Posty

Nowa wersja zbrodni

Inflacja żre nasze dochody; mimo iż ciężko pracujemy lub otrzymujemy emeryturę/rentę, coraz trudniej jest się utrzymać, wielu ludziom brakuje środków na zaspokojenie podstawowych choćby potrzeb typu zakup żywności, leków i odzieży oraz opłacenie rachunków. Kwoty tychże zresztą też mocno poszły w górę, za sprawą chociażby fatalnej polityki energetycznej PiS-u oraz wadliwych (mimo ciągłych poprawek) regulacji Polskiego Ładu. Te ostatnie walą dodatkowo w małe i średnie przedsiębiorstwa. Jeśli jesteśmy kredytobiorcą, to mamy już całkiem przerąbane skutkiem wręcz zbrodniczej polityki monetarnej, prowadzonej przez pewnego PiS-owskiego nominata. Mówiąc krótko, Bezprawie i Niesprawiedliwość doprowadza polskie społeczeństwo do nędzy. Nędzy, która wielu ludzi zabije. Mowa tu o samobójstwach na tle ekonomicznym, ale te o zgonach spowodowanych tym, że obywateli i obywatelek nie stać na zapewnienie sobie warunków bytowych gwarantujących zachowanie zdrowia: kupno zdrowiej żywności i odpowiednich l...

Pies zamordowanego

Albo kot, albo jakikolwiek inny zwierzak; wszystkie one wszak cierpią po utracie bliskiego. Ale po kolei. W ostatnich dniach świat obiegły przerażające zdjęcia przedstawiające ludzi pomordowanych w Buczy (Ukraina, obwód kijowski). Zbrodni tej najprawdopodobniej dopuścili się rosyjscy żołnierze, acz propaganda Moskwy oczywiście temu przeczy, zarzucając Ukraińcom prowokację (niespecjalnie w to wierzę). Jak było, niech rozstrzygnie Międzynarodowy Trybunał Karny, gdyż to on powołany jest do sądzenia sprawców ludobójstw. W każdym razie, zbrodnia popełniona w Buczy jest wyjątkowo okrutna, zaś jej dokumentacja fotograficzna – wstrząsająca. Zdjęciem, które bodaj najboleśniej rozdziera serce, jest to przedstawiające psa stojącego przy zwłokach zastrzelonego opiekuna. Tak, zwierzęta również cierpią na wojnach. Giną, zostają ranne i tracą ukochanych – zarówno przedstawicieli swoich gatunków, jak też ludzkich opiekunów, czego tragicznym przykładem jest wspomniany wyżej psiak z Buczy, uwieczni...

Węgierska lekcja

W miniony weekend odbyły się wybory parlamentarne na Węgrzech. Wygrał je skrajnie prawicowy Fidesz (odpowiednik naszego Bezprawia i Niesprawiedliwości), w koalicji z Chrześcijańsko-Demokratyczną Partią Ludową; otrzymały one ponad 50 proc. głosów. Zanosi się więc na to, że Viktor Orban będzie premierem przez czwartą kadencję. Z kolei zróżnicowana wewnętrznie – od lewicy po umiarkowaną prawicę – opozycja, startująca z jednej listy jako Koalicja Demokratyczna, poniosła klęskę. Czy węgierskie wybory zostały sfałszowane? Nie da się tego wykluczyć, ponieważ powszechnie wiadomo, iż Orban to dyktator sięgający po metody faszystowskie. Ale wcale tak być nie musiało; zakładać należy, że jego brutalna polityka oraz balansowanie między Brukselą a Moskwą (politykierowi owemu wiele można zarzucić, ale doskonale on wie, że interes jego i Węgier – w tej, nie innej kolejności – leży w tych dwóch stolicach) podobają się większości Madziarów. Orbanowi pomóc mogło złożenie deklaracji, że Węgry nie poprą ...

Czas próby

W Sejmie złożono wczoraj obywatelski projekt ustawy o bezpiecznym przerywaniu ciąży i innych prawach reprodukcyjnych, znany też jako Legalna Aborcja Bez kompromisów. Zebrano pod nim przeszło 200 tys. podpisów obywatelek i obywateli Polski; w ich zbieranie czynnie zaangażowali się między innymi politycy oraz działacze Lewicy. Jego założenia są bardzo dobre, i aż chciałoby się, żeby ustawa owa weszła w życie w takim kształcie, jaki zawiera jej projekt. Każda kobieta miałaby wówczas możliwość przeprowadzania zabiegu aborcji, w bezpiecznych dla zdrowia warunkach, do dwunastego tygodnia ciąży, a po upływie tego terminu: w wypadku ciężkiego, nieodwracalnego uszkodzenia płodu, gdyby ciąża zagrażała życiu i zdrowiu (doprecyzowano, że chodzi zarówno o fizyczne, jak też psychiczne – gratuluję autorkom i autorom projektu wysokiego poziomu wiedzy oraz świadomości) kobiety lub powstała w efekcie czynu zabronionego. Do tego dochodzą uregulowania odnośnie standardów opieki medycznej nad osobą cięża...

Opasły don i jego pazerni kamraci

Kardynał Stanisław Dziwisz – sekretarz Karola Wojtyły (1966-78) i Jana Pawła II (1978-2005), najprawdopodobniej ponoszący odpowiedzialność za masowe i w żadnym razie darmowe tuszowanie zbrodni pedofilskich popełnianych przez kler (w związku z czym nosi mafijną ksywkę don Stanislao ), metropolita krakowski (2006-16), który wsławił się niesłychaną nawet jak na kościelne standardy pazernością oraz dalszym tuszowaniem kleszej pedofilii, a od 2016 roku arcybiskup senior archidiecezji krakowskiej, do tego wszystkiego handlarz relikwiami Jana Pawła II (krew z niego chyba szlauchem spuszczał, niczym wampiry w filmie Kołysanka Juliusza Machulskiego) – wygłosił kilka dni temu kazanie. Zostało ono źle przyjęte, zwłaszcza przez środowiska lewicowe i laickie, czemu dziwić się trudno. Jedni komentatorzy reagowali na słowa dona Dziwisza sarkazmem, inni oburzeniem. Obie reakcje są prawidłowe, jakkolwiek mojemu sercu bliższa jest ta druga. A co powiedział były papieski sekretarz? Ano, skierował do k...

Reforma lub obóz

W internecie, na portalach społecznościowych chociażby, znaleźć można wiele ogłoszeń zamieszczanych przez Ukraińców szukających pracy lub Polaków, jacy im pomagają. Nic dziwnego; wielu z tych ludzi spodziewa się, że w Polsce zostaną raczej przez czas dłuższy, a może i na stałe (z powodu wojny niekoniecznie będą mieli do czego wracać), toteż chcą mieć źródło utrzymania, zwłaszcza, że na garnuszku u kogoś siedzieli wiecznie nie będą (zasoby pieniężne i inne naszych obywatelek oraz obywateli niosących pomoc Ukraińcom też nie są wszak niewyczerpane). Owszem, zdarzają się i tacy przybysze zza wschodniej granicy, co zatrudnienia podjąć nie chcą, a pewnie wielu jest takich, którzy jeszcze nie wyszli z szoku, toteż sami nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Niemniej, większość zamierza sobie urządzić życie, czyli między innymi pracować, posyłać dzieci do szkoły, itd. I dobrze. Miło też, że są Polacy, którzy im pomagają w tym zakresie. Wiem z kilku źródeł, że w pośrednictwo pracy dla Ukraińców angaż...

Joe i Jan Paweł II

Pozostaniemy jeszcze dziś przy weekendowym przemówieniu, jakie Joe Biden wygłosił podczas swojej wizyty w Polsce. Wzbudziło ono wielką radość wśród zwolenników Platformy Obywatelskiej oraz wielu innych przeciwników PiS-u, ponieważ wspomniał, pochwalnie rzecz jasna, amerykański prezydent o Lechu Wałęsie, czym rzekomo miał mafii/sekcie Kaczyńskiego Jarosława „utrzeć nosa”. Niestety, sprawa nie wygląda tak wesoło, a szerzenie takiej właśnie interpretacji słów Bidena świadczy o naiwności. Bo fakt, Kaczyński Jarosław Lecha Wałęsy nienawidzi i gardzi nim. Chciałby bowiem przeprowadzić rewizję mitu dawnej „Solidarności”, w miejsce gdańskiego elektryka umieszczając swojego nieżyjącego bliźniaka, Lecha, jako jej przywódcę (swoją drogą, czy nie szkoda walczyć o status lidera ruchu, jaki doprowadził do setek tysięcy, a może i kilku milionów zgonów oraz zrujnowania polskiego przemysłu po 1989 roku?). Bracia Kaczyńscy politycznie wyrośli przy Lechu Wałęsie, gdyby nie on, zupełnie by się nie liczy...