Posty

Zdrada i zbrodnia

Dziś 1 marca, czyli Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, czy jak tam się to badziewne pseudo-święto nazywa. Zostało ono wprowadzone przez prawicę postsolidarnościową – konkretnie przez Bronisława Komorowskiego – teoretycznie celem uczczenia tych polskich wojskowych, którzy po zakończeniu II wojny światowej stawiali opór nowej władzy (mimo wszelkich jej wad, lepszej niż przedwojenne), w związku z czym zostali ukarani – również, niestety, śmiercią – i byli negatywnie przedstawiani w historiografii. Niby miała to być cześć dla generała „Nila”, rotmistrza Pileckiego czy żołnierzy AK, jacy (wbrew rozkazom dowództwa, co już budzi kontrowersje) nie złożyli broni. W praktyce wszelako stało się to, co miało się stać zgodnie z zamierzeniem solidaruchów. Mianowicie, do grona „żołnierzy wyklętych” zaliczono wszystkich ewidentnych bandziorów, co podczas wojny kolaborowali z hitlerowskim okupantem (Brygada Świętokrzyska NSZ dla przykładu), a w jej trakcie i po jej zakończeniu skupili się...

Zamknąć obozy zagłady

Sejmowa i senacka reprezentacja Lewicy jest ogólnie pro-zwierzęca, za co oczywiście należy się jej uznanie. Przykładem jest (oby został zrealizowany, i to w bliskiej przyszłości) postulat utworzenia urzędu Rzecznika Praw Zwierząt. Inne ważne inicjatywy wykazuje wchodząca w skład lewicowego klubu parlamentarnego Partia Razem. Otóż, chce ona zakazać cyrkowych występów zwierząt oraz zlikwidować hodowle zwierząt futerkowych. Pierwsza z tych kwestii poruszana jest od dawna, zrazu przez organizacje broniące praw istot żywych niebędących ludźmi, obecnie przez coraz więcej różnych środowisk. Świadomość społeczna w tym zakresie ulega poprawie, dzięki czemu przybywa osób zdających sobie sprawę, iż występy na cyrkowych arenach są dla zwierząt szkodliwe i niebezpieczne, zaś tresura nader często wiąże się z okrucieństwem tudzież cierpieniem. Dlatego trudno się z ideą lansowaną przez Razem nie zgodzić. I żeby nie było – nie mam absolutnie nic przeciwko cyrkowi jako takiemu, ale niech tę sztukę up...

Upadek mediów w Polsce

W minioną niedzielę, 25 lutego, pod ambasadą Izraela w Waszyngtonie podpalił się Aaron Bushnell, młody, bo zaledwie dwadzieścia pięć lat mający, żołnierz Amerykańskich Sił Powietrznych. Desperacki jego czyn – który znalazł tragiczny finał w postaci śmierci z powodu odniesionych oparzeń – stanowił formę protestu przeciwko ludobójstwu prowadzonemu przez Izrael w Gazie… a także wsparciu USA dla niego. Stany, przypomnę, na bieżąco wysyłają ludobójcom uzbrojenie służące do masowego mordowana Palestyńczyków, w tym samoloty bojowe, co oznacza, iż udział w zbrodni ma również formacja, w jakiej służył Aaron Bushnell. Człowiek ten, podkreślić należy, dużo i szeroko mówił o motywach, jakie nim kierowały. Dokładnie wyjaśnił, dlaczego zdecydował się na samopodpalenie. W internecie bez trudu można znaleźć informacje na ten temat, w tym nagrania. A jak wobec tragicznego owego faktu zachowały się media w (k)raju nad Wisłą? Zgodnie z tym, czego się spodziewałem, fatalnie… lub odrażająco, bo i tak ...

Wrogowie ludzi pracy twórczej

Dzieje się to, co, moim skromnym zdaniem, było jedynie kwestią czasu. Podobnie jak w latach 2007-15, Platforma Obywatelska, obecnie główny składnik koalicji rządowej ,ukazuje swoje prokapitalistyczne, czyli anty-pracownicze oblicze (identyczne zresztą, jak u PiS-u), tym razem waląc w filmowców. Otóż, kapitalistyczna Polska jest państwem – przypominam, bo kiedyś już poruszałem na tych łamach ów temat – gdzie osobom z branży filmowej nie płaci się tantiem za filmy czy seriale emitowane w internecie, konkretnie na platformach streamingowych. A to dlatego, że obowiązuje u nas przestarzałe, tzn. pochodzące sprzed epoki upowszechnienia się internetu, prawo autorskie, które kwestii owej najzwyczajniej w świecie nie reguluje. Sytuacja jest poważna, gdyż platform streamingowych funkcjonuje coraz więcej, przybywa też zamieszczanych przez nie polskich produkcji, oglądanych przez miliony widzów. A że nie są za nie wypłacane tantiemy, reżyserzy, scenarzyści, aktorzy i inne pracujące przy nich ...

Nieoszczędni

Co i rusz natknąć się można na analizy, bardziej wszelako przypominające utyskiwania, że znaczny odsetek (ponad połowa, jeśli się nie mylę) osób w Polsce nie ma żadnych oszczędności. Rzekomo, wedle autorów tychże wypowiedzi, „nie potrafimy” i/lub „nie chcemy” oszczędzać. Po stwierdzeniu tegoż „faktu”, autorzy analiz – sami legitymujący się zarobkami idącymi w dziesiątki, o ile nie setki tysięcy złotych (euro tudzież innych walut też bym nie wykluczał) miesięcznie – mniej lub bardziej wymownie dają do zrozumienia, że większość społeczeństwa jest „głupia”, bo, dajmy na to, nie odkłada sobie na emeryturę, a ta z ZUS-u zapowiada się bardzo niska (dziękujemy, panie Buzek, dziękujemy, panie Balcerowicz!). W tych wszelkich niby-analizach prawdą jest jedynie to, że u Polek i Polaków z oszczędnościami faktycznie jest krucho, a często wręcz fatalnie. Inaczej jednak, niż twierdzą neoliberalni/neokonserwatywni pseudo-mędrcy, nie wynika to z niefrasobliwości czy rozrzutności; jeśli nawet, to, jak...

Kapitaliści kontra kapitaliści

Od pewnego czasu trwają w (k)raju nad Wisłą protesty, które polegają na blokowaniu dróg traktorami i innymi maszynami rolniczymi, a skierowane są przeciwko zalewowi polskiego oraz ogólnie europejskiego rynku zbożami, owocami oraz wszelkimi innymi płodami rolnymi z Ukrainy. Nie pierwszy to już raz kwestia owa jest poruszana, problem trwa bowiem od miesięcy i stanowi oczywiście jeden ze skutków wojny rosyjsko-ukraińskiej. Śledząc komentarze w internecie, łatwo można spostrzec, że część osób obywatelskich popiera protestujących, wiele jednak żywi wobec nich wściekłość. Tej trudno się dziwić, zwłaszcza, jeśli ktoś przejeżdżać musiał zablokowaną drogą, a nie zapominajmy też, iż doszło już do sytuacji takich jak blokowanie karetek – tego żaden protest nie powinien tłumaczyć. Niestety, przy okazji narastają bardzo groźne nastroje anty-ukraińskie, a po stronie ukraińskiej – antypolskie. Cóż, cała sprawa nie jest czarno-biała. Protest jest o tyle uzasadniony, że zalew naszego rynku płoda...

Źle ukierunkowane zmartwienia

Kiedy niedawno Barbara Nowacka, ministra (wreszcie prawdziwej) edukacji, ogłosiła, że będzie mniej obowiązkowych prac domowych, znaczna część polskiego społeczeństwa zawrzała. Wrzeli rodzice, dziadkowie i bacie, wujkowie i ciotki, wrzeli ci, co dzieci nie mają, ale po prostu lubią wrzeć. No, bo jakże to tak?! Co te dzieci będą umiały, jak sobie utrwalą wiedzę? Normalnie, w szkole, na lekcjach, zwłaszcza, że padła słuszna zapowiedź odchudzenia podstawy programowej, napakowanej niepotrzebnymi bzdurami. Polskie społeczeństwo jest – obok rosyjskiego, meksykańskiego, południowokoreańskiego i greckiego – najbardziej przepracowanym na świecie. Zaczyna się to już na etapie szkolnym, gdyż, zwłaszcza wskutek PiS-owskich deform, nastoletnie dzieciaki spędzają na lekcjach, odrabianiu zadań domowych tudzież mniej lub bardziej wymuszonych korepetycjach WIĘCEJ czasu niż dorośli pracujący zawodowo. Zaczynają swa aktywność o wczesnych godzinach porannych, kończą natomiast późną nocą, i tak doba w do...