdzie studenci wal...

Czarne chmury na nowy rok?

Wprawdzie w Polsce ostatni kwartał 2023 roku upłynął pod znakiem odsunięcia Bezprawia i Niesprawiedliwości od władzy (na ile dobrze sprawdzić się może rząd Donalda Tuska, to już temat na inne rozważania, którym poświęcę odrębną notkę), co daje nadzieję na pozytywne zmiany. Niektóre zresztą już nastąpiły, jak wywalenie z zajmowanych stanowisk Czarnka czy Pawlaka. Na świecie jednak dzieją się rzeczy, które nie napawają optymizmem. Mało tego, wiele z nich przeraża oraz rodzi poważne obawy o przyszłość. Trwa przecież katastrofa klimatyczna, a także masowe wymieranie zwierząt i roślin; obie tragedie spowodowali oczywiście kapitaliści oraz skrajnie nieracjonalna, totalnie rabunkowa gospodarka kapitalistyczna. Działający na pasku prywatnych właścicieli środków produkcji światowi decydenci, z amerykańskimi na czele, sprawę ignorują, ewentualnie ograniczają się do pustych słów. Jeśli tak będzie nadal, do listy wymierających gatunków dołączy i nasz. A wcześniej nastąpi wielomiliardowa migra...

Na zaproszenie

Katolickie Boże Narodzenie – oparte na Solstycjach, Saturnaliach, Godach i Jule – minęło, a to oznacza, że rozpoczął się (w Polsce, bo to, z tego, co się orientuję, nadwiślański jeno zwyczaj) okres wizyt duszpasterskich, popularnie zwanych kolędowaniem. Polega to na tym, że księża z parafii chodzą, w towarzystwie ministrantów i/lub scholistek, od domu do domu, od mieszkania do mieszkania. Tam dzieciaki śpiewają kolędy, kapłan zaś rozsiada się wygodnie przy stole, mniej lub bardziej życzliwie tudzież interesująco rozmawia z parafianami (o ile ma ochotę), czasami je i pije, święci lokum, a na koniec – co stanowi najistotniejszą część całego wydarzenia – bierze datek „co łaska” w kopercie. Przy czym przyzwoici księża (tacy też się trafiają), widząc złą sytuację danej osoby czy rodziny, zostawia kopertę z pieniędzmi; przynajmniej kiedyś zostawiał, bo nie wiem, czy co bardziej pazerni biskupi nie przymusili swoich podwładnych do zaniechania takich działań. Wizyta duszpasterska dla niek...

Jadłodzielnie

Minęło nam oto Boże Narodzenie/Solstycja/Jule/Gody, przy czym te ostatnie, wedle niektórych źródeł mówiących o Słowianach i ich religii, trwały kilkanaście dni i kończyły się w okolicach 6 stycznia, uznajmy zatem, że niech sobie jeszcze trwają. W każdym razie, jak co roku wielu ludziom zostało to, czego w dwa świąteczne dni (trzy, licząc z Wigilią, która w tym roku wypadła w ustawowo wolną od pracy niedzielę) nie zjedli. I, niestety, większość z tego wyląduje na śmietniku. Innymi słowy, znów będziemy mieli do czynienia z marnowaniem żywności na ogromną skalę. Zjawisko owo patologiczne jest charakterystyczne nie tylko dla Polski, lecz dla chyba wszystkich państw kapitalistycznych, większość obywateli których sterowana jest przy użyciu przekazu reklamowego, nakazującego kupować więcej i więcej, i nie tylko w okresie świątecznym. Dlatego jeszcze przed świętami pojawiło się w mediach (społecznościowych tudzież innych) wiele apeli, aby niezjedzonej żywności – tej przynajmniej, jaka ma dł...

Długi świąteczny weekend

No i zbliża się długi weekend, poniedziałek i wtorek będą wszak wolne. Dla wielu osób zaczną się obchody Bożego Narodzenia (dawniej Solstycjów), dla innych – Szczodrych Godów, jeszcze inni świętowali będą Jule, a i nie zabraknie takich, którzy po prostu mają przed sobą dodatkowe dni ustawowo wolne od pracy, bez żadnego elementu religijnego. I bardzo dobrze, bo każdy powinien świętować to, co chce, jak chce, z kim chce, gdzie chce i jeśli chce. Niezależenie zatem od tego, w jaki sposób, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy mojego bloga, podchodzicie do nadchodzącego długiego weekendu, życzę Wam serdecznie, aby był on dla Was czasem relaksu i odpoczynku, spędzonym w zdrowiu, towarzystwie wspaniałych osób, w ulubiony sposób, i żeby pozwolił Wam zregenerować siły. Nie zapomnijmy jednak o wszystkich osobach, dla których najbliższe dni – oraz wiele kolejnych – będą czasem ogromnej tragedii, walki o życie czy utraty wszystkiego, co mają. Niestety, na całym świecie trwają wojny, lu...