Zdrada i zbrodnia
Dziś 1 marca, czyli Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, czy jak tam się to badziewne pseudo-święto nazywa. Zostało ono wprowadzone przez prawicę postsolidarnościową – konkretnie przez Bronisława Komorowskiego – teoretycznie celem uczczenia tych polskich wojskowych, którzy po zakończeniu II wojny światowej stawiali opór nowej władzy (mimo wszelkich jej wad, lepszej niż przedwojenne), w związku z czym zostali ukarani – również, niestety, śmiercią – i byli negatywnie przedstawiani w historiografii. Niby miała to być cześć dla generała „Nila”, rotmistrza Pileckiego czy żołnierzy AK, jacy (wbrew rozkazom dowództwa, co już budzi kontrowersje) nie złożyli broni. W praktyce wszelako stało się to, co miało się stać zgodnie z zamierzeniem solidaruchów. Mianowicie, do grona „żołnierzy wyklętych” zaliczono wszystkich ewidentnych bandziorów, co podczas wojny kolaborowali z hitlerowskim okupantem (Brygada Świętokrzyska NSZ dla przykładu), a w jej trakcie i po jej zakończeniu skupili się...